„Zakupy wciągają”, takie hasło zobaczyłam na billboardzie promującym  kolejną galerię. Zastanawiam się przy okazji, gdzie leży granica między „zwykłym” kupowaniem a uzależnieniem od robienia zakupów, czy też  nadmiernym, kompulsywnym gromadzeniem wszystkiego, co się przyda. Czy rzeczywiście większość z nas na tyle ulega pokusie, że odczuwa przymus kupowania? Kupujemy wiele zbędnych rzeczy, o których myślimy, że mogą się przydać, a w rzeczywistości często wiszą w szafie nienoszone, leżą na półkach nieużywane, bo przecież ”od przybytku głowa nie boli”.

Coraz więcej osób szuka pomocy, bo ktoś bliski, nie tylko nie potrafi ograniczyć zakupów, lecz gromadzi tysiące tzw. „przydasiów”, obrasta w przedmioty, ma problem z ich wyrzucaniem i pozbywaniem się, w sposób, który tak zapełnia przestrzeń życiową, że nie ma już miejsca na relacje z bliskimi.

W powszechnym odbiorze traktuje się te zachowania jako  formę uzależnienia od zakupów i najczęściej stawia znak równości między zakupoholizmem i kompulsywnym gromadzeniem. A tymczasem, to zupełnie różne zaburzenia i warto uporządkować wiedzę na ten temat.

Zakupoholizm, czyli uzależnienie od zakupów, zaliczany jest do tzw. „nowych uzależnień behawioralnych”, czyli takich, w których chemiczne substancje uzależniające nie odgrywają roli. Istotą uzależnień behawioralnych jest przymus wykonywania jakiejś powszechnej czynności (np. zakupów, seksu, jedzenia czy pracy), mimo tego, że zachowanie to przynosi negatywne skutki, a dana osoba, mimo ponawianych prób, nie potrafi powstrzymać się od wykonywania tej czynności i przestaje kontrolować sytuację.

Zachodzące pod wpływem kupowania uczucia rozluźnienia, ulgi, przyjemności, euforii stanowią na tyle silne wzmocnienie pozytywne, że  człowiek będzie dążyć do ich powtarzania. W ten sposób tworzy się błędne koło utrwalające uzależnienie, gdyż kompulsywne zakupy stają się reakcją na stresujące wydarzenia życiowe lub negatywne stany emocjonalne, a przy tym redukują na chwilę napięcie psychiczne oraz poprawiają samopoczucie po dokonaniu zakupu. Prowadzi to do ukształtowania się ograniczonego repertuaru reakcji na pojawiające się trudne sytuacje, przez co osoba coraz gorzej radzi sobie z pokonywaniem wyzwań codziennego życia.

Zakupoholizm może również występować u kompulsywnych zbieraczy i stąd trudności w rozróżnianiu tych zaburzeń. Jednak kompulsywne zbieractwo, inaczej hoarding disorder lub syllogomania, już nie jest uzależnieniem behawioralnym, lecz chorobą w grupie zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, która ma od 2013 roku oznaczenie w międzynarodowej kwalifikacji chorób DSM-5 i konkretne kryteria rozpoznania:

Zbieractwo to przewlekłe trudności w pozbywaniu się lub dzieleniu się posiadanymi rzeczami, niezależnie od ich aktualnej wartości. Trudności pozbywania się rzeczy skutkują akumulacją dużej liczby przedmiotów, które zajmują przestrzeń życiową. U zbieraczy często współwystępują depresja i zaburzenia lękowe, problem braku wglądu i motywacji jest istotnym utrudnieniem leczenia. Leczenie farmakologiczne w pierwszym rzędzie polega na podawaniu leków serotoninergicznych, zaś oddziaływania terapeutyczne na stosowaniu technik poznawczo-behawioralnych.

[z wystąpienia  psychiatry dr T. Szafrańskiego na  II Międzynarodowej Konferencji: Patologiczny hazard i inne uzależnienia behawioralne.  Warszawa, 26 XI 2014 r.]

