Kilka lat temu, kiedy odprowadzałam do domu syna znajomych, przydarzyła się nam ciekawa sytuacja. Antoś, wówczas mniej więcej pięcioletni, obraził się na mnie śmiertelnie w tramwaju, oczywiście nie ukrywając tego przed pozostałymi pasażerami. Poszło o rogala mlecznego, a konkretnie o jego formę. Mając jak najlepsze intencje, przełamałam owego rogala na pół, jedną połowę wręczając dziecku ze słowami „Kiedy zjesz ten kawałek, dam ci drugi”. Chciałam dobrze – uchronić rogala przed ewentualnym upadkiem na ziemię (bo przecież pieczywo może być świetną zabawką, a już zwłaszcza w tramwaju, prawda?). Niestety mój pomysł najwyraźniej nie spodobał się Antkowi (pewnie bał się, że sama zjem drugi kawałek), co sprawiło, że z wesołego, życzliwego dla świata chłopca błyskawicznie przeistoczył się we wściekłą, naburmuszoną istotę, głuchą na moje tłumaczenia i logiczne argumenty. Co więcej, kiedy wysiedliśmy z tramwaju, głośno i wyraźnie zakomunikował, że „Jest na mnie zły”. O ile dobrze pamiętam, odpowiedziałam wówczas coś w stylu „Aha, no tak, rozumiem. Oczywiście możesz być na mnie zły, jeśli chcesz”. Jakież było moje zdumienie, kiedy usłyszałam w odpowiedzi: „Ale kiedy dojdziemy do parkingu, już nie będę na ciebie zły”. Upewniłam się: „Czyli: na tym kawałku drogi do parkingu będziesz się złościć, a potem przestaniesz?”. Antek zdecydowanie potwierdził. „Ok”, mówię, „No to mamy umowę”.  Nie zdążyliśmy przejść nawet połowy „drogi do parkingu”, kiedy Antek, nagle rozpogodzony, oznajmił „Właściwie to już nie jestem na ciebie zły” i w jak najlepszych humorach dotarliśmy do domu.

Oczywiście byłam pod wrażeniem umiejętności „zarządzania” własnymi emocjami, jaką zaprezentowało mi kilkuletnie przecież dziecko. Opierałam się na słusznym, lecz dość ogólnym założeniu, że był to efekt dorastania w bezpiecznym, wspierającym środowisku, w którym rodzice i inni opiekunowie prezentowali Antkowi model relacji oparty na bliskości i szacunku, odporny na działanie gwałtownych emocji. Równocześnie jednak każdy, ze mną włącznie, mógłby przytoczyć dziesiątki przeciwstawnych sytuacji, w których nie wszystko potoczyło się tak gładko, zaś obydwie strony konfliktu kończyły go z poczuciem frustracji. Znane wszystkim są sklepowe awantury pod tytułem „Kup mi!!”, wrzaski nad kanapką z szynką „Bo ja nie chciałem z tym białym!!!”, niekończące się „negocjacje” na temat mycia rąk przed jedzeniem, konieczności odrabiania lekcji i nadmiernego oglądania telewizji, względnie tłumaczenia: „Nie wolno bić” napotykające na niezawodny kontrargument pt. „Ale on pierwszy mnie uderzył”. Na drugim biegunie znajdują się zaś opowiadane mi przez rodziców historie, w których ich dzieci boją się zabierać głos na forum grupy/klasy, twierdzą, że są „głupie”, że „nie umieją i nigdy się nie nauczą” i tak dalej. W pracy nieustannie poszukuję odpowiedzi na te i inne stawiane mi problemy – szkolę się, superwizuję i czytam tzw. mądre książki. W trakcie owych poszukiwań trafiłam niedawno na „Zintegrowany mózg, zintegrowane dziecko” autorstwa D. Siegla i T. Payne Bryson. I choć nie jest to jeden z wielu typowych poradników pisany na zasadzie „Co robić, gdy …”, książka zasługuje na uwagę każdej osoby dorosłej, która w jakkolwiek sposób – jako rodzic, terapeuta, nauczyciel – stara się budować pozytywne relacje z dziećmi. Jeśli chodzi o mnie, pomogła mi ona w uporządkowaniu dotychczas posiadanej wiedzy na temat mózgowych podstaw zachowania i emocji, jaśniejsza stała się dla mnie także opisana na wstępie historyjka. Zrozumiałam, jakie procesy zaszły w umyśle Antka, pozwalając mu poradzić sobie z trudną sytuacją, która przecież mogła się zakończyć zupełnie inaczej.

