W ogóle nie mam motywacji do pracy – powiedziała do mnie znajoma, która nota bene pracuje bardzo dużo. – To jak Ty to robisz, że ciągle pracujesz, skąd bierzesz energię na to? – zapytałam i postanowiłam w tym miesiącu założyć, że ktoś taki jak ona mógłby chcieć rozpocząć proces coachingowy. Jak można w jego ramach pomóc klientowi rozpoznać to, dzięki czemu pracuje, umożliwić autorefleksję na temat jego wewnętrznej definicji motywacji i satysfakcji, wspólnie przyjrzeć się pułapkom, w które się wikła? O tym jest ten – nie roszczący sobie praw do wyczerpania tematu – wpis. Wyobraźmy sobie, że na spotkanie z coachem przychodzi taka klientka, jak moja znajoma. Z dużym prawdopodobieństwem powie, że ma już dość pracy po godzinach, nieprzespanych nocy, zarwanych wakacji i chce w swoim życiu zawodowym wszystko zmienić.

Na pewno słyszeliście historie o ludziach, którzy pewnego dnia postanawiają rzucić pracę w korporacji i wyjechać na wieś, by prowadzić odtąd spokojne życie. Mam wrażenie, że ostatnio w różnych czasopismach oraz poradnikach czytam same historie oparte na idei takiej radykalnej przemiany. Nie twierdzę, że scenariusz ten z góry można spisać na straty, proponuję jednak przyjrzeć się jemu podejrzliwie. Czy nie jest przypadkiem tak, że różne „rozwojowe” narracje przedstawiają nam dwie opcje: samorealizacja/dotychczasowa praca z oczywistym znakiem dodatnim po stronie tej pierwszej? Zachęcałabym do szukania własnej drogi gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami albo – jeszcze lepiej – przenicowanie tej opozycji.

Zaryzykowałbym tezę, że wiele osób, które przez paręnaście lat żyło w kieracie zawodowego życia podejmuje decyzję o zmianie nie tylko dlatego, że obrali złą, niezgodną z ich preferencjami i talentami, zawodową ścieżkę, a dlatego, że wyczerpali swą energię, nie odpoczywali, nie dbali o równowagę między pracą a domem. Poza tym dla kogoś, kto dostarczał sobie stale i przez długi czas wielu różnorodnych i mocnych bodźców widok i zapach Bieszczad wcale może nie być zbawienny. Ludzie różnią się od siebie potrzebą ilości tych bodźców, tak zwaną potrzebą stymulacji, i może to być jedna z pierwszych kwestii do rozważenia podczas coachingu. Zanim bowiem rzucimy pracę, warto, byśmy dowiedzieli się, czego naprawdę potrzebujemy i w jakich okolicznościach funkcjonujemy najlepiej. Zdobyta na ten temat wiedza potrafi zmienić życie, zmiana ta niekoniecznie jednak polegać będzie na wyjeździe czy przekwalifikowaniu się.

Czemu warto się przyjrzeć? Po pierwsze, temperamentowi. Czy moja praca odpowiada moim osobowościowym preferencjom? Na pewno znacie osoby, którym frajdę sprawia samotna praca polegająca na powtarzalnych czynnościach i takie, które uwielbiają kontakt z ludźmi i bez niego usychają. Takie, które wolą, gdy ktoś im powie, co robić i takie, które wolą same planować swój dzień pracy. Istnieje sporo narzędzi, które pomagają ustalić, jakie zajęcie będzie dla nas odpowiednie. Po drugie warto zastanowić się, co daje nam satysfakcję, jakie wartości są dla nas ważne i na ile praca zawodowa pozwala je nam realizować. Po trzecie zidentyfikować swoje zasoby, „mocne strony” oraz przyjrzeć się, w jakim stopniu je wykorzystujemy i czy potrafimy się z nich cieszyć. Po czwarte wreszcie, czy potrafimy odpoczywać, regenerować się i w jakie pułapki związane z pracą się wikłamy.

Opowiem na koniec o jednej. Moja znajoma, załóżmy, że ma na imię Michalina, mówi, że nie ma motywacji do pracy, a pracuje bardzo dużo. Paradoks? Niekoniecznie. Jest pewnie kilka rozwiązań tej zagadki. Ja chciałabym na koniec przedstawić jedno z nich. Michalina pracuje nie dlatego, by zaspokajać swoje potrzeby, ale tak podpowiada jej driver. W nurcie Analizy Transakcyjnej drivery są to przesłania typu musisz, bądź, powinieneś, które popychają nas do określonych działań. Tabi Kahler wyróżnił pięć takich przesłań: „bądź doskonały”, „bądź silny”, „staraj się”, „sprawiaj przyjemność” i „spiesz się”. Pochodzą one z wczesnego dzieciństwa i pozwalają nam zachować warunkowe poczucie bycia w porządku.

Zazwyczaj ludzie mają jeden dominujący nakaz, każdy z nich potencjalnie może wprowadzić zamęt w kwestię samorealizacji i satysfakcji. Osoby działające pod wpływem pierwszego z nich nie znoszą najmniejszych uchybień. Jeśli coś idzie niezgodnie z planem, czują się źle. Nakaz „bądź silny” każe ich wykonawcom wytrzymywać najtrudniejsze sytuacje, mają oni trudności w korzystaniu z pomocy innych, są krytyczni wobec siebie i bliskich. „Staraj się” popycha do wkładania ogromnego wysiłku w entuzjastyczne wykonywanie zadań, nawet gdy brakuje sił, czy wykonywania wielu czynności naraz. Driver „sprawiaj przyjemność” wymaga od jego posiadaczy przedkładania potrzeb innych nad swoje, unikania konfliktów, niewyrażania swoich opinii, a „śpiesz się” nie pozwala adekwatnie ocenić, ile czasu wymaga dana czynność, wzmaga niecierpliwość. Wszystkie wymienione scenariusze nie pozwalają ich realizatorom i realizatorkom zająć się sobą. Tymczasem jest to konieczne, by mieć motywację i czerpać satysfakcję.

Proces coachingowy umożliwia identyfikację wymienionych wyżej czterech obszarów, stworzenie własnych definicji takich słów jak samorealizacja, satysfakcja, motywacja i siatki powiązań między nimi, a także stworzenie planu akcji, wypracowanie działań, które pomogą odzyskać wewnętrzną równowagę. Dla każdego będzie ona czymś innym.

Autorką artykułu jest Joanna Krajewska, coach w centrum psychologiczno-coachingowym inspeerio w Poznaniu.