Zanim zaczniesz czytać, zatrzymaj się i sprawdź:
Czy czujesz teraz swój oddech?”

Otworzyłam paczkę i wzięłam do ręki dość bogatą w liczbę kartek książkę ”Praktyka terapii gestalt. Teoria i doświadczanie”. Przesunęłam dłońmi po okładce, badając opuszkami palców subtelną wypukłość liter tytułowych. Przewertowałam środek, zanurzając nos pomiędzy strony i wciągając powietrze. Lubię odbierać świat wszystkimi zmysłami. Przeskanowałam wzrokiem kolejne rozdziały i ,szczerze przyznam, że pomyślałam sobie: “No dobrze, kolejna książka o tym, co już wiele razy przeczytałam, słyszałam w szkole”. Jedyne, co mi nie do końca pasowało, to to, dlaczego coś, co w innych książkach zawarte jest na jednej czwartej objętości stron, tutaj zajmuje tyle papieru? Zaparzyłam ulubionego rooibosa z pistacjami, przyniosłam czarkę. Usiadłam pod kocem i pomyślałam wyzywająco: “No dobrze Gro i Åshild, powiedzcie mi, co chcecie mi jeszcze przekazać. Zaczynam czytać, a one do mnie mówią…

Poczekajcie. Piszą o psychoterapii gestalt z małej litery! Autorki świadomie wybrały taką formę i się jej trzymają. Uśmiecham się do nich z błyskiem w oku. Podoba mi się to. Nie wiem dlaczego tak wybrały, ale od razu czuję głęboką spójność, kiedy myślę o korzeniach gestaltu, w których znajdziemy buddyzm zen, a także anarchizm.

Trudno mi opisać bogactwo tej książki, długo zastanawiałam się, w jaki sposób złapać to, co zawarły w niej Gro i Åshild. Obejmuje ona obszerne omówienie teoretycznych podstaw psychoterapii gestalt wraz z bogatym rysem historycznym, w którym znajdziemy takie nazwiska jak Pearls, Goodman, Lewin, Stein, Buber, Roubal itd. Odnajdziemy tu słynne eksperymenty np. te z krzesłami, choć nie stanowią już one tak istotnej części opowieści. Autorki wyjaśniają teorię pola, funkcje kontaktu, rozrysowują przed nami modele procesów i opisują formy kontaktu… czuję blokadę. Gapię się w tekst i czuję jak płytko oddycham, jestem świadoma napięcia w ramionach i szczęce oraz guli w gardle, odwracam głowę i w lustrze widzę jak marszczę czoło. Gapię się. Przecież to bez sensu, nie napiszę tej recenzji. Musiałabym opisać to wszystko, co ważne, a wszystko przecież takie jest i jeszcze te bogate przykłady z praktyki klinicznej! Musiałabym streścić całą książkę!

A ty, osobo czytająca te słowa?
“Czy czujesz, co się dzieje teraz w twoim ciele?”

Czujesz w związku z moją trudnością jakieś emocje?
Pojawiają się jakieś myśli?


Proszę, nie uciekaj. Zacznijmy raz jeszcze (biorę głęboki wdech). Mam na imię Agata i przeglądam się w tej książce jako adeptka tej szkoły psychoterapii. Kiedy wybierałam szkołę, przyciągnęło mnie to, że włącza ciało w proces terapeutyczny, a od zawsze czuję we własnym ciele, w jaki sposób wszystko jest połączone – nie potrzebowałam do tego badań naukowych, chociaż dziś jest ich już całkiem sporo – i jak stres odkłada mi się w barkach i plecach, w jaki sposób stoję, gdy się smucę lub wstydzę, a jakie emocje i myśli wpływają na to, że jestem w świecie inaczej np. wyprostowana i z poczuciem przestrzeni w klatce piersiowej. Ciało to ja, poprzez ciało doświadczam świata, wszystkimi zmysłami. Gestalt nie oddzielił głowy od ciała, poczułam, że mi do niego blisko.

