Coraz częściej słyszymy, że popularność książek spada. Że zarówno dorośli, jak i dzieci o wiele chętniej sięgają po najnowsze produkcje na blu-rayu lub kolekcjonują konsole niż siadają w fotelu i czytają. Na szczęście nie musimy się wzajemnie przekonywać, szanowni Czytelnicy i szanowne Czytelniczki, że wszyscy jesteśmy tu, na inspeeriowej stronie dlatego, że nie nas dotyczą te smutne początkowe zdania. Jako miłośnicy słowa pisanego staramy się nadrabiać statystyki i dawać świadectwo, że uczyć, bawić oraz konstruktywnie i miło spędzać czas można nie tylko przed świecącym ekranem telefonu czy komputera. Dotyczy to nie tylko nas, dorosłych – tyczy się to przede wszystkim tak podatnych na wpływy i wzorce dzieci. Doprawdy, czy jest lepsza możliwość spędzenia czasu z dzieckiem niż przy świetnie przygotowanej książce?

Hervé Tullet, francuski autor bestsellerów skierowanych do dzieci, zaproponował najmłodszym czytelnikom coś niesamowitego. Książeczki Naciśnij mnie (w wersji dwujęzycznej – czy może być ciekawszy pretekst do rozmów o innych językach niż pytanie: „A co to za dziwne literki?”) i druga jej część – Figle migle – to świetny sposób na kreatywną i interaktywną zabawę z dziećmi bez potrzeby podłączenia się do sieci i prądu. Kolorowe, a przy tym minimalistyczne ilustracje złożone z kropek są nie tylko miłe dla oka i rozwijają twórcze myślenie (ach, ileż wspaniałych historii można sobie opowiedzieć o jednej czerwonej kropce!), ale są zarazem pełne zadań, które dzieci chętnie wykonają. Skąd wiem, że chętnie? A które dziecko oprze się naciskaniu, potrząsaniu, dmuchaniu i przesuwaniu paluszkami po kartkach? Które dziecko nie zachwyci się prostymi, ale jakże intrygującymi pętelkami, które trzeba nakreślić, żeby dogonić żółtą kropkę? Każda strona zawiera element interaktywny, którego wynik obserwujemy na kolejnych kartach. Wystarczy dodać do tego odrobinę narracji własnej (jeśli ta książkowa nie wystarczy) i zaangażowania, a kropeczkowa magia zadziała na oczach naszych zachwyconych dzieci.

Naciśnij mnie oraz bliźniacze w formie, ale odrobinę bardziej skomplikowane Figle migle to świetna propozycja dla rodziców, którzy nie chcą, żeby wszechobecna komputeryzacja zawładnęła światem ich dzieci. To również doskonały sposób na spędzenie wspólnego popołudnia – jednego, a może i wielu – z kropeczkami można bawić się w nieskończoność, a właściwie do momentu, gdy święta cierpliwość rodziców osiągnie poziom krytyczny. Jeśli tylko pozwolimy dzieciom bawić się tą książką i odważymy się na delikatne nadszarpnięcie pięknie białych stron i okładek, myślę, że dziecięca miłość do literek i szelestu przekładanych stron wypłacona zostanie nam z nawiązką. Jak każda dobra inwestycja.

Książkę „Naciśnij mnie znajdziecie” tutaj, a „Figle migle” tutaj.

Autorka recenzji: Julia Sworowska

Opis: Polonistka z wykształcenia i pasji, redaktorka, korektorka – pracuje, by móc zapełniać kolejne półki książkami. Stawia pierwsze uważne kroki i wygląda przez wszystkie okna. Prowadzi bloga o książkach www.wblogunadzieja.blogspot.com.