Scena 1

W jednym z odcinków świetnego polskiego serialu „Bez tajemnic” jest taka scena, od której opisu chciałabym zacząć swój tekst. Psychoterapeuta Andrzej przychodzi wraz ze swoją żoną Beatą do superwizorki Barbary. Mają poważne problemy małżeńskie i – przy pomocy osoby niezaangażowanej – próbują podjąć decyzję, co dalej z ich życiem. Andrzejowi trudno jest być po prostu mężem, temu, co mówi do niego żona próbuje przyglądać się z perspektywy zawodu, który wykonuje. Zamiast po prostu słuchać analizuje i interpretuje. Jak łatwo się domyślić, takie postępowanie nie przynosi dobrych rezultatów. Barbara proponuje im więc ćwiczenie – mają usiąść naprzeciwko siebie i po prostu powtarzać to, co do siebie mówią. Ta prosta technika okazuje się niezwykle trudna. Ciężko bowiem słuchać tego, co nie mieści się nam w głowie i w sercu, dać przestrzeń drugiej – bliskiej osobie do wypowiedzenia jej prawdy o nas i naszych relacjach. Szczególnie trudne okazuje się to, gdy posiadamy psychologiczną wiedzę i narzędziownik z technikami (psychoterapeutycznymi, trenerskimi czy coachingowymi). Wpis ten dedykuję zatem tym z Was, którzy wykonują na co dzień pomocowe zawody lub po prostu uczestniczą w warsztatach z komunikacji (także więc i sobie). Pokusa, by „stosować” swoje umiejętności jest bowiem tak duża, a jednocześnie bardzo ryzykowna, ze należy ją wziąć na warsztat.

Scena 2

Przyjrzyjmy się wspólnie rozmowie dwóch przyjaciółek – uczestniczek kursu rozwoju osobistego. Ania ma poważny problem ze swoim pracodawcą. Jej przełożony znów dziś w niewybredny sposób skomentował jej pracę i zrobił jej kilka uwag odnoszących się do jej wyglądu. Smutna i rozdrażniona postanowiła spotkać się z Kasią. Opowiedziała jej, jak bardzo się stara i jak jest niedoceniona i sfrustrowana. Kasia odpowiedziała jej mniej więcej tak: „pamiętasz jak na kursie uczyłyśmy się o asertywności? Powinnaś zastosować komunikat ja i powiedzieć jemu, jak się czujesz i jakie konsekwencje ma to dla Twojej pracy. Zauważyłaś, że już któryś raz z kolei masz z tym kłopot?”. Jak myślicie – co działo się dalej? Co powiedzielibyście o reakcji Kasi?

Słuchać można przynajmniej na osiem sposobów: w milczeniu, zadając pytania, parafrazując, dając empatię, udzielając wsparcia, analizując, oceniając i dając rady. Z badań wynika, że sposoby te układają się na osi spektrum słuchania. Po lewej stronie mamy słuchanie odzwierciedlające i nieoceniające, po prawej oceniające i mniej odzwierciedlające. Gdy ludzie zwracają się do nas z jakąś trudnością, zależy im w pierwszej kolejności na uznaniu prawdy ich uczuć, empatii i wsparciu, dopiero w drugiej kolejności na analizie i dobrych radach. Co więcej, jak wskazuje doświadczenie Sonii Johnson, która opisuje procedurę hearing into being, osoba, której po prostu słuchamy sama jest w stanie rozwiązać swój problem, bez naszych analiz i rad. Zasada jest prosta: każdy z uczestników prowadzonych przez Sonię Johnson spotkań ma pół godziny dla siebie, w tym czasie nie należy jemu/jej przeszkadzać – kiedy mamy swobodę i czas, pewność, że nikt nas nie oceni, szybko wychodzimy poza znane obszary i przekraczamy granice naszych myśli, zauważa Johnson[1].

Ani przede wszystkim zależało na wysłuchaniu i wsparciu, po ocennym i doradczym komentarzu Kasi zrobiło jej się jeszcze bardziej nieswojo, poczuła się jeszcze bardziej samotna. Wcale nie przybliżyła się do rozwiązania swojej trudności.

