Prawdziwa podróż ku odkryciu składa się nie z poszukiwania nowych pejzaży, lecz obserwacji nowymi oczami.
 Marcel Proust

Każdy człowiek jest pod pewnym względem jak wszyscy inni, jak niektórzy inni ludzie, jak nikt poza nim.
Kluckhohn, H.A. Murray, cytat otwierający książkę prof. Paluchowskiego „Diagnoza psychologiczna. Podejście ilościowe i jakościowe”

„To jest jabłko. Ono jest owocem. A to jest marchewka. Ona jest warzywem”. Takie słowa, wraz z towarzyszącą im prezentacją prawdziwych warzyw i owoców, wybrzmiewają w wielu przedszkolnych salach jesienią. I muszą być powtórzone wiele razy, by dzieci je zapamiętały. To w końcu ważne, żeby jakoś rozróżniać i kategoryzować elementy rzeczywistości, i dzięki temu rozumieć ją. To dziewczyna, to chłopak, to zwierzę, a to człowiek, to znajomy, a to obcy. I tak dalej. Na tym polega uczenie się świata – na oddzieleniu jakiegoś jego fragmentu (figury) od reszty (tła), nazwaniu jej i zaklasyfikowaniu do jakiejś kategorii z wykorzystaniem jakichś kryteriów. Istotne jest, by ta wiedza o świecie była przynajmniej częściowo wspólna z innymi ludźmi. Dzięki temu możliwe jest posiadanie wspólnych punktów odniesienia i komunikowanie się.

Potrzebujemy kategoryzować rzeczywistość z jeszcze jednego powodu. Nasze mózgi (a w zasadzie to całe ciała) są do tego dobrze przygotowane, bo właściwa ocena rzeczywistości w kategoriach bezpieczne vs niebezpieczne była dla naszych ewolucyjnych przodków gwarantem przetrwania. W tym sensie wszyscy jesteśmy diagnostami – nieustannie prowadzimy diagnozę poziomu naszego bezpieczeństwa w otaczającym nas świecie. Mamy nawet mechanizm, który nam umożliwia prowadzenie tej diagnozy – neurocepcję. „Systemy nerwowe są przystosowane do wykrywania potencjalnego ryzyka w otoczeniu. Jest to proces nieświadomej ewaluacji, którą Porges nazywał neurocepcją” pisze P. A. Levine. W zależności od tego, jakie decyzje dotyczące bezpieczeństwa w nas zapadną, uruchamiamy odpowiednie reakcje – na podstawowym poziomie tymi reakcjami są zbliżanie się lub unikanie. „Ruchowe wzorce przyciągania i odrzucania leżą u podstaw systemu motywacyjnego prowadzącego nas przez życie. Stanowią mapę działania wszystkich organizmów żywych: od najprostszych ameb aż po ludzi i ich skomplikowane relacje ze sobą i światem. Są jak kompas wskazujący drogę przez życie”. Stephen Porges w swojej poliwagalnej teorii emocji wyjaśnia, jak te reakcje zbliżania się i unikania przebiegają u ludzi. Porges mówi o trzech energetycznych systemach neuronalnych: pierwszy – związany z pobudzeniem zmielinizowanego systemu nerwu błędnego, drugi – układu przywspółczulnego, trzeci – niezmielinizowanego pierwotnego systemu nerwu błędnego. Z tymi systemami wiążą się specyficzne reakcje, mające nas w danej chwili chronić: z pierwszym – nawiązywanie relacji społecznych, z drugim – walka lub ucieczka, z trzecim – znieruchomienie. Im pewniej i bezpieczniej się czujemy, tym więcej mamy gotowości do zbliżania się, a im bardziej zagrożeni się czujemy, tym bardziej się wycofujemy, a te reakcje są zależne od tego, jak ocenimy poziom bezpieczeństwa w danej sytuacji.

Zatem wszyscy jesteśmy diagnostami. Diagnozujemy otaczający nas świat pod kątem poziomu bezpieczeństwa. Sprzyja temu diagnoza przynależności elementów tego świata do różnych kategorii – bo wtedy jest prościej, bardziej zrozumiale i w konsekwencji, bezpieczniej. Jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy zostali pozbawieni zdolności do kategoryzowania? Byłoby pogrążone w chaosie i nieznośne. Bylibyśmy pozbawieni rozumienia nas samych i otaczającej rzeczywistości, nie wiedzielibyśmy, do czego warto się zbliżać, a czego unikać, więc działalibyśmy przypadkowo, zmniejszając tym samym szanse na przetrwanie, utracilibyśmy też możliwość posiadania wspólnych z innymi ludźmi punktów odniesienia, zatem komunikowanie się byłoby niemożliwe. Jest więc zrozumiałe, że nasz komfort wzrasta, gdy jesteśmy otoczeni tym, co znane, przewidywalne – znajomi ludzie, znajome miejsca, znajome przedmioty (do tego stopnia cenimy to, co znane, że niejednokrotnie potrafimy znieść wiele niewygód, by tylko uniknąć nowego, nawet jeśli jest spora szansa, że to nowe będzie dla nas dobre). Czasem można wtedy rozumieć się bez słów. To wszystko sprawia, że oszczędzamy też naszą energię – kiedy poruszamy się w znajomym, przewidywalnym środowisku, nie musimy być tak czujni.  Dobrze wiemy, do czego warto się zbliżać, a czego unikać. Pomysł, by uporządkować swój świat, dokładnie pokategoryzować jego elementy, jasno stwierdzić, co jest dobre, co złe, co bezpieczne, a co groźne, co czego warto się zbliżać, a do czego nie, wydaje się kuszącym i potrzebnym rozwiązaniem.

