Zmiana to przejście ze stanu przystosowania w jednej,
do stanu przystosowania w innej sytuacji. 

Spencer, Adams

Czasem stajemy  twarzą w twarz z nagłą ZMIANĄ, tracimy  coś dla nas  ważnego – rozstaliśmy się z bliską osobą, dostaliśmy wypowiedzenie z pracy, lekarz poinformował nas o ciężkiej diagnozie. Proces dostosowania się do tej zmiany nie jest wcale łatwy i szybki. O tym, jak oswoić „nowe” traktuje właśnie ten artykuł.

Zanim przystosujemy się do zmiany i ją zaakceptujemy, przeżywamy bardziej lub mniej dramatyczne uczucia i nie wiemy jak sobie z nimi radzić.

Jeśli doświadczamy silnego nacisku sytuacji, ale uważamy, że możemy mieć wpływ na to co się dzieje,  to z reguły podejmujemy walkę i intensywnie działamy. Skutkuje to najczęściej zmęczeniem, a nawet wyczerpaniem, jednak  daje nam to poczucie satysfakcji i wpływu na nasze życie.

Jeśli nie mamy wpływu na sytuację zewnętrzną, a zmiana jest poważna, bo spotyka nas coś nieuchronnego, to przeżywamy bardzo różne i intensywne uczucia. Przechodzimy przez kilka faz, które zostały nazwane  przez Elizabeth Kubler-Ross „cyklem  żalu po stracie”. Mimo że autorka opisała te fazy jako reakcję na chorobę lub śmierć bliskich, to okazało się, że jest to uniwersalny proces, przez który przechodzimy w obliczu poważnych zmian i po każdej stracie. Każdy z nas inaczej bowiem może definiować stratę. Dla jednych  może być to konieczność rozstania się z konkretną osobą, a dla innych pożegnanie z jakąś wizją świata, wyobrażeniem, jakie miało się na temat swojego życia i tego, jak ona miało przebiegać. Stratą może być utrata złudzeń na swój temat, rozstanie z wizją siebie, a nawet konieczność dokonania wyboru, gdyż rezygnacja z innych opcji jest czasami odbierana  jako strata.

Przejście przez cykl żalu po stracie będzie trwało dłużej lub krócej, będzie  bardziej lub mniej kosztowne i bolesne w zależności od  subiektywnej wartości straty, intensywności zmian,  siły przywiązania do osoby lub idei. Jednak fazy procesu pozostaną te same. Psycholodzy sugerują, że pełen proces żałoby po stracie może trwać nawet do dwóch lat. Amerykańscy badacze wyliczyli [wiadomość tę jednak należy traktować z dystansem], że średni czas potrzebny by „zapomnieć“ o ukochanej osobie po rozstaniu z nią „to 17 miesięcy i 26 dni“? Gdy strata jest dla nas trudna do zaakceptowania i jeśli np. mimo  rozstania z kimś dążymy do kontaktu i próbujemy wracać do tej relacji, to przejście całego procesu będzie się przedłużać, gdyż nie może się on „domknąć“. W obliczu starty możemy próbować „przeskoczyć“ niektóre fazy lub zafiksować się na którejś  z nich albo wracać  do fazy pozornie przeżytej.

Pierwszą z faz cyklu żalu po stracie jest zaprzeczanie i niedowierzanie. Pojawiają się wtedy myśli: to niemożliwe! to nie dzieje się naprawdę! a może to nieprawda? to zaraz minie, to tylko źle wygląda, a może mi się tylko wydaje, to chyba sen itp. Możemy w tej fazie doświadczać silnego niepokoju, napięcia, pobudzenia, być w szoku. Popularnie mówimy wtedy, że podskoczyło nam ciśnienie,  serce nam stanęło. Uruchamiają się mechanizmy obronne typu wyparcie [nic się nie dzieje], racjonalizacja [to nic takiego], zaprzeczanie [nie obchodzi mnie to, wcale nie jest mi przykro], życzeniowe myślenie [to szybko minie, to jakaś pomyłka]. Gdy po jakimś czasie uznamy fakty, przechodzimy do kolejnej fazy.

Jest nią faza gniewu, złości i buntu – pojawiają się wtedy bardzo silne uczucia, głównie złość, gniew, agresywne oskarżenia skierowane na los, sytuację, kogoś [świat jest okropny, niesprawiedliwy, podły, dlaczego tak się dzieje? gdzie był Bóg? jak mogłeś mi to zrobić?]. Możemy też kierować złość na siebie, oskarżając się o naiwność, złe wybory, samooszukiwanie się. U niektórych może pojawić się też poczucie krzywdy. Gdy jednak dopuścimy do siebie te naturalne uczucia, szybciej miną.    

Kolejna faza to targowanie się. Na tym etapie próbujemy negocjować ze sobą [a może da się to cofnąć, gdybym postąpiła inaczej, to by się nie wydarzyło, jak się zmienię to on/ona wróci] lub z ludźmi, którzy mogą nas wspierać w zaprzeczaniu, magicznym myśleniu [może jest jakiś sposób, by cofnąć te zmiany, może inni się mylą]. Pytamy siebie i innych, kto jest odpowiedzialny, czy można było zrobić coś więcej, lepiej, inaczej, przeżywamy bardzo ambiwalentne uczucia zwątpienia, nadziei i bezsilności.

Następna faza to smutek – gdy uznamy, że zmiana, strata nastąpiła nieodwracalnie, przychodzi czas na przykre i często intensywne uczucia  smutku, goryczy, żalu lub wyczerpania, apatii. Pojawiać się mogą myśli depresyjne [nie dam rady, to mnie przerasta, nie mam siły]. Na tym etapie dobrze jest dbać o  odpowiednią przestrzeń i warunki, by móc się zmierzyć z tym, co przeżywamy, szukać wsparcia u przyjaciół lub/i pomocy psychologicznej. Jeśli chcemy, aby ta faza zamknęła się, musimy dopuścić do siebie te trudne uczucia i nie  szukać „znieczulania“, które tylko je przytłumią.

Ostatnią fazą tego cyklu jest akceptacja, adaptacja i reorganizacja – faza, w której godzimy się ze zmianą lub stratą. Powoli pojawia się uczucie spokoju, bywa, że nadal uczucie smutku, jednak o mniejszej intensywności. Zaczynamy myśleć o przyszłości, robimy plany, chcemy aktywnie działać, czasem zmieniamy i przewartościowujemy swoje cele życiowe.

Niektórym jest trudno uwierzyć, że etap akceptacji nadejdzie, tracą po drodze wiarę i nadzieję, że da się ten proces  przejść  i pozytywnie go zakończyć. Ważne, by z jednej strony nie poddawać się, ale też  szukać – kiedy jest to potrzebne – profesjonalnej psychologicznej pomocy.

Nina Sobczak-Matysiak
Psycholog, terapeuta, superwizor PTP
601 584 818
n.sobczak@opsychologii.pl