Istnieją trzy sposoby uśmierzania smutku. Można płakać, można milczeć, 
można też przemienić swój smutek w pieśń.
Abraham Joshua Heschel, teolog

Aby być zdrowym psychicznie, należy mieć równowagę między przystosowaniem się i nieprzystosowaniem do otoczenia. Przystosowanie się nie może nigdy wyrażać postawy pozornej czy bezkrytycznie uległej, ale rozumną i wybiórczą. Powinno ono być przystosowaniem do hierarchii wartości. Do ujemnych, nie rozwojowych warunków otoczenia nie powinny się przystosowywać. Takie właśnie nieprzystosowanie się jest nieprzystosowaniem pozytywnym.
Kazimierz Dąbrowski

Nie jesteś skończony, jesteś gotowy.
Elizabeth Gilbert, “Wielka magia”

To miało nawet jakieś uzasadnienie, ale nie pamiętam jakie. 
Nigdy nie pamięta się uzasadnień.
Alessandro Baricco, “Jedwab”

Nie ma dalszej drogi. Skończyły się drogowskazy i urwał się nagle przetarty szlak. To, co zostawiasz za sobą to świat pełen porządku, logiki i aprobaty tych, na których uznaniu niekoniecznie Ci zależy (lub już tak Ci nie zależy, by ich uznanie było ważniejsze niż życie życia po Twojemu). To świat, który znasz dobrze, ale do którego już nie przynależysz. Tam znane mylone jest z dobrym (a może nadal jest dobre, ale przecież już tak nie Twoje), a wygodne z doniosłym. Tam jest wszystko, o czym latami myślałeś/aś, że pragniesz: kontrola, racjonalność i świat-bez-niespodzianek (choć dość późno zrozumiałeś/aś, że to też przecież świat trochę martwy). 

Przed Tobą duże życie. Przerażające, nieodgadnione, niewygodne, nie do zmieszczenia w obecnym status quo. Przed Tobą nowe. Masz na tej trasie wyraźne znaki, ale pisane językiem, którego rozumienie celowo omijałeś latami. Masz swoje ciało, które mówi „nie wracaj”, „nie męcz mnie życiem, którego nie wybrałeś”. Masz uczucia, które przepełniają Cię całą i których – choć nie potrafisz nazwać – już w swoim życiu nie przeoczysz. Masz na tej ekscytującej i przerażającej trasie w nieznane również pojawiające się nagle i pozostające z Tobą na zawsze obrazy. Obrazy przyszłości, które przecież były z Tobą od kiedy pamiętasz, ale tak rzadko w nie spoglądałeś. Byłeś jak zaparowane okno, które teraz – pod wpływem ciekawości, odwagi i miłości – zaczyna pokazywać klarowny i wyostrzony obraz Twojej duszy. I ten obraz już Cię nie opuści, choćbyś cofnął się o tysiące kroków w Twoje znane i stare. Tam rysuje się świat najbardziej Twój z wszystkich możliwych, a równocześnie tak bardzo dziki dla wszystkiego, czego Cię nauczono.

Nie ma dalszej drogi, a Ty stale oglądasz się do tyłu. Pozwól sobie na to zerkanie w przeszłość i impas, który wydaje się trwać wiecznie. Daj sobie tyle czekania, by wypełniło Cię w każdym calu i obudziło każdy kawałek Twojego serca. Czytaj dawno przeczytane książki, pytaj nauczycieli, którzy nauczyli Cię dobrze żyć (choć żyć po staremu), zaglądaj do starych pamiętników i odwiedzaj świątynie, które Cię ukształtowały. Stary porządek nie ma co prawda wskazówek dla nowego (stare nakarmiło Cię do lotu, w którym przecież już nie będzie Ci towarzyszyć), ale jednak domaga się Twojej uwagi i wdzięczności. Idziesz w nowe, bo kiedyś przecież wszedłeś w coś, co pchnęło Cię właśnie tutaj. Uszanuj ten etap swojej podróży.

