Trzymam twarz w obu dłoniach.
Nie, nie płaczę.
Trzymam twarz w obu dłoniach,
aby ogrzać samotność –
moje dłonie chronią,
moje dłonie karmią,
moje dłonie zatrzymują
duszę, aby nie opuściła mnie
w gniewie.
Thich Nhat Hanh „Gniew”

 

Przez lata mojej pracy zawodowej (i życia) obserwowałam wielu starych ludzi doświadczających cierpienia. Myślę teraz szczególnie o cierpieniu zbliżającego się końca życia, i o cierpieniu samotności. Można by to cierpienie nazwać cierpieniem starości, ale przecież w starości jest również miejsce na wiele doświadczeń, które cierpieniem nie są. To pewnie jakoś ważne tu, że cierpienie przyjmuję za naturalną część każdego życia. Za wyraz szacunku, a czasem za świadectwo miłości dla ważnych rzeczy, które utraciliśmy, zgubiliśmy, z którymi straciliśmy łączność, które zostały nam zabrane.

Mogłabym teraz opisać różne rodzaje samotności ludzi doświadczających starości, ale myślę, że dobrze je znacie. Bardzo jednak chciałabym Wam opowiedzieć o tym jednym bezradnym, cichym i niepotrzebnym cierpieniu, które nazwałam cierpieniem niezauważonym. (I śmiało, odłóżcie na bok kontekst starości, jeśli potrzebujecie w tej chwili innego, może wam bliższego).

Przyszło mi niedawno do głowy, że decyzja zauważenia czegoś niesie ze sobą intencję nadania temu wagi, ważności. To, co zauważam, staje się widoczne. Jest przede mną. Niezauważone pozostaje nieobecne. O niezauważonym nie można mówić. Niezauważonego się nie doświadcza (lub próbuje nie doświadczać). Niezauważone jest nieważne.

(Pięknie mówi o tym Analiza Transakcyjna ze swoimi „głaskami”, czy „znakami rozpoznania”).

Widzę więc przed sobą te wszystkie bezbronne twarze starych kobiet i mężczyzn, którzy na różne sposoby proszą o to jedno sankcjonujące: „widzę cię”, „istniejesz”, „twój ból utraty jest prawdziwy”, „twój strach jest prawdziwy”, „twoja trudność w stawianiu kroków jest prawdziwa”, „twój niepokój o pęcherz jest prawdziwy”, „twoja tęsknota wdowy jest prawdziwa”, „twój strach przed śmiercią jest prawdziwy”, „twoje osamotnienie jest prawdziwe”, „twoje marzenie o tym, żeby ktoś cię dotknął, przytulił jest prawdziwe”, „twoje zdumienie ciałem nienadążającym za duchem jest prawdziwe”.  Zauważone cierpienie odzyskuje oddech, przestrzeń na siebie, zgodę, prawo do bycia. Niezauważone cierpienie, takie, którego z różnych powodów nie możemy/nie chcemy/nie wiemy jak doświadczyć, jak mawiają terapeuci ACT (terapii akceptacji i zaangażowania), jest brudne (mokre, ciężkie, ciasne).

A potem jeszcze przypomniała mi się opowieść o imperatorze, który nie był zadowolony z istniejących na świecie systemów religijnych, a że miał w sobie i cierpliwość i ciekawość, postanowił poszukać, popytać, posłuchać mądrzejszych od siebie i znaleźć takie zasady życia, z którymi mógłby żyć w zgodzie. Imperator trochę więc poszukał, trochę popytał, trochę posłuchał i znalazł w końcu wystarczające odpowiedzi na trzy najważniejsze w życiu pytania. Na pierwsze pytanie: Kiedy jest najważniejszy moment życia, znalazł odpowiedź: ta chwila, która jest teraz. Na pytanie: Co jest najważniejsze w życiu, usłyszał: to, co masz przed sobą. Na trzecie pytanie: Co jest najważniejszego do zrobienia w życiu, przyszła odpowiedź: Zatroszczyć się o to, co masz w tej chwili przed sobą.  

Być może więc jest tak, że to właśnie zauważenie i nadania wagi jest najcenniejszym, co każdy i każda z nas może podarować cierpieniu: temu, które jest w nas, i temu, które jest w nich. Nie różnimy się od innych tak bardzo jak nam się to czasami wydaje. I tak sobie myślę, że jak w tym pięknym wierszu Thicha Nhata Hanha potrafimy ogrzewać różne nasze życiowe samotności. Być może jest też tak, że żeby móc zauważyć (i ogrzać) cudze, trzeba nam najpierw mieć zgodę na zauważenie (i ogrzanie) własnego. To cierpienie, które nosisz w sercu jest. Nie musisz niczego więcej z nim teraz robić. Nie potrzeba mu rozwiązania. Cierpienie potrzebuje wiedzieć, że je widzisz. Że jest ważne. To cierpienie, które nosi w sercu osoba stojąca przed tobą jest. Nie musisz nic więcej z nim teraz robić. Nie potrzeba mu rozwiązania. Cierpienie potrzebuje wiedzieć, że je widzisz.

Że jest ważne.

Z pięknego filmu „Lady bird” wzięłam sobie do życia zdanie: „Isn’t love the same as attention”? (Czy miłość nie jest tym samym, co uwaga?)

Nic prostszego pod słońcem.
Nic trudniejszego pod słońcem.

Maria Sitarska

FreshMail.pl