Uważność nie jest dla Ciebie, bo nie wyobrażasz sobie, żeby siedzieć nieruchomo przez pół godziny i obserwować swój oddech? Być może jesteś osobą kochającą ruch i to właśnie on sprawia Ci największą radość? To naprawdę wspaniale. W końcu ruch, to zdrowie – szczególnie dla naszego ciała. Możemy jednak połączyć przyjemne z przyjemnym, a na dodatek pożytecznym również dla naszego umysłu. Mam na myśli uważność w ruchu. Może to być każda forma ruchu fizycznego, lecz najlepiej pisać o tym, na czym znamy się najlepiej, więc dziś będzie o uważnym bieganiu. Od dawna praktykuję tę formę ruchu połączonego z medytacją i polecam ją wszystkim, także Tobie.

Nie musisz pędzić ani pobijać rekordów. Wybierz tempo, które najbardziej Ci odpowiada. Może być to nawet niespieszny trucht. Po prostu biegnij przed siebie. Bez konkretnego celu, który musiałbyś osiągnąć. Poczuj swój oddech i towarzyszący mu miarowy ruch klatki piersiowej. Powietrze, które wpływa przez nos lub usta do Twoich płuc i wypływa ponownie na zewnątrz. Zauważ rytm w jakim bije Twoje serce i to jak zmienia się on wraz z pokonywanym dystansem. Zwróć uwagę na ruch swojego ciała. Jak układa się podczas biegu Twoja sylwetka, jak poruszają się kończyny. Poczuj kontakt stóp z podłożem: prawej stopy i lewej stopy. Zwróć uwagę na wrażenie towarzyszące odrywaniu się stopy od ziemi. Poczuj wiatr na skórze, promienie słońca lub krople deszczu – w zależności od panującej na zewnątrz aury. Jeśli w Twojej głowie wciąż wirują kolejne myśli, zauważ je i puść swobodnie. To nie czas na głębokie analizy. To czas dla Ciebie. Wróć więc do obserwacji swojego oddechu i ciała. A gdy pojawi się silne zmęczenie, gdy poczujesz, że już nie przebiegniesz dalej nawet metra, to zauważ, że to jest tylko kolejna myśl w Twojej głowie. Podziękuj jej, że przyszła i odłóż ją na bok, a sam sprawdź, co tak naprawdę się z Tobą dzieje. Czy rzeczywiście nie dasz rady już biec dalej? A może wystarczy trochę zwolnić i wyrównać oddech, ponownie zwrócić uwagę na doznania fizyczne i sygnały odbierane przez zmysły? Może okaże się, że był to kryzys, który często towarzyszy biegaczom w trakcie treningu. Kiedy mija, biegacz dostaje nową dawkę energii i bez większego problemu biegnie dalej. Warto nie rezygnować w momencie pojawienia się kryzysu, bo to fantastyczne uczucie, gdy pozytywny zastrzyk siły dostaje się do naszych mięśni. Można biec dalej, nadal będąc uważnym na siebie i na to co wokół. A być może, to rzeczywiście był nasz limit możliwości i dalej nie damy już rady biec. Wtedy także posłuchajmy naszego organizmu przechodząc do marszu lub spaceru.

Taka forma uważnego ruchu pomaga nam budować nową relację ze swoim ciałem, umysłem i ze światem zewnętrznym. Spróbuj, a zobaczysz, że po treningu będziesz wracał do codziennych zajęć nie tylko z przyjemnie zmęczonym ciałem, ale też z wypoczętym umysłem. A z czasem może także przekonasz się do tego, by spróbować usiąść choćby na 10 minut i poobserwować oddech także w bezruchu. To równie wartościowe wyzwanie – warte mistrza.

Agnieszka Pawłowska

Zdjęcie na licencji Creative Commons Attribution 2.0 Generic