Przechowuj cenne chwile, które będą powracać falami wdzięczności, zachwytu, inspiracji
i innych dobrych uczuć. Bądź jak roślina i zwracaj się do światła w jego wszystkich duchowych, ziemskich i ludzkich przejawach. Nasycaj się nimi. Im bardziej przyzwyczaisz oczy, umysł i serce do zauważania pozytywności w swoim życiu, tym więcej jej znajdziesz.

Barbara L. Frederickson, „Pozytywność“

 

Masz w sobie coś bardzo głębokiego i nieporuszonego – coś, co było w tobie zawsze, tak jak choćby w tej chwili na drzewach i innych roślinach są drobniutkie pączki. A gdybyś pogrzebał w głębokim śniegu, zobaczyłbyś, że nawet tam rosną już małe kiełki.

Jakusho Kwong, „Bez początku, bez końca. Intymne Serce Zen”

 

***

Co najważniejszego w życiu straciłeś? Może jest to osoba, którą kochałeś? A może określona wizja życia, która miała się już nie urzeczywistnić? Możliwe, że pewne okoliczności sprawiły, że nie potrafiłaś już cieszyć się czymś, co kiedyś było Twoją największą pasją?… Przywołaj w umyśle swoją najważniejszą stratę. Pobądź teraz przez moment z tym właśnie wspomnieniem. Co ono robi Twojemu ciału? Jakie emocje uruchamia? Jakie ta strata przywołuje obrazy i jakie zaprasza do Ciebie myśli? Jaka lekcja przyszła do Ciebie wraz z tą stratą i co najtrudniej było Ci w niej zaakceptować?

Doświadczenie traumy to właśnie stałe spotykanie się z tym, co utraciliśmy. Tracimy iluzję kontroli tego, co nam się przydarza. Tracimy poczucie bycia chronionymi. Konfrontujemy się z własną śmiertelnością (tracimy więc iluzję nieśmiertelności i nienaruszalności). Peter Levine dosadnie ujął konsekwencje traumy jako cofnięcie nas do dosyć infantylnego stanu, w którym mamy poczucie, że nic nas nie chroni.

Ciało i umysł, które do czasów “sprzed traumy” były zwykle po naszej stronie i służyły nam lojalnie, nagle okazują się buntować. I choć droga do wyjścia z traumy leży między innymi w nawiązaniu kontaktu ze sobą, to konsekwencje traumy sprawiają, że trudno nam w tym kontakcie wytrwać. Ludzie, którzy doświadczają objawów posttraumatycznych (więcej o nich pisałam tutaj dosłownie boją się zaglądać w siebie. Reakcje ich ciała i psychiki zaczynają ich przerażać. Osią tych reakcji jest bycie w potrzasku, nasz mózg odgrywa sobie bowiem stale sytuację śmiertelnego zagrożenia, od którego nie ma i nie było ucieczki. Mózg próbuje tym samym zintegrować doświadczenie traumy z resztą doświadczeń zapisanych w mózgu, starając się je jakoś domknąć, skonkludować, pożegnać. Przy każdym jednak odegraniu – uciekamy, bo trauma uruchamia przecież najskrajniejsze emocje, do których przeżycia nasz mózg nie jest przygotowany.

Aby zatem umożliwić spotkanie z wewnętrznymi demonami, musimy dać sobie dużo siły. Zbudować zasoby do tego, by struktura naszej psychiki udźwignęła trudne emocje, przerażające myśli i destrukcyjne nawyki, które zostały nam jako spuścizna po traumie. Poszerzyć – dzięki zasobom – okno tolerancji na emocje i uczucia z ciała, jakie zazwyczaj na wspomnienie traumy przeżywamy. I stworzyć to, co Mooli Lahad nazywa przepięknie „mostem między wczoraj a jutro”.

Irvin Yalom cel terapii widzi w przywracaniu klientowi złożoności i bogactwa. I taki jest również cel tego tekstu. Pomóc terapeutom pracującym z traumą wesprzeć psychologicznie straumatyzowanych klientów w ich drodze w stronę ponownego bogactwa i złożoności. Na pewno znajdą tu jednak sporo inspiracji również nie-terapeuci, przede wszystkim osoby, które doświadczyły traumy, ale i wszyscy, którzy chcieliby na drodze ku odporności emocjonalnej poprowadzić swoich przyjaciół i bliskich.

