Mówi się, że żałoba w swym postępującym trudzie zaciera powoli ból”
– pisał Roland Barthes w Świetle obrazu.
„Nie mogłem i nie mogę w to uwierzyć.
Dla mnie czas eliminuje tylko bezpośrednie uczucie utraty (nie płaczę), to wszystko.
Jeśli jednak chodzi o całą resztę, wszystko trwa bez zmiany”.

Żyję ciszej. Każdego dnia szukam przystanku, przestrzeni na wiersz, na namysł, na spacer.
Już wiem, co jest ważne, a na co nie warto tracić energii,
bo w ostatecznym rachunku niewiele się liczy. Na
jbardziej dbam o tych, co wokół.
Pamiętam o nich i staram się uprawiać „poezję i dobro”, jak chciał Norwid.
Nigdy nie wiadomo, czy wczorajsze z nimi spotkanie nie będzie ostatnim.
Poznałam barwy zapamiętania. I barwy ostateczne.
Pasję i bunt. Spac
ery po cmentarzach mnie nie przerażają.
Znaczą kolejne stopnie utraty.

Ćwiczenia z utraty” Agata Tuszyńska

Mój 2021 był rokiem utrat i radzenia sobie z nimi.
Był rokiem powitań i pożegnań.
Chowania się i wychodzenia. Rozpoznawania i uznawania.
Mój 2021 był o nietrzymaniu dłużej, puszczaniu.
Był też o uczeniu się na nowo.

Tak jak podkreślała pisarka Joan Didion: Śmierć kończy świat, jaki znaliśmy. Wchodzimy do nowej rzeczywistości, musimy nauczyć się od nowa żyć. Jesteśmy śmiertelnymi stworzeniami.

W roku 2021 uczyłam się więc tworzyć i utrzymywać w umyśle/ciele przestrzeń zdolną pomieścić wszelkie doświadczenia. Uczyłam się łagodności do moich starań. Uczyłam się okazywać sobie czułość, niezależnie czy radzę sobie czy sobie nie radzę z trudnościami w świecie wewnętrznym.

Ukojenie, wyjaśnienie, otulenie, wsparcie… niosły słowa i to, co pomiędzy słowami.

W trudnych momentach towarzyszyła mi poezja. Pozwalała się ugruntowywać. I zapewniała „schronienie w samym sobie”*.

Czytelniczo sięgałam po wszystko, co o utracie, żalu i żałobie, co o miłości, co o życiu i o śmierci. Chłonęłam zdania, połykałam rozdziały, kończyłam książkę i zaczynałam kolejną. Zdecydowanie nie dawałam sobie wystarczającej przestrzeni na metabolizowanie wszystkich treści. Dopiero książka Agaty Tuszyńskiej „Ćwiczenia z utraty” zatrzymała mnie na dłużej przy sobie.

To książka o tym, że po utracie wszystko jest, jak było, i nic nie jest, jak było.
O tym, jak ważne jest by dać sobie czas na przeżycie bólu.

I o tym, że trzeba żyć. Świadomie i pełnie. Że trzeba grać dalej, najlepiej jak się potrafi.

Grać pomimo poczucia, że gra się wybrakowaną talią kart, w której nie ma tych najważniejszych.

Żałoba. Smutek, żal. Kiedy przychodzi, nie potrafimy wyobrazić sobie ich mocy. Obezwładniają.

Pozycja „Ćwiczenia z utraty” porusza, wzrusza i wymyka się daleko poza granice stron książki.
Okazuje się, że bardziej niż śmierci, trzeba bać się życia pozbawionego prawdy i bliskości.

Agata Tuszyńska opowiada o utracie i o życiu, szukając orientacji we własnym procesie żałoby. Opisuje swoją indywidualną drogę. Ćwiczy się w utracie, w życiu, ale przede wszystkim uczy (się/nas) uszanowania cierpienia.

Cierpienie po utracie jest częścią naszego życia. Wpisuje się w nas. Nie ma co udawać, że jest inaczej. Nie ma też co udawać i mówić, jak jest. Bo u każdego proces przeżywania może wyglądać i przebiegać różnie. Żałoba jest jak ocean. Pojawia się w postaci przypływów i odpływów. Czasami woda jest spokojna, a czasami wzburzona.

Żeby przeżyć żałobę, trzeba sobie na tą żałobę pozwolić. Zdrowe domknięcie i pogodzenie się z utratą będzie możliwe, kiedy będzie pochodziło z poziomu gotowości i przestrzeni akceptacji. Bo utratę potrzeba oswoić, czyli pogodzić się, przyjąć do wiadomości, ale i potraktować ją jako część swojego życia – bo ono toczy się dalej.

Śmierci nie trzeba się bać. Trzeba się bać życia, którego nie jesteśmy w stanie przeżyć prawdziwie; którego nie jesteśmy w stanie spełnić. Jeśli kochamy, jeśli naszym celem jest poezja i dobroć, wówczas nie powinniśmy bać się śmierci. Ja się jej nie boję. (…) Wszystko co najgorsze może się zdarzyć w każdej chwili. Wobec tego – nie warto trawić i tracić życia na rzeczy nieważne; nie warto się przejmować czymś, co jest czasowe. Rekwizyty życia i scenografia życia nie są takie istotne – to jest wszystko wymienne. To co się liczy, to ludzie. Drugi człowiek.
(z wywiadu z Agatą Tuszyńską)

Parafrazując na koniec ks. J. Twardowskiego: Należy się spieszyć kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą. A po tym, nie ma powrotu.

W moim doświadczeniu nie zabrakło drugiego człowieka obok. Poznałam całą masę pięknych ludzi, o wielkich sercach. Jestem wdzięczna za każdą spotkaną duszę i otrzymaną lekcję. Dziękuję!

*Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki pisał:
(…) choć podobno
poezja niczego nie zapewnia
oprócz schronienia w samym sobie

Paula Chibowska

Agata Tuszyńska, Ćwiczenia z utraty , Wydawnictwo Literackie
fot. Sandra Arabska, Untitled, 2021, oil, canvas