Niekoniecznie trzeba być szalonym, by wierzyć w nadciągającą katastrofę.
fragment książki

Książka jest pewnego rodzaju retrospekcją z mającego miejsce w 2007 roku „samowystarczalnego eksperymentu”. Narracja prowadzona jest dwutorowo. Najpierw, w szpitalu psychiatrycznym, mamy okazję poznać autora czytanej książki i zarazem pomysłodawcę samego badania. W późniejszych rozdziałach ukazana zostaje geneza i przebieg symulowanego życia po upadku cywilizacji. Sprawozdanie zawiera mnóstwo refleksji, wspomnień i przemyśleń na temat błędów, wad i zalet próby.

Dylan Evans, autor „Eksperymentu Utopia” to brytyjski wykładowca akademicki, filozof i autor kilku książek poruszających tematykę psychologiczną. Może poszczycić się także tytułem eksperta od sztucznej inteligencji. Co spowodowało, że nagle drastycznie zmienia swoje poglądy na postęp technologiczny i przeprowadza się do jurty? Dorosły, wykształcony, dobrze usytuowany mężczyzna, nagle postanawia rzucić całe swoje dotychczasowe życie. Jak do tego doszło? Co się stało, że finalnie zostaje umieszczony w szpitalu psychiatrycznym?

Do przeczytania tej lektury zachęcił mnie tytuł. Mam ogromną słabość do czytania o wielkich eksperymentach i ich wynikach. Jednak ta książka jest czymś zupełnie innym. To podróż po upadku umysłu Evansa. Zagłębienie się w ruiny człowieka i krążenie wśród szczątków rozsądku. Depresja i mania, podkradając się do autora, skłaniają go do sprzedania domu, rzucenia pracy i wymyślenia Eksperymentu Utopia. Jak ludzie poradzą sobie, gdy technologia zawiedzie? Co zrobią, gdy nastąpi Apokalipsa? Na te pytania miał zamiar uzyskać odpowiedź.

Pomysł autora książki na stworzenie badania, które symulowałoby życie po upadku technologii, narodził się w Meksyku. Zainspirowany został on cywilizacją Majów, ich kończącym się kalendarzem i paniką na wieść o przewidywanym Końcu Świata w osławionym 2012 roku. Miał trzy główne założenia. Powinien stworzyć społeczność uczącą się, pracującą i być ograniczony czasowo. Jak można się domyślić, żadna z tych reguł nie została spełniona.

W książce, z niezwykłą lekkością i z humorem zostaje opisane codzienne życie mieszkańców, postkatastroficznej wioski, która została wybudowana od podstaw na potrzeby eksperymentu, oraz próby organizacji pracy, nauki rozpoznawania ziół lub prania ubrań w rzece. Dla mnie interesujący jest już sam fakt, że znaleźli się ludzie, którzy dobrowolnie zgodzili się przyjechać w odludne tereny Szkocji, by spróbować symulować życie po apokalipsie. I to nie jedna lub dwie osoby, a cała grupa! Zaskoczeniem było także to, że Evans zanim sam wprowadził się do swojej Utopii, odwiedził kilka osad nomadzkich i dokładnie zrelacjonował swoje przemyślenia o nich. Już wtedy widać rozbieżności i niespójność w jego rozumowaniu. Można pomału szukać pierwszych objawów choroby. Sam Evans też nie ukrywa problemów i konfliktów, jakie spotkały jego eksperyment. Wypady do Tesco, korzystanie z iPodów i prądu, to małe rysy projektu, które zapoczątkowały poczucie zwątpienia w jego sens, aż doprowadziły go do myśli samobójczych i poszukiwania pomocy.

Pewnie Was to zdziwi, ale Utopia dalej istnieje! Pod inną nazwą, z tylko niektórymi członkami i innym przywódcą, ale w internecie wciąż można znaleźć zdjęcia jurt i jej mieszkańców. Co ciekawsze, wraz z postępem technologicznym przybywa podobnych osad i ludzi zabezpieczających majątki przed końcem świata. Surwiwaliści budują bunkry, gromadzą jedzenie, a katastrofiści głoszą przerażające hasła.

W czasie czytania naszła mnie niepokojąca refleksja. Czy to możliwe, że ludzkość nie zostanie zniszczona w żadnej spektakularnej, tak kochanej przez hollywoodzkich reżyserów, Apokalipsie? Bez potopu, piorunów, wybuchających wulkanów, tak uwielbianych przez katastrofistów? Gdyby przyczyną zagłady nie była katastrofa naturalna ani upadek technologii? Może zagraża nam coś innego? Cichy, podstępny wróg, który bez ostrzeżenia zasnuwa mgłą depresji coraz więcej umysłów.

Może warto poświęcić chwilę na zastanowienie się jak Ty funkcjonujesz? Czy Twoją trzecią ręką jest smartfon? Ostatnio widziałeś las w dzieciństwie, gdy rodzice „na ochotnika” zawieźli Cię do dziadków? A może nie wyobrażasz sobie życia bez internetu i bez bycia online całą dobę? Jeśli szczerze odpowiesz sobie na tego typu pytania, być może znajdziesz motywację do „bycia bardziej”. W dobie wszechobecnych mediów zapominamy o czymś tak prostym, a jednocześnie ważnym, jak kontakt z drugim człowiekem, z naturą czy uważność na samego siebie.

Gorąco polecam „Eksperyment Utopia”. Ta z pozoru niełatwa tematyka zostaje przedstawiona w przyjemny sposób. Ciekawscy, a także zainteresowani psychologią, mają przed sobą prawdziwą gratkę. Możliwość diagnozy i podejrzeń… Evans, ukazując swoją chorobę zostawia czytelnika z nowym spojrzeniem na świat. Nie pozbawia go przy tym nadziei i wiary w lepszą przyszłość.

Dylana Evans Eksperyment Utopia, wydawnictwo Mamania.

Książkę możesz kupić tutaj.

Recenzentka: Weronika Dziechciowska

Opis: Mam 20 lat i studiuję psychologię stosowaną na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jestem rodowitą krakowianką, zakochaną  w swoim mieście. Wolny czas spędzam na przechadzaniu się uliczkami w poszukiwaniu dobrej kawy i cichego kąta. Oprócz czytania uwielbiam podróże. Zwiedziłam kilkanaście krajów,  a moja lista miejsc do zobaczenia wciąż się wydłuża.