Zbieractwo może być wtórne do innych schorzeń somatycznych i psychicznych /demencji, zespołu Diogenesa/. Kojarzone bywa najczęściej ze skrajnym  zaniedbaniem, brudem, zaśmieconym mieszkaniem, a pokazywane w mediach reportaże sugerują, że choroba dotyczy wyłącznie osób starych, samotnych czy bezdomnych. Tymczasem, choroba ta dotyka również osoby, których nie podejrzewamy o taki problem, osoby aktywne zawodowo, dbające o swój wygląd, które potrafią dobrze maskować swoje zaburzenie,  gdy przebywają  poza swoim domem. Jedynie bliska rodzina wie o tej dysfunkcji. Leczenie i pomoc tym osobom jest trudna, gdyż izolują się, nie wpuszczają znajomych do domu, a na zewnątrz często nie widać zaniedbania. Są, podobnie jak osoby o nałogach behawioralnych, pełni zaprzeczeń i iluzji o swojej kontroli nad problemem. Dzieci wychowane w takiej rodzinie borykają się, nawet w dorosłym życiu, z wieloma problemami psychicznymi, np. nadal towarzyszy im tzw. „doorbell dread”, czyli lęk przed dzwonkiem do drzwi związany z faktem, że ktoś zobaczy wnętrze mieszkania.

Na forach internetowych pojawiają się wstrząsające relacje, które dobrze ilustrują istotę tej choroby [pisownia oryginalna]:

Mam 20 lat i od 11 roku życia mieszkam z dziadkami może nawet więcej…. więc problem zauważyłem mając 16 lat mniej więcej, ale on już trwał bardzo długo mianowicie moja babcia zbiera różnego rodzaju rzeczy nie ze śmietnika ale np: gazety, słoiki, stare ubrania układa w sterty i przechowuje, mówi, że będzie nosić, choć nie używa nawet 2 % tych rzeczy a pomyślcie że ten problem trwa już myślę z 10 lat, babcia  aktywna zawodowo, tłumacz przysięgły bardzo mądra i w ogóle nie wygląda na swoje lata i się nie zachowuje. […] w momencie kiedy wezmę choć jedna gazetę albo pudełko, aby wywalić popada w histerię panikę krzyk zaczyna nawet bić, jakby od tych rzeczy zależało jej życie… Bardzo mnie to męczy nie tylko mnie bo i mojego dziadka przez to że jedna osoba ma problem cierpią inne […].

Witam wszystkich codziennie krzywdzonych tą chorobą, aż łzy mi się cisną na oczy gdy widzę, że nie jestem sam na ziemi z tym problemem. Myślałem że tylko ja i moja rodzina tak żyjemy. Mam około  26 lat pochodzę z dużego miasta w centralnej polsce i bardzo wstydzę się tego problemu. Moja matka zawsze wykazywała znamiona wspomnianej choroby odkąd żyję… Brak jakiejkolwiek powierzchni wolnej od przedmiotów. Swoją drogą czy istnieje możliwość ubezwłasnowolnienia takiej osoby? W ogóle co tu począć? (na co dzień unikam domu, staram się spędzać czas u znajomych, planuję ucieczkę, wyprowadzkę w najbliższym czasie, lecz ojciec i rodzeństowo nie posiadają takiej możliwości). Nie potarfię żyć z myślą o tym bałaganie. Utrzymuję go w tajemnicy przed każdym prócz 3 osób z najbliższej rodziny…

Kompulsywne zbieractwo wywołuje silne poczucie wstydu, bardziej u rodziny niż u samego zbieracza, który ma słaby wgląd i neguje istnienie problemu.

W efekcie tego zbieracz i jego najbliżsi unikają zapraszania do domu, aby chronić swój wstydliwy „sekret”, a tym samym słabnie u nich umiejętność tworzenia i podtrzymywania relacji międzyludzkich z dalszą rodziną, przyjaciółmi, znajomymi. W efekcie, świat rodziny zbieracza zazwyczaj ogranicza się do zagraconego mieszkania i bardzo wąskiego grona ludzi dopuszczonych do „tajemnicy”.

Na drugą część artykułu zapraszamy w przyszły poniedziałek.

Autorka tekstu: Nina Sobczak-Matysiak, psycholog, psychoterapeuta. Kontakt: 601 584818, n.sobczak@opsychologii.pl.