Ale.

Zawiera ono w sobie pewną pułapkę. Kiedy jest tak bardzo znajomo i komfortowo, a kategorie, w które zamknęliśmy otaczający nas świat są jasne i proste to może być też… nie do końca „prawdziwie”. Szczególnie dotyczy to sytuacji, gdy mamy do czynienia ze zjawiskami złożonymi i zmiennymi. Zamknięcie ich w oddzielnych, stałych, jednoznacznych kategoriach jest niemal niemożliwe, a przynajmniej nie bez strat – bo przecież to wszystko, co potraktowaliśmy jako tło, może wiele w sobie skrywać.

Popatrz na obrazek wieloznaczny: jeśli uznasz, że jest na nim tylko kielich, stracisz szansę na dostrzeżenie dwóch profili twarzy. Potrzebujemy więc elastyczności w naszych diagnozach, refleksji nad nimi, renegocjowania ich i zmieniania tak, by były adekwatne do zmieniającej się rzeczywistości. Potrzebujemy też akceptacji dla tego, że przez różne okulary to samo zjawisko będzie wyglądało zupełnie inaczej, np. co innego w jabłku czy marchewce dostrzeże kucharz, a co innego ogrodnik czy biolog. Zatem to, jak interpretujemy zdarzenia mniej ma wspólnego z samymi zdarzeniami, niż z osobą, która interpretuje – jej wiedzą, doświadczeniem, oczekiwaniami. Im bardziej skomplikowane są zjawiska, które próbujemy kategoryzować, tym więcej elastyczności nam potrzeba i zgody na to, że prawd może być więcej, niż jedna – choć oczywiście kosztem może być niepokój, niepewność. Zysk jednak będzie taki, że unikniemy skostnienia, utknięcia w schematach i zatrzymania własnego rozwoju. Jeśli będziemy uparcie trwać przy jednym, niezmiennym opisie rzeczywistości mimo zmian zachodzących w tej rzeczywistości (a tego, że zajdą, możemy być pewni), to przegapimy te zmiany, pozbawimy się szansy na adaptację do nich i w końcu przestaniemy być skuteczni. Wyobraźmy sobie mamę nastolatka, która nadal traktuje go jakby miał lat 7, albo pracownika biurowego, który wykonuje swoją pracę z wykorzystaniem takich narzędzi, jak na początku lat 90. Od razu wiemy, że to nie mogłoby się udać. Utknięcie w zbyt sztywnych kategoriach jest więc nieadaptacyjne, nie służy nam, hamuje rozwój, a czasem nawet może na nas sprowadzić niebezpieczeństwo.

Potrzebujemy tego co stare, znane i wygodne, ujęte w odrębne kategorie, by czuć się bezpiecznie, ale potrzebujemy też tego co nowe, nieznane i niewygodne, wymykające się znanym nam diagnozom, by się rozwijać. „Im bardziej zbliżamy się do brzegu chaosu lub skostnienia, tym dalsi jesteśmy od zdrowia psychicznego. Im dłużej potrafimy utrzymać się z dala od nich obu, tym więcej czasu spędzamy w nucie dobrego samopoczucia. (…) Harmonia rodzi się z integracji. Chaos i skostnienie pojawiają się wtedy, gdy integracja zanika” – pisze D. Siegel.

Zapraszam Cię teraz do krótkiego ćwiczenia. Rozejrzyj się dookoła. Wybierz jakiś przedmiot, który dobrze znasz, być może widzisz go i używasz codziennie. Poparz na niego tak, jakbyś nie widział/widziała go nigdy wcześniej, zapomnij na chwilę o tym, jak można go „zdiagnozować” (np. długopis, komputer itd.). Zbadaj ten przedmiot, dowiedz się o nim jak najwięcej różnymi zmysłami. Jak wygląda? Jaki jest w dotyku? Jak pachnie? Jak smakuje? Zastanów się, do czego możesz go wykorzystać. A teraz wróć do tego, co wiedziałeś/wiedziałaś o tym przedmiocie przed tą krótką refleksją, pomyśl o tym, do czego służy Ci na co dzień. Czy dobrze spełnia swoją funkcję? Czy może nie do końca? Czy warto go zastąpić, użyć do czegoś innego, w inny sposób/? Czy może ma zostać tak, jak było dotychczas?

Jak to wszystko odnosi się do diagnozy w procesie psychoterapii? O tym w kolejnej części artykułu.

Katarzyna Rawska

Literatura:

„Głos wnętrza. Jak ciało uwalnia się od traumy i odzyskuje zdrowie” P. A. Levine
„Trauma i pamięć. Mózg i ciało w poszukiwaniu autentycznej przeszłości” P. A. Levine
„Diagnoza psychologiczna. Podejście ilościowe i jakościowe” W. J. Paluchowski
„Zintegrowany mózg. Zintegrowane dziecko” D. Siegel

Źródło zdjęcia: https://www.instagram.com/mrspaulinetta/
Źródło obrazka: „Podzielone ja” R.D. Laing