***

Terapia traumy przebiega zazwyczaj trzyetapowo. Pierwszy z nich to stabilizacja. Jest to tak naprawdę etap przygotowania do właściwej pracy. Ale bez ustabilizowania emocji (a czasem i całego funkcjonowania) klienta, szybko będziemy musieli cofnąć się z etapu drugiego do początków. Stabilizacja to przestrzeń na budowanie zaufania między klientem a terapeutą. Ważne jest też, by klient odbierał tę relację jako symetryczną (pamiętajcie, że doświadczenie traumy to doświadczenie braku symetrii!). Pozwólmy klientowi nas o przebieg terapii pytać, tłumaczmy kolejny krok, pytajmy klienta o pozwolenie i decyzję. Nie naciskajmy i nie spieszmy się. Ta faza będzie trwać dokładnie tyle, ile MA trwać. W terapii schematów mówi się o zdrowej i bezpiecznej relacji z terapeutą jako o relacji ograniczonego powtórnego rodzicielstwa. Lubię tak o mojej roli (szczególnie podczas tej fazy terapii traumy) myśleć. I o tym, że zdrowiejemy tylko w stanie, który Stephen Porges nazwał “znieruchomieniem bez lęku” (więcej tutaj).

Faza stabilizacji to również budowanie przestrzeni do bezpiecznej relacji ze swoim wnętrzem (szczególnie emocjami i wrażeniami z ciała). Zasób w tym kontekście stanowić mogą rytuały: rytuały spotkania (np. klient wie, że zaczynamy każde spotkanie od sesji uważności, a kończymy planem działania), czasu między sesjami (pisanie dziennika jako zadanie domowe) lub rytuały związane z kryzysem (“zawsze, gdy czuję się źle, sięgam po ciepłą wodę z miodem i cytryną”). Szczególnie cenne są te, które pozwalają klientowi na skuteczną samoregulację. Możemy też pomóc na tym etapie klientowi, tworząc wspólnie z nim “wizualizację bezpiecznej bazy” – miejsca, gdzie będzie się mentalnie udawał, gdy będzie tego potrzebował. Bezpieczne miejsce może stać się skuteczną alternatywą dla miejsc, w które klient udaje się podczas dysocjacji (jeśli występuje). Instrukcję do tworzenia wizualizacji i doświadczenia bezpiecznego miejsca cytuję z tej książki:

Poproś pacjentkę, aby zamknęła oczy lub – jeśli nie czuje się z tym komfortowo – by wybrała jakiś punkt na podłodze i się w niego wpatrywała. Następnie poproś, aby wyobraziła sobie bezpieczne miejsce. Może to być miejsce rzeczywiste, które pacjentka zna lub w którym była, albo też wytwór jej wyobraźni. Jeśli pacjentka nie zna żadnej bezpiecznej lokalizacji, terapeuta może podsuwać jej pomysły, takiej jak miejsca na łonie natury czy inne, które przewijały się we wstępnym wywiadzie, a w których jego zdaniem pacjentka mogłaby się poczuć bezpiecznie. Niektórym osobom nie przychodzi do głowy żadne miejsce, bo dla nich cały świat jest po prostu zbyt niebezpieczny i nie ma w nim bezpiecznych przystani. W takim przypadku zadanie może być dla pacjentki niemal niewykonalne. Wówczas najważniejszy cel terapeuty polega na rozwijaniu bardzo silnej i bezpiecznej relacji terapeutycznej.

Warto na tym etapie terapii szukać też miejsc bezpiecznych również w realnie istniejącej rzeczywistości klienta: “Która część ciała doświadcza teraz spokoju? Przy której osobie czujesz się bezpiecznie? Jaka część miasta jest dla ciebie bezpieczna?”. Lubię też bardzo prosić moich klientów o wymienienie 20 rzeczy, które oznaczają dla nich bezpieczeństwo. I opisywanie ich wszystkimi zmysłami (“jak pachnie to miejsce? Ta rzecz? Jaki ma kształt? Smak? Jakiej jest temperatury?”). Pomóżmy mózgom naszych klientów na wyślizganie w nich ścieżek neuronalnych bezpieczeństwa (które stanowić będą przeciwwagę dla istniejących autostrad strachu, wstydu i gniewu). I to bogactwo emocjonalnych ścieżek (a nie sztywność widzenia tylko tych związanych z zagrożeniem) to najmocniejszy zasób tej fazy. Andreas Kruger w książce “Pierwsza pomoc dla pokrzywdzonych dzieci” opisuje zasadność tych technik następującymi słowami: “leczenie traumy jest przede wszystkim sukcesem wyobraźni oraz nowych, pozytywnych doświadczeń związanych z rzeczywistością”.

