Olga – twórczyni bloga otymże – poprosiła niedawno swoich czytelników o to, by napisali* o swoich wątpliwościach związanych z adaptacją i uczęszczaniem ich dzieci do przedszkola. Zebrane przez Olgę pytania pogrupowaliśmy, odsialiśmy te, na które odpowiedź znalazła się już na blogu, resztę zaś skierowaliśmy do naszego psychologa rodzinnego – Wiktorii Jaciubek.  Zapraszamy do lektury pierwszej partii odpowiedzi! Kolejne odpowiedzi pojawią się na naszym blogu już w piątek.
* Pytanie Olgi pojawiło się tutaj.

1. Adaptacja przedszkolna i chwilowe kryzysy Kiedy można uznać, że adaptacja zakończyła się sukcesem i dziecko jest już ‚pełnoprawnym’, zadowolonym przedszkolakiem? Jak długo przeważnie trwa adaptacja i po czym poznać, że szczęśliwie dobiegła końca? Czy zdarzają się – a może to jest normą? – sytuacje regresu – tj. po okresie radosnego i chętnego chodzenia do przedszkola – dziecko ma kryzys i zachowuje się podobnie, jak było to na początku przygody z przedszkolem? Jak reagować w takich sytuacjach – czy i kiedy ulegać – zgadzając się na przykład na małe ‚wakacje’?A co robić, jeśli po 1,5 miesiąca trzylatka dalej nie potrafi się zaaklimatyzować w przedszkolu? Każdego ranka płacz, histeria,nawet wymioty i paniczny lęk przed wyjsciem z domu, a w przedszkolu zupełna apatia? Panie przedszkolanki radzą przeczekać, bo podobno ‚zawsze mija’, ja jestem skłonna uznać, że córka jednak nie dojrzała jeszcze do przedszkola, tym bardziej,że placówka wydaje się godna zaufania,a Mila spędza tam ok 5h dziennie. Czy metoda na przeczekanie zawsze się sprawdza, czy przyczyn problemu trzeba szukać gdzieś głębiej?

Wiktoria Jaciubek:  Adaptacja do przedszkola to bardzo indywidualna sprawa – każde dziecko ma swoje tempo, w jakim przyzwyczaja się do nowych warunków. Może więc być tak, że syn koleżanki pójdzie z uśmiechem do przedszkola po dwóch dniach, a moja córka będzie potrzebowała trzech miesięcy. Warto podkreślić: im dziecko będzie lepiej przygotowane do przygody przedszkolnej, tym większe prawdopodobieństwo, że adaptacja przebiegnie szybciej i łatwiej.

Wydaje mi się, że trudno mówić o pełnej i stałej adaptacji dziecka do żłobka, przedszkola czy szkoły. Nastrój dziecka może zmieniać się jak w kalejdoskopie, z dnia na dzień mogą pojawić się zmiany w nastawieniu i zachowaniu, które dla nas rodziców będą zaskakujące i niezrozumiałe. A to z tego powodu, że żłobek, przedszkole i szkoła to miejsca niezliczonej ilości doświadczeń, relacji z innymi dziećmi i nauczycielami, konfliktów i przyjaźni, zdarzeń stresujących i przyjemnych. Wszystkie te sytuacje są czynnikami, które bez przerwy wpływają na nastawienie dziecka do placówki – i tak naprawdę w każdej chwili mogą spowodować nagłą zmianę. Nawet gdy wydaje się, że już wszystko przerobiliśmy i dziecko czuje się świetnie. Pobyt w placówce to raczej proces, a nie stan. Co oznacza że jest dynamiczny, zmienia się w czasie i składa z różnych etapów. To tak samo jak nasz pobyt w pracy – też mamy lepsze i gorsze dni, chwile zadowolenia i chwile zwątpienia.

