Wstałam dziś jak zwykle za późno. Wczoraj zrobiłam plan. Lista „to do”, długa jak zwykle. Budzik nastawiony na 8.00. Całkiem realnie i ekologicznie. Może trochę za późno poszłam spać, ale tak dobrze się czytało. Rano stoczyłam – jak zwykle (po raz trzeci w tym tekście) – znajomą walkę z telefonem. Kazał mi wstać z dziesięć razy, a ja tyle samo razy przestawiałam o kilka minut godzinę przebudzenia. Na pewno przebudzenia? Przecież i tak nie spałam! Z wyrzutami sumienia wstałam, zrobiłam mocną kawę i włączyłam komputer. Wyrzuty sumienia nie są dobrym doradcą. Ile bym nie zrobiła, gdyby nie artykuł, na który natrafiłam? Na szczęście nie było mi dane się tego dowiedzieć. Już jego tytuł mnie uratował: If you’re lazy night owl who stays in bed all day, congrats: you’re smarter than everyone, co w wolnym tłumaczeniu mogłoby brzmieć: Jeśli jesteś leniwą nocną sową, która leży w łóżku przez cały dzień, gratki: jesteś mądrzejszy/a niż wszyscy. Pod moim wpisem znajdziecie do niego link, więc nie będę go tu omawiać. Zwrócę tylko uwagę na to, iż jego autorka, powołując się na badania psychologów, pokazuje dlaczego ludzie, którzy pracują w nocy, a w dzień dosypiają są bardziej błyskotliwi i kreatywni od „rannych ptaszków”. Nie chodzi mi o to, żeby deprecjonować jednych kosztem drugich. Nie poczułam się od nikogo lepsza, tylko uwolniona. Zastanowił mnie więc mechanizm tego ułaskawienia, ba – rozgrzeszenia, który dokonał się we mnie w ciągu kilkunastu sekund i pozwolił zrobić to, co zaplanowałam.

Czytałam ostatnio książkę Marii Król-Fijewskiej Trening asertywności, w której znalazł się podrozdział o poczuciu winy i krzywdy. Warto rozważania te osadzić w kontekście modelu funkcjonalnego „stanów ja” (Analiza Transakcyjna). Pozwala nam on prześledzić treść wewnętrznych monologów, które prowadzimy ze sobą nieustannie i wprowadzić doń takie korekty, które ułatwią nam codzienne życie i wywiązywanie się z zadań. W dużym uproszczeniu powiedzieć można, że nasza osobowość składa się z trzech instancji – Rodzica, Dorosłego i Dziecka. W normatywnej wersji Rodzica zdeponowane zostały wszystkie nakazy typu: „musisz”, „powinnaś”, „wypada”, „tak trzeba”, adresowane są one do naszego wewnętrznego Dziecka. A Dziecko, jak to dziecko – albo się słucha, albo się buntuje. Zaryzykowałabym twierdzenie, że większość rozmów, które ze sobą toczymy wygląda właśnie tak.

Wynikiem tych rozmów są dwa bardzo nieprzyjemne i destrukcyjne uczucia, z których trudno się wyzwolić. Omówię je krótko na podstawie rozważań Król-Fijewskiej przedstawionych w przywołanej powyżej książce. Osoba, która czuje się winna jest niezadowolona ze swojego zachowania, ale jeszcze bardziej z siebie. Paradoksalny efekt poczucia winy jest taki, że im bardziej czujemy się winni, tym mniej koncentrujemy się na naprawie sytuacji! Więcej – ludzie wolą pogarszać swoją sytuację zewnętrzną, niż skonfrontować się z wewnętrznym poczuciem winy. Na przykład Magda – nie oddaje książek do biblioteki od wielu miesięcy. Dostaje monity, listy z naliczeniem kary i nic. Otoczeniu jej zachowanie wydaje się irracjonalne. Przecież wystarczy wziąć te książki i oddać. W swoim przeżywaniu jednak Magda jawi się sobie jako niegrzeczne dziecko, co osłabia jej wiarę w możliwość działania, towarzyszy jej przekonanie, że i tak jest za późno, i tak jest beznadziejna i nie ma już od tego faktu odwrotu. To właśnie to przekonanie, że tak nie wolno robić i że ludzie, którzy nie oddają książek są głęboko nie w porządku, nie pozwala Magdzie odnieść książek do biblioteki.

