Podczas wojny oswoił śmierć, lecz nagle wojna się skończyła i nastał nowy dzień. A potem jeszcze jeden i następny. Jakaś część Teddy’ego nigdy nie przywykła do myśli, że ma przed sobą przyszłość.

fragment książki

 

Drodzy Czytelnicy, poznajcie Teddy’ego. Od zawsze był kimś – ukochanym dzieckiem swojej matki, najważniejszym bratem dla swoich sióstr, najlepszym przyjacielem i od początku mężczyzną przeznaczonym dla Nancy, w końcu ojcem Violi, dziadkiem Sunny’ego i Bertie. Przede wszystkim jednak Teddy był pilotem RAF-u walczącym podczas II wojny światowej – i to właśnie ta rola zaważyła na całym jego życiu.

Powieść Kate Atkinson utkana jest z misternie powycinanych fragmentów życia Teddy’ego i jego rodziny. Obserwujemy sceny ważne z punktu widzenia historycznego (jak chociażby naloty dywanowe na Niemcy) oraz z punktu widzenia obyczajowego, społecznego, wreszcie tego indywidualnego. Mamy tu do czynienia z niesamowicie szczegółowo przedstawioną sagą rodzinną, która swoim centrum uczyniła – bez wyboru i świadomej decyzji – wojnę. Wokół niej kręci się wszystko, z niej wszystko wynika, to ona jest przyczyną wielu działań bohaterów oraz sposobu ich myślenia. Sytuacja, w której jest się nie tylko ofiarą, ale i uczestnikiem działań wojennych, okazuje się dla bohaterów jątrzącą się raną, która nigdy się nie zabliźni.

Na ponad pięciuset stronach autorka kompleksowo przedstawiła trudności, z jakimi borykają się świadkowie i ofiary, a także sprawcy. Zbyt szybko podejmowane decyzje (bo nie warto myśleć o jutrze, skoro może być tylko dziś) skutkowały pospiesznym układaniem życia, które nie do końca odpowiadało realnym pragnieniom. Relacje, które wydawały się oczywiste, po latach budziły frustracje. Przyszłość, która miała nigdy nie nadejść, nie przynosiła nic prócz bólu oraz rozczarowań światem i ludźmi. Próba poradzenia sobie z traumą okazuje się najtrudniejszym zadaniem, z jakim musi zmierzyć się Teddy. Tylko czy jeden człowiek jest w stanie wytrzymać tak wiele?

Autorka zabiera nas w podróż wokół jednego człowieka i jego rodziny. Jesteśmy przy nim, gdy jest dzieckiem hołubionym przez matkę. Jesteśmy, gdy staje się pierwowzorem dla powieści młodzieżowych pisanych przez jego ciotkę oraz gdy przeżywa pierwsze kryzysy związane z tym, kim jest i chce być. Obserwujemy go, gdy podejmuje decyzje o zostaniu pilotem, gdy każdy lot jest wyrokiem śmierci, wciąż odwlekanym, ale jednak wiszącym nad Teddym niczym kostucha. Przeżywamy z nim wzloty i upadki jego małżeństwa, rodzicielstwa, bycia dziadkiem, jesteśmy przy nim w jego starości i ostatnich chwilach. Jeśli, tak jak ja, zaangażujecie się, drodzy Czytelnicy, w lekturę, otrzymacie wiele ciosów. Choroba najbliższych, samobójstwo (jedna próba nieudana, jedno powodzenie), śmierć przyjaciół i członków rodziny, brak porozumienia między dziećmi i rodzicami, przeprowadzki i ucieczki, niekończące się rozliczenia z przeszłością, nieumiejętność kochania i pogodzenia się. Ze wszystkim i wszystkimi. Jak to w życiu.

Książka Atkinson porywa od pierwszych stron, wymaga myślenia o niej, szybkiego powrotu do domu, żeby tylko przeczytać kolejny rozdział. A potem jeszcze jeden i następny. Długo mi zajęła lektura, bo nie chciałam jej kończyć – spotkanie z rodziną Toddów było tak niesamowite, budujące, stresujące i niebanalne, że chętnie dałabym się raz jeszcze zaprosić na herbatę do Fox Corner. To myślenie życzeniowe, tak bardzo nie mogę wyswobodzić się z tej opowieści. A może nie chcę? Myślę o tych wszystkich pilotach, o tych młodych chłopcach, którzy zaciągali się do wojska, mając trochę ponad 20 lat, wojnę przeżyła tylko połowa z nich. Myślę o ich poświęceniu, o ich odwadze, o decyzjach moralnych, które musieli podejmować. Bo przecież każdy z nich walczył po właściwej stronie. Tak trudno pogodzić się z faktem, że i ich przeciwnicy – tak samo młodzi, tak samo pełni zapału i ambicji – też walczyli, też po właściwej stronie. Nie mieli wyboru i to właśnie dotyka najczulszych strun przy tej, bądź co bądź, fikcji literackiej.

Jak to wszystko ma się do psychologii? Dogłębna analiza skutków wojny, które odbijają się na osobach przez nią doświadczonych oraz tych, które nigdy nie musiały jej przeżywać, stanowi doskonałą ilustrację trudności, z jakimi musi radzić sobie człowiek w sytuacjach granicznych. Wielość wątków, bardzo szczegółowo poprowadzonych, pozwala na odszukanie w powieści nitek, które odpowiednio pociągnięte, doprowadzą Czytelników do wielu trudnych, ale rozwijających przemyśleń. Lektura ta wydaje się dobrym impulsem do dyskusji na temat sensowności wojny (przy założeniu, że w ogóle trzeba tak oczywiste tezy omawiać), jej konsekwencji dla żołnierzy i ludności cywilnej, moralnej dwuznaczności działań i zachowań, wątpliwości, a także kondycji człowieka w obliczu jego upadku; warto przy porozmawiać również o postpamięci i pokoleniach nią dotkniętych, które przeżywają traumy rodziców i dziadków, choć same nie były świadkami dramatycznych wydarzeń. Każda kolejna stronica otwiera nowe możliwości rozmowy o rodzinie, dramacie ojca odrzuconego przez córkę, stracie, żałobie. Bogata to książka, zachęcająca do refleksji, wymagająca wręcz zastanowienia się nad tu i teraz, bo czy mamy gwarancję, że jutro nadejdzie?

Przed lekturą Boga pośród ruin zachęcam szanownych Czytelników do zapoznania się z pierwszą częścią cyklu, czyli książką Jej wszystkie życia. Zapewniam, że warto śledzić losy rodziny Toddów jak najdłużej.

Julia Sworowska

Kate Atkinson, Bóg pośród ruin, wydawnictwo Czarna Owca.