Jak działa mózg?

Choć dość szczegółowo opisuje kilka najczęstszych, jak się wydaje, przykładów trudności napotykanych w relacjach z dziećmi (np. napady złości lub „irracjonalne” lęki), książka ta, jak wspomniałam, to nie klasyczny poradnik. Podstawowym celem autorów jest przede wszystkim chęć ukazania funkcjonowania dziecka, w tym zwłaszcza wszelkich jego „trudnych” zachowań, z perspektywy budowy i działania mózgu. Brzmi skomplikowanie? Bez obaw, książka nie jest gruba, a treści w niej zawarte przekazano w bardzo przystępny, lekki, przesycony humorem sposób. Co więcej, Siegel i Bryson proponują, aby każdy moment kryzysowy traktować nie jako dowodów naszej (rodziców, nauczycieli etc.) wychowawczej porażki, ale jako szansę na rozkwit, rozwój i drogę do większej integracji mózgu dziecka, co w konsekwencji doprowadzi do zmiany w jego zachowaniu. Unikając przesadnie naukowego języka, krok po kroku rysują przed czytelnikiem główne linie podziału mózgu (prawa i lewa półkula, parter i piętro), wymienią jego ważne części składowe (neurony, ciało migdałowate, hipokamp), jednocześnie opisując ich funkcje, a tym samym wpływ, jaki wywiera na zachowanie jednostki aktywacja konkretnych obszarów.

Jakie to ma znaczenie dla opiekuna? Moim zdaniem zasadnicze, pozwala bowiem zmienić sposób myślenia z: „Co zrobić, aby dziecko przestało/zaczęło…” na: „D l a c z e g o dziecko zachowuje się w określony (nierzadko doprowadzający do szału) sposób? Która część mózgu („emocjonalna” czy „logiczna”, „pierwotna” czy „zaawansowana”) właśnie przejęła kontrolę nad jego zachowaniem? Wyposażony w tę wiedzę, dorosły może następnie odpowiednio dopasować swój sposób reakcji do zachowania dziecka, co znacząco zwiększa szansę na wyjście z bieżącego kryzysu. W podejściu integracyjnym nie chodzi jednak wyłącznie o zmniejszenie liczby tzw. trudnych zachowań za sprawą korekty dotychczasowego postępowania opiekuna. Dziecko również może, a wręcz powinno dowiedzieć się, „jak działa” jego mózg, usłyszeć o zadaniach, jakie mają do wykonania jego poszczególne części, a także o sposobach na lepszą współpracę owych części ze sobą, dzięki czemu:

  • zyskuje większy (świadomy) wpływ na własne zachowanie
  • jest bardziej świadome własnych emocji (w tym ich różnorodności i przemijalności) i uczy się o nich mówić
  • lepiej rozumie innych – odczytuje ich emocje i przyczyny ich zachowań, a w efekcie tworzy trwalsze więzi społeczne
  • potrafi lepiej kierować swoją uwagą, nie „fiksuje się” wyłącznie na negatywnych przeżyciach i obawach

Zaryzykuję twierdzenie, że te (i inne) korzyści są znacznie bardziej doniosłe i długofalowe niż np. bieżąca redukcja liczby sporów pomiędzy rodzeństwem lub mniej awantur podczas zakupów (choć tego rodzaju efekty również można uzyskać, stosując się do propozycji zawartych w książce).

Ale jak to zrobić?

