Nie możesz zabronić ptakom smutku
krążyć nad Twoją głową,
ale możesz nie dopuścić do tego,
by uwiły gniazdo w Twoich włosach.
przysłowie chińskie

Dziś mgła się nie podniesie.
W mętnej szarości nad polami zdają się majaczyć sylwetki saren, łań.
To na pewno miraże.
Albo ty nas odwiedzasz. 

Bo teraz, wiesz, nosisz aureolę.
Powstała z naszych łez i tej fali miłości wokół twojej śmierci,
i oszołomienia niesprawiedliwością,
i wspomnienia twojego piękna.
fragmenty książki

Cisza.

Cisza wypełniła mnie po brzegi, gdy zamknęłam po przeczytaniu tę książkę. Nie chciałam słów, nie miałam myśli, nie potrzebowałam towarzystwa. Siedziałam w bezruchu. Moim pragnieniem było milczeć. Ta cisza (jak sobie później uświadomiłam lub jak to później sobie wymyśliłam) miała swój cel, swoje zadanie. Miała uszanować ból autorki i jej stratę. Miała oddać cześć jej zmarłej córeczce. Chociaż, być może, była również czymś więcej. Może miała oddać tę cześć wszystkim zmarłym dzieciom i przekazać moje milczące współodczuwanie nadal żyjącym, ale już nie tym poprzednim życiem, ich rodziców. 

Pozostawać przy życiu, ze wszystkimi gestami powtarzanymi każdego dnia,
przez wszystkie dni, które jeszcze nadejdą,
wydawało mi się, wciąż mi się wydaje, szczytem absurdu, najgorszą z kar.
Bezlitosne przykazanie.
Jedenaste.

Ich nowa, bolesna codzienność to walka, to próby udowadniania sobie nawzajem, że własny ból jest bólem większym, zjadającym do szpiku kości. To rywalizacja określona jako obrzydliwe wybiegi, żeby tylko do siebie nie dopuścić realności śmierci, jako cyklon nienawiści, żeby postawić tamę przerażeniu, które zatapiało życie z prędkością tsunami. To wszystko po to, by zrozumieć, że nie chodzi o to, by walczyć, ale o to, by wykrzyczeć swój ból, poddać się w tej nienawiści, bo tylko wtedy odda się dziecku szacunek.

Ta książka to list matki do zmarłej córki. Opowieść o śmierci dziecka, o jego bólu, cierpieniu i odwadze. Ale przede wszystkim o bólu kobiety, cierpieniu rodzica, i jego bezgranicznej sile. Dziennik pękania serca i próby poskładania go z powrotem z tych rozsypanych kawałeczków. Ta książka dla Sophie była, w moim odczuciu, jak misja, jak jej własna terapia, była jak odkażanie ziem wyjałowionych w katastrofie przemysłowej, jak lekarstwo. Była zatrzymaniem Camille jeszcze na moment, przedłużeniem jej krótkiego życia o kartki, słowa, litery… ale też o te wszystkie uczucia. Wszystko po to, by na koniec odważnie postawić kropkę i móc stawiać kroki w dalszej swojej drodze.

Autorka pisze o poczuciu pewnego rodzaju niepasowania do społeczeństwa. Ludzie wokół nic nie wiedzą, niczego nie rozumieją, choć rodzicom zmarłego dziecka wydaje się ze cali są jedynie żałobą, że mają ją wypisaną na twarzach, że zniknęli w śmierci (dziecka) tak jak można się roztańczyć w muzyce. Ubolewa, że nie istnieje żadne określenie na osobę, która straciła dziecko, nie ma żadnej nazwy, słowa przypisanego do sytuacji, w jakiej się znalazła. Pisze o znaczeniu symbolu czarnej wstążki oraz o sile płomienia świecy. Opowiada o swoich złych myślach, które szepczą do niej o korzyściach ze śmierci córki. Rozmyśla o smutku – o zmęczeniu nim, o jego zapachu, o wyzwaniu jakie niesie ze sobą, a na które nie sposób odpowiedzieć. Autorka podsuwa pomysł, by na żałobę patrzeć jak na obowiązek wierności – na bycie wiernym własnemu dziecku. Być może ta perspektywa zdejmie choć odrobinę ciężaru z przepełnionego boleścią, tęsknotą, miłością, niesprawiedliwością serca.

Dawno nie czytałam niczego, co miałoby w sobie tyle miłości i czułości. Autorka w piękny, poetycki sposób dzieli się z czytelnikiem wszystkim, co w sobie mieści. Metafory, porównania, tak wyrafinowany dobór słów – to wszystko razem tworzy naprawdę  niesamowitą opowieść, w którą ja zanurzyłam się cała, ale po której próbowałam stąpać bardzo subtelnie. Chciałabym, by ta recenzja była napisana słowami najdelikatniejszymi z delikatnych. Żeby była przepełniona wrażliwością. Nie wiem, jak to zrobić… Wiem jedynie tyle, że dla mnie książka „Camille, moja ptaszyna” była cennym osobistym spotkaniem, które poruszyło te najcieńsze struny mojego serca.

Karolina Piasecka

Sophie Daull „Camille, moja ptaszyna”, wydawnictwo Czarne

Być może zainteresuje Was również tekst Sabiny Sadeckiej “Gdy nie da się inaczej, napisz list. O liście terapeutycznym”.