Na początku czytałam całkiem sporo tekstów teoretycznych, jedne były bardziej zrozumiałe, inne bardziej filozoficzne, naukowe i używające tych wszystkich trudnych słów dla uprzykrzenia życia studentom – szczególnie czytane w języku obcym. Czytałam też Fritza i pamiętam moją reakcję, że chciałabym mu przyłożyć patelnią za coś, co napisał. Już nie pamiętam za co, ale na pewno zasłużył! Przeczytacie o nim również w tej książce, o słynnej chyba już plotce (prawdziwej), że Fritz sypiał ze swoimi klientkami (nie on jeden w tamtych czasach i nie tylko w tym nurcie), a podczas swoich pokazów-cyrków był konfrontacyjny. Na filmach pokazowych z późniejszych lat życia demonstrował terapię w sposób uproszczony i populistyczny. Pod koniec życia twierdził, że najważniejsze jest myślenie o sobie i własnych potrzebach, co stało w ostrej sprzeczności z jego wcześniejszymi teoriami, takimi jak ta, że człowiek wzrasta i rozwija się w relacji z innymi. Tak tak, jeśli was denerwuje sposób w jaki się zachowywał, to wiedzcie, że mnie też. Jednak w tej książce przeczytacie też o jego wcześniejszych teoriach, kiedy np. twierdził, że jesteśmy istotami społecznymi, co oznacza, że będą wydarzać się sytuacje, kiedy będziemy musiały odroczyć zaspokojenie własnych potrzeb, ze względu na potrzeby innych osób. Podkreślał znaczenie samoregulacji w polu relacyjnym współtworzonym z innymi. Możecie nie wiedzieć, jeśli jesteście specjalistkami_tami innych nurtów, że Pearls był psychiatrą i neurologiem, a swoją drogę psychoterapeutyczną rozpoczął od psychoanalizy. I to właśnie w kontrze do zdystansowanej relacji terapeutycznej w tym nurcie, dążył sam i w terapii gestalt do “prawdziwego, żywego kontaktu w relacji pomiędzy psychoterapeutą a klientem tu i teraz”. I choć często czuję złość na niego, to czuję dziś, że tak samo jak ja, jest przecież człowiekiem. Twórcy i twórczynie, specjalistki i specjaliści zdrowia psychicznego nie są robotami czy nadistotami. Jesteśmy ludźmi i zmieniamy się, wybieramy różnie i nie ze wszystkimi się spotkamy w żywym, ucieleśnionym kontakcie oraz akceptacji. Potrzebowałam chwili żeby tu dotrzeć. A to dzięki niemu i jego żonie, ale też dzięki kolejnym pokoleniom osób pracujących w tym nurcie, dziś mogę uczyć się tego podejścia. Gestalt nie równa się Fritz, to nie jest matematyka. Wyznam wam jednak, że bliżej mi do Laury (żony Fritza), która jest często niedoceniana w tej historii. To do jej drzwi bym zapukała, gdybym miała wybierać psychoterapeutkę_tę do własnej terapii. To z jej podejściem do pracy rezonuję. Jej wkład w terapię to między innymi właśnie zwracanie uwagi na znaczenie ruchów ciała, gestów i oddechu. Po śmierci męża kontynuowała swoją pracę, Krytykowała go za to, w jaki sposób w ostatnich latach życia wykorzystywał techniki w swoich pokazach, a także jego konfrontacyjną postawę. Uśmiecham się do niej i przybijam piątkę. Sama pozostała blisko pierwotnych teorii dotyczących pola, organizmu w jego środowisku, twórczego przystosowania i kontaktu. Została przy egzystencjalnym, doświadczalnym, eksperymentalnym gestalcie. Pracowała ze świadomością ciała: oddechem, postawą, koordynacją, ciągłością i płynnością ruchu, gestami, mimiką, głosem i językiem. Jest wam to trochę znane? Dziś coraz więcej nurtów mówi o pracy z ciałem, a Laurze było to bliskie już dawno temu. I to sprawia, że chętnie usiadłabym w fotelu naprzeciw niej.