Etap drugi to praca z traumą, czyli oswojenie traumatycznego zdarzenia (lub zdarzeń). Etap ten NIE MUSI oznaczać tego, że klient opowie nam o swojej traumie. Czasami jest to dla niego niemożliwe, wyjaśnienie niemożności opowiedzenia o traumie  zawzmiankowałam w tym tekście (zamierzam niebawem poświęcić odrębny tekst temu zagadnieniu). Nie zmuszajmy zatem klienta do mówienia o traumie, pozwólmy mu jednak na ćwiczenie opisywania tego, co się z nim dzieje, gdy myśli o traumie. Zaprzęgnijmy do tego i lewą i prawą półkulę, bo – jak pisze o tym Daniel Siegel i Tina Payne  Bryson w książce „Zintegrowany mózg, zintegrowane dziecko” – „zdrowienie po bolesnym doświadczeniu następuje, gdy lewa półkula wspólnie z prawą snuje historię naszego życia”.

Zasobem (choć paradoksalnym!) na tym etapie może być sam objaw, z którym klient przychodzi (niepokój, nadwrażliwość, pobudzenie, reaktywność). Rolą terapeuty jest wyjaśnić, dlaczego mózg klienta zareagował takimi właśnie objawami i w jaki sposób były one dla klienta (na pewnym etapie) chroniące (np. “Pana mózg reaguje teraz bardzo impulsywnie i intensywnie na wszelkie zagrożenia, gdyż w przeszłości zdarzenie traumatyczne bardzo go zaskoczyło. Dzięki impulsywności pana mózg może mieć pewność, że już nic go nie zaskoczy”). Takie wyjaśnienie (w formie wtrąconej w trakcie terapii psychoedukacji) pozwoli klientowi zrozumieć, jak bardzo adekwatne i pomocne były – opisywane przez niego jako patologiczne – objawy.

Zasobem jest również możliwość widzenia siebie samego jako różnorodnego. Pozwólmy klientowi doświadczyć tego, że jest czymś więcej niż  zespołem stresu pourazowego (i czymś więcej niż depresją, zaburzeniem lękowym etc.), nie jest też żadną z myśli, którą mówi sobie na swój temat, ani też żadną z emocji (“Nie musisz umierać przez jedną emocję” pisał Thich Nhat Hahn). Niech stworzy linię życia, na której umieści wydarzenia, które go pozytywnie (i nie tylko) ukształtowały. Niech sięgnie pamięcią do tej wersji siebie, która poprzedzała traumę i tej, która nastąpi po uporaniu się z nią. Jako że trauma przerywa często poczucie ciągłości naszej tożsamości, spójność i ciągłość opowieści jest kolejnym wielkim zasobem, nad którym w terapii pracujemy.

W różnicowaniu siebie od swoich myśli, emocji i wrażeń z ciała świetnie sprawdzają się techniki uważności. Pamiętajmy jednak, jak dużą alergię na świadomość siebie może mieć osoba po traumie. Unikajmy też technik uważności u osób z silną tendencją do dysocjowania się. Miejmy w pamięci wszystkie przeciwskazania do stosowania uważności (psychozy, epizody maniakalne, ostrą depresję), ale nie przekreślajmy jej na straty przy pierwszym nieudanej próbie. Bardzo mocno zainspirował mnie w tym temacie cytat z Petera Levine’a: “Przez wiele lat zacząłem opracowywać systematyczne podejście, w którym osoba może stopniowo kontaktować się z tą energią i odczuciami z ciała – nie wszystkimi na raz, ale po trochu. To jest proces, który nazywam miareczkowaniem (titration). Zapożyczyłem ten termin z chemii. Kiedy mieszamy kwas z roztworem zasadowym może nastąpić eksplozja. Ale jeśli wlewamy po kropelce następuje jedynie niewielkie buzowanie i cały roztwór neutralizuje się. Nie tylko się neutralizuje, ale jeśli wykona się to miareczkowanie kilka razy – rezultatem końcowym będzie sól i woda. Zatem w miejsce toksycznych substancji otrzymujemy podstawowe budulce życia”.