Łamigłówki nowego życia nie rozwiążesz jednak rozumem (bo tej łamigłówki tam tak naprawdę nie ma, jest życie proste i przerażająco jaskrawe). Nie wyliczysz algorytmu kolejnych kroków i nie stworzysz równania na brak pomyłek (i zarazem brak cierpienia). Nie zadziała „ogarnij się”, „w twoim wieku…”, „stracisz tyle, jeśli…”. Słowa przestaną w tym nowym życiu być nośnikami prawdy. Będą tylko zaproszeniami i pytaniami (nawet, gdy będą kategorycznie stwierdzać, grozić i szarpać Cię za rękaw i nawet, gdy usłyszysz ich wokół siebie nieuciszalny chór).

Będziesz może próbował/a unieważniać nowe lub je nieprzytomnie szturmować. To na dobrą sprawę potraktowanie nowego tak samo. Bez czucia. Bez bycia z nim. Nie bój się tego, że się boisz. I pozwól temu lękowi wskazywać wszystko, co dla Ciebie najważniejsze i najpiękniejsze. Niech lęk zarysuje zaczątek nowej mapy, to mapa Twojej nieustraszonej duszy. 

Pozwól sobie w obliczu nowego na wahanie i żegnanie. Bądź emanacją słowa P-O-W-O-L-I. Masz cały wszechświat czasu. Nie śpiesz się nigdzie, czekanie może być najpiękniejszym aktem odwagi. Nic nie musisz. Nie musisz nawet iść naprzód. Coś w Tobie chce po prostu, byś uznał, że jesteś czymś więcej niż to stare, które znasz. Doceń ten moment przełomu. I zrozum wszystkim tym, co chciałoby odwrotu, że ta szczelina już się nigdy nie zasklepi.

I oddychaj. Potrzebujesz oddechu, by móc wracać do swojego ciała, swojego najważniejszego domu. Do kącików oczu, które uśmiechają się do jasności w ciemności. Do splotu słonecznego, który ożywa, gdy idziesz w stronę życia (a nie bycia martwym), życia, na które tak długo czekałeś i przed którym tyle lat tak zawzięcie uciekałeś. Bądź z rytmem swojego ciała, zbliżaniem się i oddalaniem, ożywaniem i usypianiem. Nikt nie odczyta tych sygnałów za Ciebie. Tylko Ty zamieszkasz ten dziewiczy teren, jakim jest Twoje pełne i witalne życie.

Dzieje się wielka rzecz. Właśnie pisze się Twoim niespokojnym, nielogicznym, nie-do-uchwycenia życiem historia, do której kiedyś wrócisz ze spokojem. Historia o poznawaniu niepoznanego i zaufaniu temu, czego nie mogłeś/aś w żadnym stopniu skontrolować. Nie szukaj dobrego rozwiązania. Krocz milimetrami. Badaj grunt nowej ziemi stopami, a nie przekonaniami. Nie daj się temu procesowi pochłonąć, nie onieśmielaj się nim. “Doskonal się w czytaniu wiersza, którym jesteś”*. Bądź swoim własnym światłem. 

Mówię teraz dzień dobry Twojej witalności. I życiu, którym zainspirujesz innych do odwagi (lub siebie samego do najważniejszej odwagi mówienia do samego siebie prawdą o sobie). Do zobaczenia właśnie TAM.

Sabina Sadecka

*Aniu, dziękuję za ten piękny cytat z londyńskiej gazety <3.

** Dla mnie ten tekst to również (między wieloma innymi jego funkcjami) sposób na to, by przekazać Wam idee ACT-owe, ale nie w sposób teoretyczny, poradnikowy. W tym tekście poruszyłam kluczowe dla ACT-u obszary takie, jak: wartości (augmenting!),  defuzja, ja jako kontekst… i na dobrą sprawę ten tekst to dla mnie hymn na cześć terapii akceptacji i zaangażowania. Ale mam nadzieję, że i bez wiedzy o tym nurcie terapii możecie z tego tekstu skorzystać.