Maria Sitarska: To, czy macochy powinny obchodzić dzień matki jest ciekawym punktem wyjścia dla naszej dzisiejszej dyskusji. Ja nie poczuwam się do tego, by obchodzić dzień mamy. Natomiast pamiętam ze swoich emocji i z rozmów z kobietami, które pełnią funkcję macochy, że na początku, kiedy jeszcze panuje nierównowaga między tym, co kobiety dają dziecku a tym, co uzyskują w zamian, jest poczucie niesprawiedliwości. Ruchy feministyczne, które z okazji dnia matki życzą wszystkiego najlepszego macochom, matkom zastępczym i matkom adopcyjnym robią jednak bardzo ważną rzecz. Jest to ukłon dla wysiłku i zaangażowania kobiet, które nie muszą tego robić, a decydują się, by swoje – nie swoje dziecko wspierać. Dawać jemu zainteresowanie i uwagę. To ważne, żeby macochy dostawały pozytywne znaki rozpoznania, które w nurcie Analizy Transakcyjnej nazywają się głaskami. Że ich starania i – nie powiem poświęcenie, bo bardzo nie lubię tego słowa – zaangażowanie zostają docenione.
(…)

Magda Sobczak
: Ja się ciągle zastanawiam, na ile nasze społeczeństwo to twarde i brzydko dla ucha brzmiące słowo sobie jakoś delikatnie odczarowuje?

Joanna Krajewska: Myślę, że to się samo nie zrobi. My z Marysią cały czas, rozmawiając już o tym od kilkunastu miesięcy, zastanawiamy się, czy to jest w ogóle słowo, które należy odczarować, przenicować czy może nie powinno się po prostu z niego zrezygnować. Mamy podejrzenie, że kobietom trudno się z nim zidentyfikować. Po pierwsze przez język – wszystkie te słowa, które kończą się na „cha” (Zocha, dziewucha, macocha) sugerują, że coś z osobą tak nazywaną jest nie w porządku.

Magdalena Sobczak: A druga rzecz to te wszystkie bajki, którymi jesteśmy karmieni od dzieciństwa…

Joanna Krajewska: Dokładnie, myślę, że macocha jest jedną z najbardziej rozpoznawanych bajkowych postaci, trudno zidentyfikować się ze słowem, które niesie za sobą takie negatywne skojarzenia. Trzeba powiedzieć o jeszcze jednej sprawie, która może utrudniać tę identyfikację, często postrzega się macochę jako tę, która „odbiła” matce ojca, która zabiera go dzieciom.
(…)

Joanna Krajewska: Gdy wyobrazimy sobie, że rodzina to garnek z wodą to ten moment, kiedy na nowo się konstytuuje możemy nazwać momentem wrzenia. Warto wówczas przyjrzeć się sobie i rozpoznać swoje potrzeby, które łatwo gubią się wśród oczekiwań innych. Tych oczekiwań wobec macochy jest bardzo dużo, wśród różnych głosów trudno uchwycić ten swój, zwłaszcza jak się czuje, że coś się powinno.
(…)

Magdalena Sobczak: Faktycznie, bycie macochą nie jest rzeczą łatwą, bo to odgrywanie jakiejś roli…

Maria Sitarska: … roli, w której nie znamy scenariusza (inaczej w przypadku matki).

Magdalena Sobczak: (…) Jak zachęcić kobiety, żeby wzięły udział w proponowanych przez was warsztatach? Co będzie ich tematem?

Joanna Krajewska: Z warsztatów „Po stronie macoch” kobiety, które pełnią tę funkcję wziąć mogą sobie parę rzeczy. Po pierwsze mają szansę uzyskać wsparcie od innych osób, które borykają się z podobnymi trudnościami. Po drugie, mogą zdobyć wiedzę (ale nie „jak żyć”, bo tego my nie wiemy) – rozpoznać się w swojej sytuacji, my dostarczymy narzędzi refleksji, które pozwolą ocenić, na ile sytuacja, w której się znajdują wymaga jeszcze pracy, co można zrobić, żeby było lepiej – poszczególnym członkom nowej rodziny, ale przede wszystkim – i na tym będziemy się skupiać – macosze. Po trzecie wreszcie będą miały okazję przećwiczyć umiejętności komunikacji i techniki asertywności.