Poznajcie też partnera Magdy – Krzysztofa. Opisując jego historię prześledzimy mechanizm działania poczucia krzywdy. Magda jest tłumaczką, ma nienormowany czas pracy i trudno jej określić, kiedy skończy pracę. Wczoraj zaprzyjaźniona firma zleciła jej tłumaczenie symultaniczne podczas konferencji. Planowała, że skończy tłumaczyć koło 18.00 i umówiła się z Krzysztofem, że ten zrobi kolację i poczeka na nią w domu. Mężczyzna pół dnia spędził w kuchni, przyrządził ulubioną potrawę partnerki. O godzinie 19.00 wciąż jej nie ma, a on głodny siedzi przy stygnącym daniu i rozmawia ze sobą: „ona w ogóle mnie nie kocha, to ja się tak staram, gotuję, a ona po prostu sobie nie przychodzi, głowa mnie przez nią boli, bo od paru godzin niczego nie jadłem”. O 20.00 dostaje wiadomość, że Magda będzie za pół godziny. Krzysztof nadal nic nie je, gdy wraca partnerka mówi jej, że przez nią się kiedyś rozchoruje i że już nigdy nie ma zamiaru niczego dla niej robić. Paradoksalny efekt poczucia krzywdy to ten, że osoby, które czują się pokrzywdzone nie tylko nie podejmują działań, które mogłyby je ochronić (telefon do Magdy, zjedzenie kolacji bez niej, gdy ta ma się spóźnić, zajęcie się sobą, a nie swoim poczuciem krzywdy), ale także wykazują skłonność do takiego zachowania, które pogarsza jeszcze ich położenie. Król-Fijewska w Treningu asertywności pisze, że ich zachowania mogą sprawiać wrażenie, jak gdyby bycie w złej sytuacji stanowiło dla nich jakiś rodzaj nagrody.

Dodać należy w tym miejscu, że skłonne nagradzać się poczuciem krzywdy są osoby które czują się winne. Uczucia te występują zazwyczaj w parze. Być może Krzysztof przeżywa siebie jako niewystarczająco dobrego, „zatarg” z partnerką pozwala jemu przez chwilę poczuć się lepszym. Po kolacji, której nie było z pewnością winna poczuje się Magda. I najpewniej kolejnym razem znów nie da znać Krzysztofowi, że się spóźni.

Wewnętrzny głos, który mówi nam, że za długo spaliśmy można przeżywać zarówno w kontekście winy, jak i krzywdy. Załóżmy, że przełożony zlecił mi napisanie artykułu. W pierwszym wariancie będę myśleć o sobie, że jestem nie w porządku, leniwa, do niczego się nie nadaję i na pewno nie wywiążę się z umowy ze zleceniodawcą. W wyniku drugiego zacznę za swoje samopoczucie winić przełożonego. Ciągle czegoś ode mnie chce, nie widzi, ani nie docenia tego, że pracuję ponad siły – będę myśleć. Bardzo ważna w tej układance jest ta osoba, wobec której pojawiają się omawiane uczucia, bo to przecież w odniesieniu do niej przeżywamy to, co przeżywamy. Zwróćmy jednak uwagę na fakt, iż jej realne wobec nas oczekiwania często nie mają wiele wspólnego z tym, jak je widzimy. Warto na tym etapie ustalić, czego dokładnie się od nas oczekuje.

Podsumowując, myśli typu „za długo spałam”, „za dużo kupiłem”, „objadłam się” prowadzą wprost do poczucia winy (czy krzywdy), a ich powtarzanie sobie w wewnętrznym monologu – jak widać na podstawie powyższych rozważań – nie wróży zmiany. Jak wyjść z tego impasu? Autorka Treningu asertywności proponuje procedurę uaktywniania w tych sytuacjach Dorosłego (który skoncentruje się na szukaniu rozwiązań i działaniu, a nie przeżywaniu pasożytniczych uczuć), składającą się z trzech kroków:

  1. Wymyśl rozwiązanie, które zakłada zmierzenie się z sytuacją a nie z osobą/osobami. Efektem powinna być zmiana sytuacji, a nie nagroda na poziomie emocjonalnym (np. napiszę artykuł, a nie – sprawię, by przełożony był ze mnie zadowolony).
  2. Sprawdź, jakie teksty pojawiają się w Twoim monologu wewnętrznym, gdy myślisz o tym rozwiązaniu? Jeśli pochodzą z Rodzica normatywnego zamień je na głos Dorosłego (np. „nie dam rady tego napisać i zawiodę zaufanie” na „piszę tak jak potrafię i wieczorem wysyłam tekst”).
  3. Zrób to, co zaplanowałaś/ zaplanowałeś koncentrując się na zadaniu, a nie na relacji z osobami występującymi w tej sytuacji.

Inną drogą jest poszukanie w sobie (albo na zewnątrz) głosu Rodzica opiekuńczego, który również potrafi niwelować działanie poczucia winy i poczucia krzywdy. Zawsze, kiedy myślimy o sobie, że jesteśmy leniami, za dużo kupiliśmy lub objedliśmy się, głos ten powie nam: „dobrze, że się wyspałeś”, „świetnie, że zrobiłaś sobie przyjemność”, „cieszę się, że tobie smakowało”, albo: „sowy są sprytniejsze od rannych ptaszków”. Moc tego przyzwalającego głosu potrafi sprawić, że radośnie zabierzemy się do pracy. Życzę więc Wam (i sobie) na koniec – zaproście do Waszych wewnętrznych rozmów opiekuńczą wersję Rodzica lub/oraz Dorosłego – śpijcie, jedzcie, kupujcie, spotykajcie się bez winy i krzywdy!

Link do wspomnianego w tekście artykułu: http://www.huffingtonpost.com/2014/10/23/night-owl-benefits_n_5877272.html