Za nami trzecie spotkanie z cyklu „Po stronie macoch”, które odbyło się w inspeerio 13 lutego 2016. Do każdego z nich przygotowuję się z ciekawością i niecierpliwością – te warsztaty są dość niezwykłe, znoszą na moment moją wyuczoną eksperckość i pozwalają otworzyć się na doświadczenie dziewczyn, które pięknie i otwarcie opowiadają zarówno o trudnościach związanych z pełnioną rolą, jak i o codziennych satysfakcjach. Te historie o wyzwaniach, o zmianach, o umiejętności dystansowania się jednak i odkrywania nowych perspektyw, są dla mnie za każdym razem bardzo wzbogacające.

Lutowe spotkanie rozpoczęło się od tworzenia metafor związanych z funkcją macochy w rodzinach uczestniczek warsztatu. Zobaczyłam wiele poruszających obrazów, historii zawierających smutek, dumę, rezygnację, wielką niekiedy, pięknie upartą konsekwencję i chęć wspólnego z dziećmi wzrastania (czasami pomimo wielu ciężarów, które przy okazji decydujemy się dźwigać). Różnorodność macoszych doświadczeń to niewątpliwie jedna z większych wartości tych spotkań.

Wiele czasu poświęciłyśmy rozmowom wokół wpływu. Doszłyśmy do tego, że tak naprawdę, pełną kontrolę mamy nad bardzo niewieloma aspektami naszego życia. Szukałyśmy jednak tych obszarów trudności, które – choć poza naszym wpływem – zapraszają nas do nadania im innego znaczenia lub znalezienia innego sposobu na ich przyjęcie. Rozmowom o akceptacji ludzi, relacji, spraw, które zupełnie od nas nie zależą towarzyszyły słowa: „Akceptacja jest siostrą zmiany. Warto pamiętać, że siostrą starszą”. Słowa te wzbudzały niekiedy – naturalną, przyznacie sami – niezgodę i protesty – chcielibyśmy przecież i często wiemy jak! – zmieniać nasz świat na lepsze. Rozmowa o tym, która część świata możliwa jest w tej chwili do przyjęcia, a wobec której postanawiamy się jeszcze trochę pobuntować (świadome jednak donkiszoterii naszych poczynań) była bardzo ciekawa.

Pięknie było patrzeć, jak macochy pisały wspierający, pełen wdzięczności za podejmowane starania, za wytrwałość i udział w rodzinnych radościach i wyzwaniach – list do samych siebie. Wyglądało na to, że uczestniczki miały sobie wiele dobrych słów do powiedzenia.

Bardzo ważnym momentem spotkania, w mojej opinii, okazała się również rozmowa i ćwiczenia związane z psychologią pozytywną, z uważnym wyszukiwaniem radosnych i przyjemnych zdarzeń, dziejących się w patchworkowych rodzinach i z mnożeniem radości poprzez opowiadanie o nich. Rozmawiałyśmy o tym, jak bardzo ważne jest, by nasi bliscy uczestniczyli w dobrych chwilach naszego życia, by mogli o nich usłyszeć i wspólnie z nami je świętować. Choćby były to drobiazgi. I nawet z myślą o sytuacjach/relacjach, w których trudno było na pierwszy rzut oka dostrzec pozytywy, padały w końcu słowa: „Napięta relacja z moją pasierbicą stała się dla mnie zaproszeniem do rozwoju”, „Jestem dumna, że jestem macochą”.

Bardzo Wam, miłe Uczestniczki spotkania dziękuję. To dla mnie ważne, móc wspólnie z Wami stawać po stronie macoch.

A na kolejne spotkanie zapraszam 11 czerwca 2016. Więcej informacji: m.sitarska@opsychologii.pl


Maria Sitarska