Już niebawem w inspeerio zaprosimy Państwa do przyjrzenia się rodzinom zrekonstruowanym, znanym też pod nazwą „rodzin patchworkowych”. W przygotowywanych przez nasz zespół recenzjach filmów i książek znajdą Państwo historie skierowane zarówno do dzieci, jak i dorosłych, po które warto sięgnąć, by zrozumieć niejednokrotnie trudne, wymagające, dużej elastyczności i uwagi relacje pomiędzy członkami rodzin nietradycyjnych.

Jednocześnie zapraszamy Państwa do inspeerio – do naszej oferty wsparcia włączyliśmy poradnictwo psychologiczne dla macoch, ojczymów, ich partnerów oraz partnerek. Jeśli czują się Państwo niekomfortowo w nowej rodzinie, jeśli, pomimo starań, nie potraficie poradzić sobie z napięciem i złością – być może jest to odpowiedni moment, by porozmawiać o tym z naszym psychologiem w inspeerio.

Śpiąca królewna – historia alternatywna. Recenzja filmu „Czarownica” (reż. Robert Stromberg)

Wieść o tym, że wytwórnia Disneya zdecydowała się tchnąć nowe życie w znaną większości dzieci i dorosłych baśń o śpiącej królewnie wywoływała od jakiegoś czasu popłoch wśród kinomanów. Fakt, że w rolę Diaboliny wcielić się miała Angelina Jolie, kobieta piękna i silna, pozwalał mieć jednak nadzieję na wyjście poza kolejną wersję tej samej historii. Plotki o tym, że nie taka matka chrzestna zła, jak się nam wszystkim wydawało niejednego i niejedną z nas, dorosłych, zachęcił do pójścia do kina z dziecięcymi towarzyszami lub bez.

I rzeczywiście, nie powinniście się rozczarować. Film jest doskonały zarówno jako obraz – dopracowany, barwny, całkowicie odarty z niewinnego disnejowskiego różu, ale i pod względem odegranych postaci – motywacyjnie pogłębionych, nieoczywistych, wielobarwnych i przemyślanych.

„Czarownica” pozostawia nas z kilkoma ważnymi przesłaniami. Przede wszystkim, dowiadujemy się, że historia, której jesteśmy bohaterami, niekoniecznie jest nam dana raz na zawsze, że możliwe jest jej przewartościowanie, dopisywanie alternatywnych rozwiązań. I choć widzimy na ekranie kluczowe elementy baśni: klątwę rzuconą przez „złą matkę chrzestną”, wrzeciono, rozpacz rodziców, sen królewny i czarodziejski pocałunek, to jednocześnie mamy możliwość zajrzenia poza fasadę znanych naszej kulturze symboli. Dowiadujemy się więc, że klątwa Diaboliny nie wynika z kaprysu pozbawionej empatii, „po prostu” złej kobiety, przeciwnie, jest skutkiem wielkiego zranienia, odrzuconej miłości i zdrady młodzieńczych ideałów. Jest również wyrazem zemsty – decyzją impulsywną, nieprzemyślaną, motywowaną żalem, gniewem i rozpaczą. Decyzją kobiety, której przemocą odebrano wolność i radość życia. Widząc wyraźnie cierpienie Diaboliny, zyskujemy też możliwość zaniechania jednoznacznych osądów.

Równolegle, stajemy się świadkami historii rozwijającej się więzi – w tej opowieści główna rola również przypada Diabolinie – tej samej niby-złej i niby-bezwzględnej kobiecie oraz Aurorze – obarczonej klątwą, a jednocześnie nieświadomej niczego, świeżej, niewinnej i pełnej młodzieńczych nadziei. To pomiędzy nimi właśnie rozgrywa się niezwykły taniec – taniec skrywanych uczuć, ciekawości, rodzącej się czułości i wzajemnej tęsknoty. Diabolina, choć nazywa Aurorę „Paskudą”, czuwa nad nią z ukrycia od chwili narodzin, chroni w razie potrzeby, przygląda się z oddali krainy swojego cienia i z dnia na dzień, z coraz większym trudem zaprzecza rodzącemu się przywiązaniu i miłości. Aurora z kolei, zdecydowanie wychodzi poza rolę disnejowskiej królewny – jednej z wielu niewyraźnych i zamkniętych w roli postaci – i staje się pełnowartościową osobą, z własnym zdaniem, ze świeżym spojrzeniem i odwagą czystego serca. Ona z kolei, przygląda się z podziwem sile i determinacji Diaboliny, której odwaga, piękno i potęga imponują jej i zachęcają do bliskości. Obserwujemy na ekranie znamienną scenę, kiedy Aurora mówi do obserwującej ją z ukrycia Diaboliny „Pokaż się, nie bój się”, na co słyszy kpiący śmiech kobiety: „Ja się niczego nie boję”. Doskonale jednak widać, że to w Diabolinie właśnie kryje się strach. Strach przed opuszczeniem swojego dobrze znanego, choć ogarniętego bólem i cierpieniem świata oraz przed ryzykiem dopuszczenia do siebie dobrej miłości i serdeczności młodej Aurory.

Trzecią ważną opowieścią jest w „Czarownicy” historia pocałunku prawdziwej miłości. Spodziewalibyśmy się księcia na białym koniu, jesteśmy przecież do tego typu rozwiązań przyzwyczajeni. Miłość księcia okazuje się jednak dopiero młodzieńczą fascynacją, pożądaniem może i nie wystarcza do obudzenia Aurory. Klątwę z królewny zdejmuje dopiero pocałunek Diaboliny. I jest to najpiękniejsza scena filmu.

„Czarownica” to film o tym, że warto czasami opuścić dobrze nam znaną, czasami opowiedzianą za nas historię i zaryzykować opowiedzenie jej w nowy, swój własny sposób. To również opowieść o budowaniu dobrej więzi pomiędzy kobietą, która nie jest biologiczną matką i dziewczyną, która nie jest biologiczną córką. Opowieść ważna, szczególnie dla kobiet, które na co dzień lub w co drugi weekend pracują nad budowaniem relacji z dziećmi swoich partnerów i mężów, zastanawiając się niekiedy, jak będą brzmiały kolejne rozdziały ich wspólnej historii.

Autorką recenzji jest Maria Sitarska, psycholożka rozpoczynająca współpracę z inspeerio. Prywatnie macocha z kilkuletnim stażem, w inspeerio prowadzić będzie pomoc psychologiczną dla członków i członkiń rodzin zrekonstruowanych (macoch, ojczymów i ich partnerów). Jesienią poprowadzi pierwszy cykl spotkań warsztatowych dla kobiet towarzyszących w wychowywaniu dzieci swoich partnerów.

Zdjęcie: Tadeusz Kantor „Parasol i postać”