Dlaczego wszelkie zgromadzenia rodzinne nas tak stresują? Czemu rozpętujemy rodzinne wojny? Audycja w Radiu BLUE FM dotyczyła świąt Bożego Narodzenia, ale temat jest aktualny CAŁY ROK. Posłuchajcie Marii Sitarskiej, inspeeriowej psycholożki i Sabiny Sadeckiej, psycholożki i psychoterapeutki.

Magdalena Sobczak (Blue FM): Coraz bliżej święta Bożego Narodzenia. Wszędzie możemy się z nimi spotkać, na wystawach sklepowych,  w poznańskich domach, a w sercu…? Czujecie radość czy stres? Jakim świętem są święta Bożego Narodzenia? Czy to rzeczywiście taki moment, kiedy musimy stawać na rzęsach?

Sabina Sadecka (psycholog, psychoterapeuta): Święta to jest przede wszystkim czas paradoksów. Po pierwsze dążymy do tego, aby pobyć z rodziną, zrelaksować, a rzeczywistość jest inna… W święta doświadczamy mechanizmu idealizacji-dewaluacji. Najpierw jest idealizacja – wyobrażamy sobie jakie coś będzie wspaniałe: jak to uściskam się z moim teściem, jakie będę miała fajne prezenty… Mówiąc kolokwialnie pompujemy dużo energii, aby sobie tak te święta wyobrażać i im bardziej jest idealny obraz tych naszych świąt, im bardziej odbiega on od tego jakie są, tym bardziej gorzkie jest potem nasze rozczarowanie. Więc dochodzi do tzw. dewaluacji. Mały bodziec, kiedy pójdzie nie po naszej myśli, powoduje czarną rozpacz.

MS (Blue FM): Jak jesteśmy już przy stole, pamiętam z zeszłorocznej audycji bardzo dobrze, że przy stole rozmawiamy ze sobą w sposób bardzo przyjemny, prawda? To się jakoś tak pięknie nazywało…

SS: Tak, mówiłyśmy o grach interpersonalnych. Prowadzimy rozmowę w taki sposób, aby uzyskać psychologiczną korzyść, np. „Dobrze ciociu, że ty wreszcie schudłaś.” […]

MS (Blue FM): Coś jeszcze?

SS: Stół świąteczny, to takie miejsce, w którym – nawet nieświadomie – przypominamy sobie rzeczy z całego naszego życia. W psychologii ma to nazwę gum emocjonalnych: emocje guma nas przenoszą w przeszłość, np. „tata nigdy nie pamiętał, w której ja jestem w klasie”. Zaczynamy sobie odtwarzać w głowie taki film pt.: kto nas skrzywdził, rozczarował. To jest przykre i nikomu nie służy. Pojawia się również presja. Staramy się aby ten dzień był wyjątkowy, o sto punktów lepszy niż typowy dzień, zupełnie niepotrzebnie.

MS (Blue FM): Zanim usiądziemy do stołu, to w niektórych poznańskich domach nam wnioski rozwodowe przed nosem śmigają, bo on nie chce kolejnej wigilii spędzać znowu z teściową, a ona nie ma w ogóle ochoty jechać 300km, żeby się z jego matką zobaczyć. Co wtedy?

Maria Sitarska (psycholog): Odnośnie planów świątecznych, to przeczytałam fragment z książki nt. warsztatów z rodzin zastępczych. Rodzice dostali zadanie, żeby napisać swoje marzenia, dotyczące wizji przyszłości z adoptowanym dzieckiem, drobnych spraw, po czym oddali je prowadzącym. I na ich oczach prowadzący te karteczki podarli. Mocne ćwiczenie, które trafnie pokazuje, że my możemy planować wiele, ale rzeczywistości nie przeskoczymy. Najlepszym co możemy zrobić jest nauczenie się zgody na rzeczywistość. Dobrze jest zastanowić się, jakie mamy potrzeby, czy święta są dla nas czasem, kiedy będziemy forsować swoje oczekiwania czasami egoistyczne i ograniczające się do nas samych. Możemy wyjść naprzeciw potrzebom dziecka: zastanowić się czy lepiej spędzić święta razem, czy połowę spędzić z jednym, a połowę świąt z drugim rodzicem, a może każdego roku inaczej. Zapytać możemy zawsze, ale też uświadamiać  dziecko jakie są realia.

MS (Blue FM): To czego życzymy słuchaczom?

MS: Ja życzę uważności, ale w takim rozumieniu, abyśmy potrafili zatrzymać się, znaleźć przestrzeń na odpoczynek, zapach choinki i pyszne potrawy.

SS: A ja życzyłabym zaprzyjaźnienia się ze sobą. Im bardziej będziemy przyjaźni dla siebie, tym łatwiej nam będzie dla innych, ale szczególnie dla tych, z którymi jesteśmy przy stole wigilijnym.