Scena 3

Trenerka prowadzi grupę rozwojową dla grupy uczestników w różnym wieku. Dzisiejsze spotkanie poświęcone jest podejmowaniu trudnych decyzji. Jednemu z uczestników – Kamilowi – wyraźnie trudno tu być. Wierci się, wzdycha, marszczy brwi i mruczy pod nosem. Trenerka pyta, o co chodzi. Ten niemalże wykrzykuje: w kwestii mojego problemu i tak się nie da nic zrobić! Prowadząca łapie haczyk i proponuje kolejne możliwe rozwiązania. Kamil każde z nich przyjmuje, rozważa chwilę milcząc, po czym odpowiada: „tak, ale…”, mnożąc całkiem dobre argumenty, dla których to, co mówi trenerka się nie sprawdzi. W końcu i ona nie wytrzymuje i zniecierpliwionym głosem mówi: „Wiesz co Kamil, ja tylko próbuję tobie pomóc, ale ty najwidoczniej nie masz ochoty na pomoc!”

Jak się uwolnić?

Trenerka i Kamil znaleźli się w tak zwanym trójkącie dramatycznym i zagrali sobie w jedne z popularniejszych gier psychologicznych. Także relacje naszych wcześniejszych bohaterów opisać można za pomocą tego modelu wypracowanego a gruncie Analizy Transakcyjnej. Wyznacza on trzy role – Prześladowcy, Ratownika i Ofiary. Wszystkie trzy nie są konstruktywne, a wejście w nie pozostawia niesmak i nieprzyjemne emocje (tak zwaną wypłatę). Prześladowca uważa, że ma większe prawa niż inni, więc nie straci okazji, by powiedzieć im, co myśli lub wykorzystuje ich do realizacji swoich celów. Ofiara widzi siebie jako osobę niezdolną do rozwiązania swoich trudności, dlatego potrzebuje Prześladowcy, który ją w tym przekonaniu utwierdzi lub Ratownika, który ją uratuje (jest lepszy, wie lepiej, jest mądry). Ratownik ma oczywiście dobre intencje i chce pomagać, co istotne jednak robi to tak, jakby podzielał przekonanie Ofiary (i podtrzymywał je w ten sposób), że nie da sobie ona rady.

Pewnie analizy i interpretacje Andrzeja z „Bez tajemnic” były trafne, rada Kasi bardzo celna, jednak poprzez brak szacunku dla potrzeb drugiej strony wypowiedziane zostały z pozycji Prześladowcy – ten przecież wie lepiej, co należy zrobić. W końcu jest psychoterapeutą lub absolwentką warsztatów komunikacji. Podobnie i Ratownik… wie lepiej, czego potrzebujemy i jest gotowy zrobić coś za nas. Ile razy znaleźliśmy się w tej pozycji? Pewnie wiele razy, dlatego, że gra – jak powiedziała niedawno podczas szkolenia, w którym uczestniczyłam Pascale Theobald – jest niezdarnym sposobem na wejście w relację. A więc kryję się za nią jakaś realna potrzeba!

Co więc robić, by nie znaleźć się w środku trójkąta? Jak uwolnić siebie, zostawiając innym chęć i decyzję o ich samo-uwolnieniu? Jak być tu i teraz i tym, kim się jest, a nie trenerem, coachem, psychoterapeutą czy mediatorem dla swoich bliskich? Sposoby są dwa – proste, ale nie łatwe. Pierwszy z nich to zobaczyć, jaką ja mam potrzebę w tej relacji. Być może Andrzej chciał zostać doceniony? A Kasia potrzebowała usłyszeć, że jest pilną uczestniczką warsztatów? Nasza trenerka pragnęła przekonać się, że dobrze wykonuje swój zawód? Czego potrzebuję, gdy nieudolnie udzielam wsparcia i dlaczego ta potrzeba jest ważniejsza, niż to, o czym mówi do mnie bliska osoba? Drugi z nich to zapytać o potrzebę osoby, która się do mnie zwraca. Czego chce ode mnie? Wysłuchania, pójścia do kina, może rzeczywiście rady? – dajmy naszym przyjaciołom i rodzinie możliwość wzięcia odpowiedzialności za siebie i spotykajmy się z nimi poza trójkątami. Bądźmy tu i teraz z tymi potrzebami, które mamy i rozmawiajmy o nich bez winy i wstydu.

[1] Podaję za: R. B. Adler, L. B. Rosenfeld, R. F. Proctor II, Relacje interpersonalne. Proces porozumiewania się, przeł. G. Skoczylas, Rebis, Poznań 2014, s. 203.