Kiedy zbliżały się w tym roku [2025 – przyp. red.] wakacje pomyślałem, że miałbym ochotę coś poczytać. Moja 16 letnia córka Helena połyka wiele książek i zapytałem co by mi poleciła. Ponieważ nie interesuje mnie ostatnio beletrystyka, moją uwagę przyciągnął reportaż Murakamiego o zamachach w tokijskim metrze w 1995 roku. Autor był mi znany – kiedyś przez kilka lat byłem zafascynowany jego książkami: tajemniczymi, często zgłębiającymi najmroczniejsze rejony naszej ludzkiej psychiki, a jednocześnie ciekawymi studiami ludzkich relacji. Zajechałem do Smołdzińskiego Lasu, rozbiłem namiot i zabrałem się do lektury, przeplatanej posiłkami, spacerami nad morze oraz drzemkami.

„Wow! Ta książka jest niesamowita!” pomyślałem już po pierwszych stronach, czując że dokładnie takiej pozycji akurat potrzebowałem. Jest to obszerny zbiór wywiadów z ofiarami, ale też osobami, które przeprowadziły zamachy w tokijskim metrze – członkami sekty Niebiańskiego Spokoju (Omu), której przewodził guru Shoko Asahara (w wyniku zamachów zginęło dwanaście osób, kilka tysięcy zostało rannych, a kilkaset trwale ucierpiało na zdrowiu).

Przede wszystkim, wywiady z osobami poszkodowanymi w wyniku zamachu uzmysłowiły mi rolę przypadku w naszym życiu oraz tego jak nagle może się ono bezpowrotnie zmienić. Nic nie jest stałe, nic nie jest pewne. Żyjemy naszym codziennym rytmem, o danej godzinie ruszamy do pracy, potem zakupy, droga powrotna, codzienne troski mniejsze lub większe, i nagle wszystko może pęknąć jak przekłuty balonik. Ciekawe było poczytać te opisy japońskiej codzienności (momentami tragikomicznej (!) determinacji w trzymaniu codziennej rutyny związanej z dotarciem do pracy/robieniem zakupów), popodglądać życia innych ludzi. Trochę jak jeżdżąc rano do pracy i mijając tych samych ludzi wyobrażam sobie skąd i dokąd zmierzają i jak od rana wyglądał ich dzień. Utrata bliskich, cierpienie i codzienne mierzenie się z niepełnosprawnością, samotnością ofiar zamachów, także mocno mnie poruszyły.

Ale jest to też fascynujące studium przyczyn, które doprowadziły do tragedii. Przerażający jest fakt, że wiele z osób przeprowadzających zamach miała za sobą trudne historie w dzieciństwie, czuły przez całe życie jakby nie pasowały do tego świata. W moim wyobrażeniu, całe życie szukały miejsca, do którego mogłyby przynależeć, szukały domu. Jak już go znalazły w sekcie, były w stanie bardzo dużo poświęcić, żeby go utrzymać oraz zasłużyć na uznanie przywódcy. Poza tym, reportaż Murakamiego stawia bardzo ważne pytanie: Gdzie jest miejsce na duchowość w naszym, pełnym konsumpcjonizmu, świecie? Zamachy przypadły na koniec okresu bardzo intensywnej prosperity japońskiej gospodarki, „japońskiej bańki” początku lat 90-tych ubiegłego wieku, a celem duchowych praktyk w sekcie było zbawienie poprzez uwolnienie się od doczesnych przywiązań. Jest to również przerażające studium nadużyć przywilejów (także rangi duchowej), których dopuścił się guru sekty – Shoko Asahara. Był on niewątpliwie charyzmatycznym, uduchowionym liderem, który jednak w swoim zadufaniu popadł, zdaje się, w samouwielbienie, sam będąc dla siebie wyrocznią tego, co właściwe, a co nie.

Fascynująca lektura – serdecznie polecam!

Maciej Gendek

Haruki Murakami, „Podziemie. Największy zamach w Tokio”, tłum. Michał Kłobukowski, Wydawnictwo Czarne.