Kiedy słyszę „rak”, mój umysł podpowiada mi: „wyrok”, „długie i trudne leczenie”, „niepewność”, „ból”, „strach”, „śmierć”. Prawdopodobnie nie tylko ja mam takie skojarzenia.  W trakcie diagnozy i leczenia, miotając się między rozpaczą i nadzieją, osoby chore i ich bliscy często podróżują w czasie – na przykład do momentu wyzdrowienia.  „Jak tylko wyzdrowieję, to…”, „Jak tylko się to skończy, to…” (będzie wreszcie normalnie, wrócę do swojej codzienności, zrobię to, co musi być zawieszone teraz, podejmę się zupełnie nowych wyzwań, zmienię całe swoje życie itd.).

I choć (całkowity) powrót do zdrowia nie zawsze jest możliwy, to jednak coraz więcej pacjentów zostaje wyleczonych. I właśnie do osób, które pomyślnie przeszły terapię onkologiczną oraz do ich bliskich, skierowana jest książka „Drugie życie po raku”, którą napisały Frances Goodhart (psycholog kliniczny) oraz Lucy Atkins (dziennikarka).

Jako zdrowy człowiek żeglujesz przez życie przy ogólnie przyzwoitej pogodzie. Płyniesz w określonym kierunku, masz mapy, przyrządy do nawigacji  i prowiant. (…) Potem rozpętuje się potężna burza – rak. Twój statek zostaje poważnie uszkodzony. Niektóre jego elementy ulegają zniszczeniu, inne giną w odmętach. (…) W samym środku sztormu tracisz poczucie kierunku, a najbardziej boisz się, że twój okręt zatonie. Wtedy pojawia się zespół medyczny. (…) Przyczepiają liny, podnoszą statek do pionu i utrzymują go na powierzchni, (…) przejmują kontrolę nad sterem i wytyczają kurs.  (…) Twój statek wpływa do portu, na brzegu widzisz przyjaciół i rodzinę. Machają ci i wiwatują. Czują ogromną ulgę, bo znowu jesteś bezpieczny. Ale twój statek osiada na mieliźnie. Jeszcze nie wpłynąłeś do portu. Niby widzisz jego światła i szczęście swoich bliskich, ale tkwisz u wejścia do przystani i nie możesz nawet drgnąć. Załoga twojej łodzi ratunkowej wrzuca liny do wody i odpływa. Możesz wtedy pomyśleć ‚Przecież potrafię sam zawinąć do portu’. Wszak byłeś tam już wcześniej. I port leży tak blisko. A jednak teraz wszystko wydaje się inne. Twój statek wciąż jest uszkodzony. Potrzebujesz czasu na naprawę. Musisz zdobyć nowe mapy i prowiant. Wciąż z niepokojem patrzysz w niebo, zastanawiając się, czy sztorm nie powróci. Nieustannie, wręcz obsesyjnie nasłuchujesz prognozy pogody, słyszysz doniesienia o huraganach – i nawet jeśli są daleko masz wrażenie, że zbliżają się do ciebie.

Przytoczyłam tak długi fragment książki, bo zawarte w nim porównanie doskonale obrazuje sytuację, w jakiej znajduje się osoba po zakończonym leczeniu. To porównanie pokazuje, że choć leczenie zakończyło się sukcesem, to psychologiczne zmaganie się z nowotworem prawdopodobnie wcale się jeszcze nie kończy. I zupełnie w porządku jest to uznać, przyzwolić sobie na to.  Autorki oddają w ręce czytelników książkę, w której dosłownie stwarzają przestrzeń wszystkiemu, co może wydarzać się po leczeniu. Kolejne rozdziały poświęcone są temu, z czym mogą zmagać się osoby po zakończonym leczeniu, a więc: niepokojowi, obniżonemu nastrojowi, złości, poczuciu własnej wartości i obrazowi własnego ciała, związkom, przewlekłemu zmęczeniu, regulacji rytmu okołodobowego, odpoczynkowi.  Autorki robią rzecz niezwykłą: zdejmują z osoby, która zakończyła leczenie, presję powinności, a jednocześnie nie odbierają jej odpowiedzialności za siebie i swój dobrostan. Proponują więc liczne ćwiczenia i udzielają rad, dając do zrozumienia, że jest wiele do zrobienia, by sobie pomóc. Pokazują, jak wpływać na własne samopoczucie, na swoje myśli, emocje, relacje ze sobą samym i innymi ludźmi. Jest to jednak propozycja, zaproszenie, a nie nakaz czy mamienie czytelnika pewnymi i szybkimi rezultatami. Dużo w tym szacunku dla indywidualności każdego człowieka; autorki dobrze rozumieją, że każdy doświadcza swojego chorowania i zdrowienia trochę inaczej. Choć nie zapominają o uniwersalności – przytaczają prawdziwe historie pacjentów, którzy zmagali się z koniecznością odbudowania/zbudowania swojego życia po zakończonej terapii onkologicznej. Być może któryś z czytelników odnajdzie w tych historiach cząstkę swojego doświadczenia?