W sytuacji chwilowego kryzysu można zachować się różnie, w zależności od potrzeb dziecka. Warto więc dyskretnie zbadać, co jest powodem zmiany nastawienia i porozmawiać z dzieckiem o tym, co można zrobić, żeby znów było lepiej: może być tak, że niezbędny będzie powrót do strategii z samych początków uczęszczania do przedszkola (np. towarzyszenia maluchowi na zajęciach), a może faktycznie zasadne będą krótkie „wakacje”. A możliwe, że wystarczy po prostu rozmowa i przeczekanie kilku dni…

Jeżeli natomiast początkowy proces adaptacji trwa bardzo długo, a każdego dnia przed wyjściem i w przedszkolu dziecko ma niepokojące zachowania i objawy (np. wymiotuje, skarży się na bóle różnych części ciała, płacze długo, wpada w stan apatii, ma notorycznie obniżony nastrój) warto przemyśleć decyzję o posłaniu dziecka do placówki. W takiej sytuacji polecam omówienie problemu z nauczycielem przedszkolnym oraz konsultację z psychologiem dziecięcym w celu weryfikacji stopnia gotowości przedszkolnej malucha.

2. Współpraca rodziców z nauczycielami Ziemowit od początku nalegał, by zabierać ze sobą do przedszkola swoją ulubioną zabawkę. Wydawało mi się to bardzo dobrym pomysłem – mały królik Pepo był świetnym wsparciem i powiernikiem różnych spraw z życia przedszkola. Ziemowit jest z tym pluszakiem zżyty, że nie pozwalał innym go dotykać – doszło do kilku spięć i Panie poprosiły, by po okresie adaptacji nie dawać dzieciom domowych zabawek.Ziemowit Pepo po pewnym czasie chętnie zostawił w swoim pokoju -ale nie rozumie – dlaczego innej zabawki nie może zabrać…Często rano są o to spory i mały przedszkolak zamienia się w dużego buntownika. Boję się, że źle go też nastawia do samego przedszkola…Ingerować? Rozmawiać z Paniami w przedszkolu?„Pójście dziecka do przedszkola, to ważne, przełomowe wręcz wydarzenie dla dziecka i rodziców. Do przedszkola adaptują się nie tylko dzieci, ale i ich rodzice. Stąd moje pytanie- jak nauczyciel powinien zbudować relacje z rodzicami na początku przedszkolnej drogi i jak ułatwić rodzicom i dzieciom wejście w tę nową sytuację?

Wiktoria Jaciubek: Wśród pytań pojawił się ciekawy wątek – dotyczący współpracy rodziców i nauczycieli w przedszkolu. Trzeba więc podkreślić, że aktywna i regularna współpraca bardzo ułatwia adaptację dziecka do przedszkola.

Nauczycielowi powinno zależeć na budowaniu pozytywnej relacji z rodzicami, ponieważ zapewnia ona obopólne zaufanie, chęć do współdziałania i wsparcie w trudnych chwilach. Równie ważna jest ta relacja dla rodzica – wie z kim jego dziecko spędza po kilka godzin pięć dni w tygodniu, jest na bieżąco ze zdarzeniami i ważnymi informacjami, ma wiedzę na temat jakości kontaktu swojego dziecka z nauczycielem.

Jak rodzic i nauczyciel mogą się porozumieć? Najlepsze i sprawdzone metody to częste rozmowy i otwartość na drugą osobę. Warto często wymieniać się spostrzeżeniami, zadawać pytania, wyjaśniać wątpliwości na bieżąco.

Nauczycielu, nie traktuj rodzica jak natrętnego petenta. On powierzył Ci swój największy skarb, swoje dziecko i ma prawo otrzymywać szczegółowe informacje na temat wszystkiego, co dzieje się w przedszkolu. Ma też prawo negocjować zmiany, jeżeli wie, że są ważne dla dobrego samopoczucia dziecka w placówce.

Rodzicu, nie traktuj nauczyciela jak wroga. W przedszkolu pracują osoby z odpowiednim wykształceniem, wiedzą i zapałem do pracy. Ich dużą zaletą jest to, że patrzą na dziecko i na twoją relację z dzieckiem obiektywnie. Więc jeżeli nauczyciel proponuje Ci zmianę lub chce podzielić się jakimś spostrzeżeniem – wysłuchaj go i zastanów się nad jego słowami. A jeżeli Ty uważasz, że trzeba coś zmienić – po prostu z nim porozmawiaj.

