Jakie są przyczyny hoarding disorder? Czy istnieje gen gromadzenia?

Naukowcy brytyjscy w oparciu o badania bliźniąt jednojajowych postawili hipotezę o genetycznych przyczynach i uważają, że predyspozycje genetyczne mogą wyjaśniać część ryzyka pojawienia się kompulsywnego gromadzenia. Przyznają jednak, że inne badania wskazały, że wiele osób z tym problemem przeżyło jakieś traumatyczne zdarzenie, stając się np. ofiarą przemocy seksualnej bądź doświadczając poważnej straty, co może oznaczać, że to stresory środowiskowe uruchamiają  zbieractwo.

Z kolei  terapeuci pracujący w modelu psychodynamicznym zakładają, że istnieje związek pomiędzy urazowymi doświadczeniami dziecka w relacjach z opiekunami, a skłonnością do zachowań kompulsywnych w dorosłości. Kompulsywne gromadzenie służy wypełnianiu pustki stworzonej przez brak stabilizującej relacji w okresie wczesnodziecięcym oraz poradzeniu sobie z deficytami w zakresie takich sfer, jak regulowanie emocji, szacunek do siebie, umiejętność troski o siebie, zdolność do czerpania zadowolenia i satysfakcji w relacji z drugą osobą. Pochodzenie choroby i powody występowania objawów jednak nadal są dość niejasne. Początek zaburzenia może mieć miejsce już w okresie nastoletnim. Tendencja do nadmiernego gromadzenia przedmiotów zazwyczaj jest stale obecna, rzadziej pojawia się okresowo i znika. Nasilenie problemu wzrasta z każdą dekadą życia i coraz bardziej upośledza funkcjonowanie.

Jednym ze źródeł zaburzenia może być lęk, który chory redukuje, poprzez zatrzymywanie kolejnych przedmiotów. Z jednej strony, te osoby odczuwają przymus kontroli, a z drugiej trudność z podejmowaniem decyzji, więc próby sortowania rzeczy do wyrzucenia nasilają lęk i pogrążają ich w chaosie. Gromadzone rzeczy i ich posiadanie dają choremu poczucie bezpieczeństwa, redukują lęk przed niepewną przyszłością. Zaburzenie łączy się często z depresją, na przykład związaną z utratą bliskiej osoby, z pogłębiającą się wraz z upływem lat bezradnością i izolacją społeczną.

Jak pomóc i leczyć?

Problem w tym, że chorzy na syllogomanię bardzo rzadko szukają pomocy u specjalistów. Kompulsywny zbieracz przez lata nieświadomie wytwarza różnorodne złudzenia na temat swojego życia, co minimalizuje u niego chęć do zmiany swoich destrukcyjnych zachowań. Leczenie podejmowane jest raczej pod naciskiem  służb socjalnych, straży pożarnej, rodziny, sąsiadów.

Jednak należy pamiętać, że po „przymusowym“ pozbyciu się przedmiotów chory może mieć napady agresji i stany depresyjne, które wymagają pobytu w szpitalu. O tym, jak silne jest przywiązanie do przedmiotów u kompulsywnych zbieraczy, może świadczyć przypadek chorego z Bostonu, który nauczył się przynajmniej w jakimś stopniu, wyrzucać rzeczy, ale dopiero wtedy, gdy każdej z tych rzeczy zrobił zdjęcie i umieścił je  w swojej fotograficznej kolekcji.

Psychiatrzy uważają, że dobrze rokuje leczenie farmakologiczne łączone z terapią poznawczo-behawioralną. Najważniejszym aspektem leczenia jest psychoterapia i redukcja możliwości zrobienia sobie krzywdy. Rekomendowana jest terapia poznawczo-behawioralna i trening behawioralny stosowany do uczenia nowych nawyków organizowania przestrzeni domowej, podejmowania decyzji, ustalania priorytetów i zmniejszania emocjonalnego związku ze zbieranymi przedmiotami.

Doniesienia amerykańskich specjalistów z ostatnich kilku lat mówią o tym, że kluczowa jest  pomoc w specjalistycznych klinikach i indywidualne, różne dla każdego chorego, programy  uczenia  jak utrzymać “hoarding behavior” pod kontrolą. Wsparciem w terapii są tzw. “peer-led group” – rodzaj grup wsparcia  prowadzonych najpierw przez specjalistów, które po odpowiednim przygotowaniu stają się grupami samopomocowymi zbieraczy i z tego grona najczęściej wywodzą się “clutter buddies” /kumple zbieracze/.

Pomimo jednak stosowania dobrego programu terapii, często nie uzyskuje się takich rezultatów jakich się spodziewano. U około 60-80% kompulsywnych zbieraczy poprawia się  stan psychiczny, a symptomy zmniejszają się w około 30%. Jednak w  zaawansowanym kompulsywnym zbieractwie trwającym wiele lat szansa na wyleczenie jest dyskusyjna, a nawrót choroby jest niestety dość powszechny. Rozwiązaniem, które niesie nadzieję i daje niezłe rezultaty po zastosowaniu psychoterapii i treningu behawioralnego, jest pomoc i obecność “clutter buddy”,  czyli kogoś kogo chory w końcu wpuszcza do swojego domu i mu zaufa na tyle, by zacząć powoli, razem z nim sprzątać,  krok po kroku.

Tegoroczne dane z USA  mówią, że dotkniętych tym zaburzeniem jest  6%  mieszkańców, czyli 19 milionów Amerykanów. W Polsce jest dość mała świadomość społeczna problemu kompulsywnego zbieractwa, nie ma też wiarygodnych danych, które określiłyby rozmiar problemu. Problem jest szerszy niż by się wydawało, przede wszystkim dlatego, że  te osoby same  nie szukają pomocy i dopóki rodzina albo niebezpieczeństwo, np. pożar czy  eksmisja nie spowoduje ujawnienia, to otoczenie nie wie o chorobie tej osoby.

Myślę, że warto byłoby sprawdzić skuteczność zastosowania metody interwencji stosowanej w uzależnieniach, jako metody skłonienia danej osoby do leczenia i przełamania jej silnego systemu zaprzeczeń.

Mało jest grup wsparcia, a tylko nieliczni psychoterapeuci chcą się podjąć leczenia i pomocy rodzinom zbieraczy. Dla rodzin i osób szukających informacji pomocne mogą być źródła zagraniczne, takie jak np. strona internetowa amerykańskiej organizacji Dzieci Patologicznych Zbieraczy (www.childrenofhoarders.com).

Warto pamiętać, że w rodzinach zbieraczy kompulsywnych, pomocy terapeutycznej mogą potrzebować również inni członkowie, gdyż w pewnym sensie cała rodzina „choruje”.

W mojej pracy terapeutycznej spotkałam osobę z rodziny „hoarding disorder”, u której  pojawił  się  przymus niegromadzenia i wyrzucania w kompulsywny sposób nawet przydatnych rzeczy.

Problem nadmiernego gromadzenia rzeczy narasta, niezależnie czy to ma związek z zakupoholizmem czy kompulsywnym zbieractwem. Sądzę, że modne trendy minimalizmu mogą być  jedną z reakcji na nadmiar rzeczy, w których coraz więcej osób tonie.

Nina Sobczak-Matysiak – psycholog, psychoterapeuta.
Kontakt: 601 584 818;
n.sobczak@opsychologii.pl