Autorzy proponują 12 strategii integracyjnych – sposobów reagowania w określonych sytuacjach problemowych opartych na posiadanej już przez czytelnika wiedzy na temat funkcji poszczególnych obszarów mózgu. Omówię krótko jedną z nich – nazwaną „Łączność i przełączanie” – ponieważ odnosi się ona do dość często napotykanej w relacjach z dziećmi trudności. Chodzi mi o sytuację, w której wzburzone dziecko mówi: „B. zniszczył moją budowlę!” (lub wyraża inną tego typu skargę). Zaryzykuję, że najczęściej odpowiadamy wówczas: „Daj spokój/nie martw się, zbudujesz nową, lepszą”. Mówiąc wprost, bagatelizujemy, co podpowiada nam lewa, „logiczna” półkula mózgu, bo przecież – z naszej perspektywy – kłopot ten jest mało istotny, prawda? Problem jednak w tym, że po pierwsze, w danym momencie kwestia ta ma dla dziecka n a p r a w d ę duże znaczenie, a po drugie, swoją skargę wyraża ono językiem emocji (z poziomu „emocjonalnej”, prawej półkuli), czyli w innym, niż język naszej odpowiedzi. To trochę tak, jakby Polak mówił do Chińczyka po polsku i dziwił się, że tamten go nie rozumie. Żeby komunikacja miała sens i rezultat, należy zatem uwspólnić język. Autorzy proponują, aby w takiej sytuacji zacząć od doprowadzenia do łączności na poziomie prawych półkul (czyli emocji), pokazując dziecku, że jego uczucia są dostrzegane i rozumiane („Ojej, tę budowlę, nad którą tak ciężko pracowałaś? Musiało być ci przykro i pewnie jesteś zła na niego”). Dopiero potem można próbować przełączenia na poziom lewych pólku (logiki) i poszukiwania racjonalnych rozwiązań danej sytuacji („Chciałabyś, żeby B. cię przeprosił? Myślisz, że powinien ci pomóc w zbudowaniu nowej?”). Na papierze wygląda to prosto, w realnym życiu pewnie będzie (początkowo) trudniej, niemniej może warto, przy nadarzającej się okazji, spróbować zmienić dotychczasowy sposób reagowania w takiej sytuacji?

Rodzicu, nie musisz być doskonały, ale pracuj nad sobą

W trakcie lektury często przyłapywałam się na próbach odnoszenia tez dotyczących funkcjonowania mózgu dziecka do siebie. Kiedy np. mowa była o „emocjonalnej” prawej półkuli, zastanawiałam się, czy i jak często daję się ponieść emocjom, czytając o psychowzroczności*, zadawałam sobie pytanie, czy zbyt często nie blokują mnie wyłącznie pesymistyczne myśli i tak dalej. Chwilami wręcz przychodziło mi na myśl, że książka mogłaby się nazywać „Zintegrowany rodzic – zintegrowane dziecko”. Autorom najwyraźniej przyświecała podobna idea, każdy rozdział zakończono bowiem częścią „Kolej na nas”, w której zachęcają czytelnika do autorefleksji. Siegel i Bryson wielokrotnie wskazują na udowodniony związek pomiędzy funkcjonowaniem opiekuna, a zachowaniem dziecka, ale bez obaw. Nikogo nie obwiniają, nie wymagają „wychowawczej doskonałości”, nie stawiają samych siebie w pozycji ekspertów. Jedyne, co próbują zrobić, to życzliwie namówić dorosłego do przeanalizowania własnego stylu zachowania i myślenia (zgodnie z zasadami przedstawionymi w książce), aby jego własne nieprzepracowane trudności nie zakłócały relacji z dzieckiem. Wielokrotnie przypominają przy tym, że każdy kryzys – paradoksalnie – ma wartość, stanowi bowiem okazję do lepszego zintegrowania mózgu dziecka oraz rozwijanie takich jego kompetencji, jak np. świadomość własnych emocji, umiejętność kierowania uwagą, a także empatia, rzutująca na lepsze rozumienie innych i nawiązywanie trwałych więzi społecznych. Książkę polecam każdemu dorosłemu, który chce lepiej poznać swoje dziecko, uwolnić się od ewentualnego poczucia winy, frustracji lub bezradności wywoływanych przez nieuniknione sytuacje trudne, w zamian – uzbroić się większy spokój, cierpliwość (i poczucie humoru!), kiedy odkrywa, że jego pociecha wyryła metalową blaszką literę „Z” na ekranie telewizora.

Agnieszka Ludorowska

Daniel J. Siegel, Payne Bryson, Zintegrowany mózg – zintegrowane dziecko, Dom Wydawniczy REBIS