Książka jest adresowana do osób, które nowotwór pokonały. Autorki nie zapomniały jednak o tych, którzy w procesie leczenia towarzyszyli – o rodzinie i przyjaciołach. Również do nich (na końcu każdego rozdziału) kierują wskazówki i słowa wsparcia.  I, co ważne, podkreślają, że nie wolno im zapominać o dbaniu o siebie!

Przekaz, jaki znajduję w książce, zawarłam w poniższych stwierdzeniach:

  • nie musisz z dnia na dzień wrócić do „normalności” sprzed choroby;
  • nie musisz udawać, że nic się nie stało;
  • masz prawo do tego, by czuć się tak, jak się czujesz (nawet jeśli te uczucia to wstyd, wściekłość na własne ciało, które zawiodło, smutek, zmęczenie), jednak to ty decydujesz, co z tymi uczuciami zrobisz;
  • daj sobie jeszcze trochę czasu, nawet jeśli na to wszystko, co miało się zdarzyć „Jak tylko wyzdrowiejesz…”, będzie trzeba jeszcze poczekać;
  • to nie twoja wina, że nie wszystko jest możliwe od razu – znajdź w sobie wyrozumiałość i wybaczenie dla siebie;
  • działaj: zmieniaj i osiągaj to, co jest aktualnie możliwe, w takim tempie, jakie jest możliwe.

Podzielę się jeszcze swoją refleksją dotyczącą tytułu książki. „Drugie życie po raku”. Mam pewien kłopot ze słowem „drugie”. Bo życie po raku to przecież ciągle to samo życie. W pracy terapeutycznej niejednokrotnie przekonuję się, że rozbudowana i elastyczna, lecz spójna narracja na temat samego siebie i swoich doświadczeń, zawierająca wszystkie zdarzenia (również te szczególnie trudne) może być źródłem równowagi, spokoju, wiary w siebie i swoje możliwości, rozwoju. Rozumiem zamysł autorek – doświadczenie choroby nowotworowej (lub jakiekolwiek inne zagrażające życiu zdarzenie)  z pewnością dzieli życie na pół. Jednakże późniejsze nadanie znaczenia doświadczaniom chorowania i zdrowienia, zintegrowanie ich z innymi doświadczeniami życiowymi, wydaje się szczególnie ważne.

 I jeszcze cytat na koniec:

Sztorm, jakim jest zachorowanie na raka, mógł spowodować wiele zmian w twoich związkach z ludźmi, wyrządzić mnóstwo szkód i zniszczyć parę rzeczy. Mógł też jednak pozwolić ci odkryć jakieś skarby leżące na dnie oceanu. Twoje życie wygląda teraz inaczej, ale inaczej niekoniecznie oznacza gorzej. Może minąć trochę czasu, zanim to zaakceptujesz i przyzwyczaisz się (…) – zwłaszcza że to zmiana, której nie chciałeś i o którą nie prosiłeś (…). Czasami prawdziwa sztuka polega na tym, żeby zaakceptować fakt, że coś się zmieniło. 

Czasem w przyjęciu i akceptacji tych zmian potrzebna jest pomoc specjalistów: psychologów, psychoterapeutów.  I o tym także piszą autorki.

Serdecznie polecam książkę „Drugie życie po raku”!

Ps. Czy wiedzieliście, że istnieje coś takiego jak Onkologiczny Telefon Zaufania? W książce znalazłam informację, że takowy działa przy Polskim Komitecie Zwalczania Raka. Nr 22 822 56 94, czynny w poniedziałki, wtorki i czwartki w godzinach 13:00-16:00