To był spory akapit, zatrzymaj się proszę, weź łyk herbaty i sprawdź:

“Jak siedzisz na krześle?
Czy czujesz siedzenie pod sobą? Czy czujesz oparcie?”

Wiele razy w ostatnich latach uśmiechałam się, gdy znajome osoby opowiadały mi o nowych podejściach włączające ciało, mówiąc o różnych ćwiczeniach, czy o tym w jaki sposób uczą się teraz zwracać uwagę na posturę, znaczeniu mikroruchów, gestów itd. podczas prowadzenia terapii. Mówiłam: “znam to, robimy to w gestalcie”.

Rys historyczny, o którym wspomniałam, jawi mi się jak spotkanie, rozmowa między i jednocześnie z wcześniejszymi pokoleniami gestaltystek i gestaltystów, i jest bardzo ważna w zrozumieniu tego, dlaczego dziś jest np. tak mało badań naukowych, jeśli chodzi o skuteczność tej metody. To często wysuwany zarzut. A znajdziemy w historii taki jej kawałek, kiedy terapia gestalt wywarła duży wpływ społeczno-kulturowy ze względu na swoje anarchistyczne korzenie i sceptycyzm wobec biurokracji. Wielu z pierwszych współtwórców terapii gestalt, takich jak Martin Buber, Franz Koffka, Jan Smuts, Paul Goodman, było zaangażowanych w ruch anarchistyczny. Ten sceptycyzm doprowadził do napięć między praktykami gestalt a reprezentantami uznanych nurtów w medycynie i środowisku akademickim. Powstało jednak wrażenie, że nurt ten jest antyakademicki, antyintelektualny i antyestablishmentowy. Dodatkowo w powiązaniu z przekazem ustnym, który prowadził Pearls ciężko było o jakiekolwiek dokumenty oraz jednolite standardy. Brak pisemnej dokumentacji musiał mieć konsekwencje dla wizerunku tej formy terapii. Dopiero w ostatnich dziesięcioleciach, czyli całkiem niedawno, nowe pokolenie terapeutów zrewidowało teorię gestalt. Powstanie krajowych i międzynarodowych organizacji członkowskich (np. EAGT) sprawiło, że terapia gestalt nabrała bardziej akademickiego charakteru, ze wspólnymi kryteriami nauczania oraz naciskiem na superwizję, etykę i ustawiczne kształcenie terapeutów. Badania naukowe nie cieszyły się długo popularnością wśród terapeutów. Byli oni bardziej chętni do praktyki klinicznej i to do niej podchodzili z większym entuzjazmem – z mojej perspektywy nie jest to zaskakujące. To dlatego historia badań nad psychoterapią gestalt jest dość młoda, pojawiają się jednak książki oraz publikacje artykułów naukowych w takich recenzowanych czasopismach jak “Gestalt Journal”, “British Gestalt Journal i “Gestalt Review” i innych.

Sprawdź ponownie:
“Czy czujesz teraz swój oddech?”
Dokąd prowadzi? Gdzie się kończy?

Dzisiejszy paradygmat mówi, że ważniejsze niż techniki, na które kładł nacisk Fritz są dialogowanie, eksperymentowanie i tworzenie. Kładzie się nacisk na świadomą uważność, dzięki której terapeuci_tki mogą reagować i proponować zmiany w przestrzeni tu i teraz, które według nich mogą sprzyjać procesowi osoby klienckiej. Słynne już chyba, gestaltowe “tu i teraz”, które dzisiaj pojawia się we wszystkich znanych mi obszarach, nawiązuje do buddyzmu zen – z tej szkoły myślenia w gestalcie znajdziemy wprowadzone przez Fritza jeszcze inne obszary. Poza “świadomością w chwili obecnej” Pearls wprowadził teorię “paradoksu zmiany” i zmianę wyrażenia “powinienem” na “zamierzam”, co miało korespondować z niemoralizującą postawą w stosunku do siebie i innych w buddyzmie zen, która widoczna jest również w równej, otwartej relacji terapeutycznej w tym nurcie.