Jeżeli mimo wszystko pojawił się konflikt – warto dążyć do porozumienia, negocjować i starać się dojść do kompromisu. Pamiętajmy, że pozytywne i pełne szacunku relacje między nauczycielami i rodzicami wpływają na samopoczucie dzieci w przedszkolu.

3. Przedszkolak ma młodsze rodzeństwo. Mój syn ma od września iść do nowego przedszkola (w tym aktualnym, prywatnym jest tylko grupa maluszków, więc chcemy go przenieść do miejskiego od nowego roku), a ja mam termin porodu na końcówkę sierpnia. Jak to sprytnie rozegrać, żeby ograniczyć podwójny szok? Puścić go do przedszkola od października i pozwolić pobyć pierwszy miesiąc ze mną i małym rodzeństwem? Bo jak go poślę do nowego przedszkola tuż po porodzie to chyba nie będzie mu zbyt komfortowo?

Wiktoria Jaciubek: W swoim pytaniu zawarła Pani odpowiedź. Ja również mam wrażenie, że dla syna korzystniej będzie jeżeli przez jakiś czas po przyjścia na świat nowego członka rodziny zostanie w domu. Będzie miał możliwość zapoznać się z młodszym rodzeństwem, nie poczuje się odrzucony, może nie będzie tak bardzo zazdrosny o uwagę mamy i taty. Niemniej jednak przed Państwem duże wyzwanie – warto z synem rozmawiać i stopniowo przygotowywać go do obu ważnych wydarzeń: pojawienia się młodszego rodzeństwa (proszę zajrzeć tutaj) i do pierwszych dni w nowej placówce (proszę zobaczyć odpowiedź na pierwsze pytanie tutaj).

W czerwcu urodziło nam się drugie dziecko. Córka chodzi do przedszkola od września (skończyła wtedy 3,7 miesięcy). Źle znosiła adaptację, bardzo emocjonalnie reagowała na pozostawianie jej tam bez nas. W międzyczasie byliśmy u psychologa dziecięcego, który wysłuchał naszych obaw i stwierdził, że mała całkiem normalnie znosi przystosowanie się do nowego środowiska. Niestety do chwili obecnej córka ma spore obawy przy wyjściu do przedszkola. Wciąż zdarza się, że płacze przy pożegnaniu. Pojawił się kolejny problem – nie chce rozstawać się z nami w żadnym innym miejscu. Nie ma mowy o zostawieniu jej w sali zabaw, spontanicznie u znajomych, a także w mieszkaniu nie chce zostawać sama w pomieszczeniu. Niepokoi nas ta sytuacja i nie wiemy czy ma ona także związek z pojawieniem się rodzeństwa i kumulacją nowych zdarzeń w jej życiu.

Wiktoria Jaciubek: Wydaje się, że zachowania Pani córki jak najbardziej można wytłumaczyć pojawieniem się rodzeństwa i w krótkim czasie po tym – pójściem do przedszkola. Faktycznie, córka przeżywa kumulację nowych (dla niej nawet zagrażających i mocno stresujących) zdarzeń, co może powodować objawy, o których Pani wspomina. Powiększenie się rodziny jest wspaniałym wydarzeniem, lecz często dla starszego dziecka jest źródłem lęku o rodziców oraz obawy przed utratą ich miłości i uwagi. Może też powodować zazdrość, negatywne uczucia do młodszego rodzeństwa, zmniejszenie poczucia bezpieczeństwa i w wyniku tego – płaczliwość, smutek, brak chęci do zabawy oraz nawet chwilowy regres w zachowaniu (np. ssanie smoczka, raczkowanie, prośba o zakładanie pieluszki).

Oba ważne zdarzenia w życiu Pani córki są jeszcze dość świeże. Warto więc być cierpliwym i dać jej czas na przystosowanie się do nich. A tymczasem – przytulać ją, rozmawiać, tłumaczyć jej, skąd biorą się zmiany w życiu rodziny, bawić się z nią, poświęcać jej jak najwięcej czasu.

Odpowiedzi na dalsze pytania znajdziesz w drugiej części artykułu – tutaj.Na Państwa pytania odpowiedziała Wiktoria Jaciubek – psycholog i psychoterapeutka rodzinna.