Nigdy nie pozwól wiedzy stanąć na drodze do prawdy.
powiedzenie buddyjskie

Mój dom otaczają place zabaw. Szczególnie letnią porą mogę słuchać jak dzieciaki bawią się w różne gry. Ostatnio przysłuchiwałam się zabawie w chowanego. Dzieci umawiały się, że jedno szuka, reszta się chowa. Niektórym udało się dobiec do peki (czyli odnaleźli się sami), inni zostali odszukani.

I tak sobie pomyślałam, że to może być i ładna, i użyteczna metafora, to chowanie się i szukanie. I o tym chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć.

Wyobrażam sobie, że każdemu z nas zdarza się czasami w życiu schować. Niektórym zdarza się to częściej, innym rzadziej. Chowamy się czasami w lęk, który powstrzymuje nas od ryzykownych działań, a to w smutek, który wycisza tempo życia, a to w alkohol, kompulsywne zakupy, niezdrowe jedzenie, które mają schować nas przed cierpieniem. Czasami chowamy się przed innymi ludźmi, nie pokazując naszych słabych i potrzebujących części, czasami chowamy się przed dziećmi, wkładając strój osoby wyłącznie dorosłej lub wyłącznie zapracowanej/zatroskanej, a czasami chowamy się i przed terapeutą. Ot, choćby wtedy, kiedy wstyd/obawa/brak gotowości nie pozwalają nam wypowiedzieć tego, co tak naprawdę chcielibyśmy, żeby zostało wypowiedziane. A przecież tak bardzo marzy nam się, żebyśmy zostali przyjęci ze wszystkim, co mamy.

Czasami chowamy się też w bliskich relacjach, w rodzinach, czasami dzieci chowają się przed nami, czasami młodzi (och, młodzi potrafią chować się wybornie!). I to wszystko jest w porządku. Dopóki po drugiej stronie są ci, którzy nas szukają. Dopóki my jesteśmy tymi, którzy szukają tych naszych, którzy się schowali. Dopóki wreszcie, poszukujemy samych siebie.

Żeby się wzajemnie szukać, potrzeba nam ciekawości. Potrzeba nam pielęgnować niewiedzę. Nie przywiązywać się do ocen, do hipotez, do założeń na temat drugiego człowieka (i samego siebie). Kiedy się szukamy, jesteśmy otwarci na innego, na inną niż nasza perspektywę, na świat, którego nie możemy poznać, ale możemy przysiąść przy jedynym żyjącym mieszkańcu tego świata: przy dziecku, z wyłącznie jego systemem odniesień, przy kliencie, z wyłącznie jego wstydem, obawami i nadzieją, przy sobie, z wyłącznie naszą niegotowością i niechęcią do zmiany, przy ukochanym, który przeżywa swój trudny czas. Nie musimy nic z tego odrębnego świata rozumieć, ale dopóki się szukamy, jesteśmy bezpieczni.

Żeby się wzajemnie szukać, trzeba nam również pamiętać, że wiedza (taka ekspercka i bezkompromisowa) może nam dużo zabrać: wiedza o „dziecku z autyzmem”, wiedza o „uzależnionym od alkoholu”, wiedza o „zbuntowanym nastolatku”, wiedza o „mężu i ojcu”/lub „żonie i matce”, o „dwulatku”, o „wdowie”, o „wyborcy PiS-u” i o „wegetarianinie”, o „uchodźcy”, o „muzułmaninie”, o „katoliku”. Taka wiedza może nam zabrać ciekawość poszukiwań, bezcenną umiejętność lekceważenia przyjmowanych założeń i wreszcie: może zaprowadzić nas do tego, że zrezygnujemy z żywej i dynamicznej łączności z mężem, dzieckiem, matką, klientem, z człowiekiem. Czasami trudno zawrócić z tej ścieżki.

Bywa więc i tak, że przestajemy się szukać. Zapominamy, że umowy w związku, zawierane 20 lat wcześniej, warto renegocjować, że potrzeby dziecka mogą być różne we wtorek po szkole i w niedzielę o poranku, że my sami, codziennie jesteśmy trochę kimś innym, a jednak wciąż reagujemy na bliskich, na siebie samych jak na kogoś, o kim już coś pewnego wiemy. Coraz częściej więc mijamy się i, nie chcąc tego przecież, wchodzimy w rejony samotne i osobne. Coraz częściej kłócimy się mocno, wyrażając sprzeciw wobec tego rozłączenia, wobec tej samotności.

Podczas treningów uważności, mówimy o ćwiczeniu się w przywoływaniu „umysłu początkującego”. To bardzo piękna umiejętność patrzenia na ludzi, przedmioty, sytuacje, relacje jakbyśmy widzieli je po raz pierwszy: z otwartą ciekawością, z zachwytem, być może czasem i ze wzruszeniem, a zawsze: uwolnieni od ocen i uprzedzeń. I od wiedzy, która zbyt często zamyka nas na dialog.

Trudno jest żyć bez ciekawości. Trudno jest żyć bez pewności, że kiedy się schowamy, ktoś nam życzliwy będzie nas szukał tak długo, aż pozwolimy się odnaleźć. Dlatego życzę Wam dzisiaj pięknych pomysłów na pielęgnowanie przyjaźni (tych rodzinnych i tych pozarodzinnych) i gotowości do uważnych i cierpliwych poszukiwań.

I ogromnie jestem ciekawa Waszych sposobów na pielęgnowanie w sobie ciekawości. Podzielcie się nimi, jeśli chcecie.

Maria Sitarska