Jeśli zdecydujesz się sięgnąć po tę książkę dowiesz się nie tylko z czego składa się teoria, czy jak może wyglądać praktyka w psychoterapii gestalt. Przeczytasz żywe przykłady z sesji terapeutek, aby łatwiej było Ci gestalt zrozumieć, doświadczyć może nawet na sobie, jeśli historie okażą się tobie bliskie. Bardzo doceniam sposób, w jaki autorki przedstawiają teoretyczne podstawy psychoterapii gestalt. Dzięki temu mogę usystematyzować i jeszcze bardziej pogłębić swoje zrozumienie różnych jej elementów. Podoba mi się język jakim się posługują, a mianowicie jest na tyle naukowy, na ile tego teoria potrzebuje, i na tyle codzienny, żeby nie trzeba było się męczyć czytając, jeśli się w terminologii trudniejszej nie odnajdujemy. Dzięki temu książka staje się również pozycją dla wszystkich, którzy_re chcieliby sprawdzić w jednym miejscu, o co tu właściwie chodzi.

Polecam tę pozycję nie tylko psychoterapeutk_om gestalt, ale wszystkim tym, które i którzy nadal żyją fantazją, że jest to szamanizm, czy sekta. Tak, wyszukiwanie w google podpowiedziało mi sektę! Szczególnie dzisiaj, kiedy w Polsce osoby pracujące w obszarze zdrowia psychicznego spierają się podczas prac nad ustawą o zawodzie psychoterapeuty i umniejszają jedni drugim, niewiele wiedząc o sobie nawzajem, potrzebujemy książek, ale też wzajemnej otwartości, zaciekawiania się sobą nawzajem i naszą pracą, naszymi podejściami. Dlaczego osoby, które w etykę swojego zawodu mają wpisaną otwartość na drugiego człowieka, zostawianie swoich poglądów i przekonań, ram poznawczych za drzwiami, nie mogą tego samego zrobić, widząc ten konflikt? Mam osobiste doświadczenie z koleżankami i kolegami reprezentujących różne nurty psychoterapii, że możemy czerpać wiele od siebie nawzajem, z bogatych rozmów, dzielenia się wiedzą i doświadczeniem. Wszyscy_tkie chcemy pomagać ludziom i widzimy nasze osoby klienckie/pacjenckie całkiem podobnie – jako osoby, które przychodzą do nas, podzielić się swoimi najtrudniejszymi historiami, swoimi troskami, ale też wzruszeniami, radościami.

Tego nam życzę, osobom pracującym z innymi osobami. Nie zapominajmy, że możemy zaciekawiać się innymi nurtami, tak pięknie się różniąc, tak pięknie się inspirując. Świat, dzięki wielości podejść może tylko zyskać, bo każda osoba znajdzie sobie to, co jej najbliższe. A ta książka może być całkiem piękną mapą po psychoterapii gestalt.


Z czułością i wdzięcznością,
z lekko zmęczonymi oczami od komputera.

Dziękuję, że wytrwałaś, osobo, do końca.

Idę odpocząć od ekranu i napić się herbaty.
Czuję wyschnięte lekko gardło.

Agata “Oleynova” Olejniuk

Agata Oleynova Olejniuk: aktywistyka praw człowieka, badaczka wypalenia aktywistycznego. Od 15 lat zajmująca się wsparciem osób doświadczających wykluczenia i przemocy. Od 8 lat edukuje się w obszarze m.in. terapii traumy, psychologii, terapii ACT. Pracuje w gabinecie, wspierając osoby w nurcie psychoterapii gestalt, pozostając nadal w szkoleniu. 

P.S. To była długa recenzja, sprawdź, czego potrzebuje teraz twoje ciało. Może rozciągnięcia? Spaceru? Wody? Toalety? Zeskanuj je. Oddychaj… nosem, do dolnych żeber. Obserwuj. Bądź świadoma i sięgnij po to, czego teraz potrzebujesz. Zaopiekuj się sobą.

Gro Skotten i Åshild Kruger, Praktyka terapii gestalt. Teoria i doświadczanie, przekład: Dorota Przygucka, OZO Oficyna Związek Otwarty