Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda…
…tak się zaczyna nasza codzienna przygoda z myciem zębów.
Zapraszamy do zaczarowanego i zwariowanego świata zęboszczotek!
fragment książki

Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda – śpiewałam niegdyś razem z Fasolkami, dzisiaj to już wspomnienie, które ostatnio przywołały „Zęboszczotki”. Zębo…co? Ano zęboszczotki, szczotki do zębów i to nie byle jakich! Wydana przez Babarybę niepozorna książeczka Pittau i Gervais w rzeczywistości zawiera niebagatelne treści. Jakie treści?! – może ktoś zakrzyknąć, otwierając „Zęboszczotki”. I faktycznie, na płaszczyźnie doSŁOWNEJ słów tu niewiele. Przemawia za to obraz – skromny, bo skromny, ale wielce wymowny.

A właśnie! Wspomnieć by trzeba, że format i forma jest albumowa: sztywna okładka, gładkie kartki, a na stronicach cała galeria szczotek. Oglądasz i podziwiasz. Ale nie jest to nabożne oglądanie. Książka aktywizuje, prowokuje do śmiechu, ale i do umysłowego treningu. Bo oprócz oczywistego przekazu (mycie zębów fajne jest), po wnikliwszej obserwacji odnajdziemy całe złoża sensów dodatkowych. Każda szczoteczka bowiem jest unikalna i jedyna w swoim rodzaju. Wyjątkowość natomiast wynika z tego, komu lub czemu jest przeznaczona.

Obok więc prostego związku szczotka plus zęby równa się mycie zębów dostrzec możemy konotacje między szczotką a myjącym. Dla przykładu zęboszczotka dla piekarza przypomina bagietkę, natomiast ta dla krawca zamiast włosia ma igły do szycia. Zdajemy się zatem w tej podróży po „zaczarowanym i zwariowanym świecie zęboszczotek” na abstrakcyjne niekiedy skojarzenia Pittau i Gervais. I dobrze, bo to prowokuje pytania i szukanie nań odpowiedzi. Pokazuje również jak nieoczywisty jest świat.

I to kolejna płaszczyzna w tej wielowarstwowej książeczce – mimo iż jesteśmy podobni (bo wszyscy myjemy zęby – poza zwierzętami oczywiście) to każdy z nas jest inny. I ta różnorodność nie jest zła, wręcz przeciwnie! Potrafi być zabawna i intrygująca. Jak wtedy, kiedy oglądamy szczoteczkę dla niewidomego. Ba! My możemy nawet ją dotknąć i poczuć. Niejako więc czytelnik zmienia perspektywę z osoby widzącej na niewidzącą. Albo wtedy, kiedy na przykładzie szczotek wyjaśniamy dziecku różnice i zależności między architektem, budowniczym piramid a murarzem.

„Zęboszczotki” zachwyciły mnie od razu, można rzec od pierwszego wejrzenia. Każde następne tylko ten zachwyt pogłębiało. Jestem zdania, że jest to lektura nie na raz i nawet nie na jeden rok. To książka, do której można wracać, także wtedy, kiedy dziecko podrośnie i jest gotowe zrozumieć o wiele więcej niuansów, analogii czy skojarzeń. Warto wracać czy to dla śmiechu (kupa zamiast włosia w szczoteczce dla muchy!), złapania dystansu (zęby w szczoteczce dla dentysty), w celach poznawczych (meteorolog? A któż to taki?), czy dla rozbudzenia empatii (wspomniana szczoteczka dla osoby niewidomej). Ponadto to publikacja do wspólnego „czytania”, wymagająca od rodzica zaangażowania, a niekiedy pewnie kreatywności.

Niby zwykły przedmiot – szczoteczka – a ile zabawy, odniesień i przemyśleń! Aż chce się zęby myć!

Autorka recenzji: Estera Zoc-Firlik

Opis: Z wykształcenia polonistka uzależniona od czytania. Jej panaceum na całe zło to pisanie. A pisać ostatnio najbardziej lubi o swoim macierzyństwie, o czym można się przekonać na blogu https://firliki.wordpress.com/. Stara się pisać zwięźle i na temat, gdyż zgadza się z Przybosiem, że w minimalnym zasobie słów można zawrzeć maksimum treści.

Książkę znajdziesz TUTAJ.