Zaczynajmy zatem od kilkusekundowych ćwiczeń uważności (“czy możesz przez kilka najbliższych sekund skupiać się na swoim oddechu/ciele/obrazach, które generuje umysł?”). Z czasem (bywa, że po wielu miesiącach terapii) może stać się możliwe zaproponowanie klientowi ćwiczenia takiego, jak to opisane w książce “Jak pokonać anoreksję? Trening”:

Zamknij oczy. Wyobraź sobie, że siedzisz na dnie głębokiego basenu z wodą. Kiedy pojawi się myśl, zobacz ją zapisaną na bańce i pozwól, żeby uniosła się w górę, aby oddalić się od ciebie i zniknąć. Kiedy zniknie, poczekaj, aż pojawi się następna, i powtórz proces. Po prostu obserwuj bańki. Czasami ta bańka może się pojawiać wiele razy, kilka baniek może wyglądać na powiązane, a niektóre bańki są puste. To w porządku. Po prostu obserwuj pojawiające się i znikające bańki okiem umysłu.

lub

Zamknij oczy i zwróć uwagę na obecność dyskomfortu, po czym po prostu pozwól sobie na doświadczanie tego dyskomfortu i tego, co za nim idzie. Siedząc, doświadczaj uczucia dyskomfortu i współczucia. Trzymaj się za rękę. Zwróć uwagę na własny dyskomfort i przez pewien czas go dostrzegaj. Nie próbuj zrobić niczego, by zniknął. Po prostu zauważ dyskomfort i odczuwaj go bez osądzania lub poniżania za to. Po prostu doznawaj tego, czego powinnaś doznawać.

Szczególnie ważne dla terapii traumy jest nawiązanie bezpiecznej relacji z własnym ciałem. Ze szkolenia z psychopedagogiki traumy, w którym właśnie uczestniczę wzięłam sobie ważną obserwację: “każdy zasób ma swoje jądro pozytywnym odczuciu w ciele”. Dlatego przekierowujmy uwagę naszego klienta na ciało zawsze wtedy, gdy pojawia się w jego opowieści i emocjach energia inna od tej, którą uruchamia opowieść o traumie.

Etapem trzecim terapii traumy jest konsolidacja, czyli – wspomniane już w tekście (i w tytule!) – nawiązywanie łączności między trudną przeszłością a przyszłością, o której jeszcze nic nie wiemy. To moment, w którym klient może (choć nie musi) odnaleźć zasób w przejściu przez traumę i pracę z nią (“gdyby to doświadczenie miało być po coś w twoim życiu, to do czego ono może się tobie w przyszłości przydać?”). Nigdy jednak nie naciskam na pozytywne przeformułowanie traumy, ważniejsze na tym etapie jest raczej pozwolenie klientowi doświadczenia siły płynącej z tego, że udaje mu się wreszcie wieść wartościowe życie POMIMO doświadczenia traumy. Może być to dobry moment na wytyczenie linii trwania terapii, zauważenia na niej kamieni milowych, punktów zwrotnych, zaskoczeń. I uruchomienie refleksji na temat tego, co w dalszej drodze może dla klienta okazać się użyteczne. To również wspaniały moment dla terapeuty na opisanie tego, czego on sam doświadczył dzięki pracy z tym właśnie klientem – czego ten klient go nauczył? Co w nim poruszył? Bywają terapeuci, którzy piszą dla swoich klientów pożegnalne listy, tworzą dla nich opowiadania, a nawet wiersze. I taka namacalna forma pożegnania (która osobiście wydaje mi się wspaniała!) również może stać się ważnym zasobem dla klienta.

I na koniec artykułu, który – gdyby nie narzucona cezura czasowa – spokojnie rozrósłby się do rozmiarów książki!, uwaga do terapeutów pracujących z traumą: wy również dbajcie o swoje zasoby! Uczęszczajcie na terapię własną, korzystajcie z superwizji, dokształcajcie się, ale i miejcie dużo czasu bez pracy i kształcenia, dużo się śmiejcie, wiedźcie życie pełne lekkości. Tylko w taki sposób będziecie mogli skutecznie (i na długie lata) pracować, pomagając swoim klientom odnajdywać światło w tym, co najciemniejsze!

Trzymam za Was mocno kciuki!

Sabina Sadecka

 

 

O traumie pisałam też m.in. tu.

A tu wszystkie nasze portalowe teksty o traumie.

Bibliografia:

Bessel van der Kolk,  The Body Keeps The Score.

Andreas Kruger, A. (2009), Pierwsza pomoc dla pokrzywdzonych dzieci. Kraków: WAM.

Daniel Siegel, “Psychowzroczność”. Poznań: Media Rodzina.

Daniel Siegel, Tina Payne  Bryson, „Zintegrowany mózg, zintegrowane dziecko”.

Stuart Shanker (2016), Self-reg. Jak pomóc dziecku (i sobie) nie dać się stresowi i żyć pełnią możliwości. Warszawa: Mamania.

Wolynn, M. (2017), Nie zaczęło się od ciebie. Warszawa: Czarna Owca.