Psychoterapia to nawiązywanie łączności. Z tymi trudnymi doświadczeniami, od których wolelibyśmy się odciąć, z emocjami, których w sobie nie akceptujemy i z tymi częściami siebie, które nam do reszty – tych ułożonych, gładkich, przewidywalnych dla nas samych – nie pasują. Nasz umysł bowiem od prawdy woli spójność. I to on właśnie jest często autorem naszego cierpienia.

Jesteśmy jednak czymś więcej niż opowieściami, jakie mamy na swój własny temat. I to nasze wewnętrzne bogactwo domaga się uszanowania, zauważenia, włączenia w opis samych siebie. Akceptacja zatem i wewnętrznej świętości, jak i wewnętrznego zbiesienia daje nam wolność i spokój. Nie jesteśmy albo dobrzy albo źli, wyłącznie silni lub ostatecznie słabi, jesteśmy i tacy i tacy.

Psychoterapia to również nawiązywanie łączności z drugim człowiekiem. Wyewoluowaliśmy nie po to, by mierzyć się ze światem samotnie. Nasze mózgi i zaprogramowane przed milionami lat reakcje naszego ciała to aparatura społeczna. Żyjemy poprzez i dzięki dostrajaniu się do drugiej osoby. Bez kontaktu z drugim człowiekiem nasze mózgi nie urosłyby, nie rozwinęły się [jeśli nie wierzycie odsyłam Was do książki, o której napisałam tutaj]. Gdy cokolwiek w tej aparaturze zaczyna szwankować, chorujemy. Psychoterapia to zatem odnajdywanie w sobie zasobów do nawiązywania łączności z innymi. To też baza do tego, by nawiązać kontakt z samym sobą.

Psychoterapia to też, a może przede wszystkim, nawiązywanie łączności z życiem. Nieczekanie na to, by mgła, która okala nasze wewnętrzne ogrody rozwiała się, lecz przedzieranie się przez nią, sadzenie drzew i kształtowanie naszego ogrodu-życia, tak by był miejscem choć trochę zielonym.

I tych wszystkich rodzajów łączności życzę Wam z całego serca, szczególnie dziś, gdy dociera do nas nieobecność tych, którzy byli dla nas ważni. Niech dzisiejsze święto będzie nie tylko opłakiwaniem ich straty, ale też celebrowaniem łączności, jakiej nadal z nimi doświadczamy.

Sabina Sadecka