Książki o naszych rodzicach są najczęściej książkami o poczuciu łączności. Lub jej braku. Podobnie z książkami o rodzicielstwie. Odmieniają poczucie przynależności i poczucie oddania innym przez wszystkie przypadki. Lub opowiadają o tym, jak bardzo poczucia łączności, przynależności, oddania nie doświadczamy.

Skoro zaś [jak mówi jedno z moich ukochanych stwierdzeń] “jesteśmy sumą relacji, których doświadczyliśmy”, pisanie o relacji ze swoim rodzicem/dzieckiem jest po części pisaniem o sobie. Podobnie jest z czytaniem. Zawsze, gdy czytam o matkach/ojcach, czuję, że czytam o sobie. I o tym, czego w relacji rodzic-dziecko nie dostałam. A czego dostałam aż nadto.

Dziś chciałabym podzielić się z Wami dwiema książkami, które obudziły we mnie myślenie o sobie poprzez relacje. I to te najważniejsze – z rodzicami.

  • Książka dla nastolatków “Rok szczura” Clare Furniss

Pearl, daj spokój. Jedną z zalet bycia nieżywym jest to,
że nie musisz niczego narzucać
[…]

Małe dzieci płaczą, Pearl – ucina tata. – Nic jej nie jest.
Po prostu wszystko jest dla niej nowe. Pewnie się boi.
Chcę powiedzieć, że dla mnie też wszystko jest nowe.
I też się boję.

“Rok szczura” to opowieść o piętnastolatce, Pearl, której mama nagle umiera. I choć wydawałoby się, że taka książka może być tylko opowieścią o pożegnaniu, “Rok szczura” to piękna opowieść o narodzinach. Tych najważniejszych w życiu, w których docieramy do tego, kim tak naprawdę jesteśmy, czego [tylko i aż] w tym życiu potrzebujemy i co możemy innym z siebie dać. O tym, jak bardzo potrzebujemy naszych mam – nawet nieobecnych [choć mama Pearl, mimo śmierci tak całkiem nieobecna nie jest] – by dojrzeć i otworzyć się na innych. O tym, że rodzic nie musi być idealny, ba! rzadko bywa [mama Pearl jest leniwa, bałagani, rozmija się z prawdą, flirtuje z nauczycielem swojej córki], by wesprzeć nas we własnym wzrastaniu. “Rok szczura” to też wyjątkowy obraz ojcostwa, i to uwaga – nie ojcostwa biologicznego [ojciec Pearl jest tak naprawdę jej ojczymem]. “Rok szczura” to również przyglądanie się emocjom nastolatki, która postanawia odwiedzić swojego biologicznego ojca. Nade wszystko jednak powieść Clare Furniss to powieść o kryzysie, z którego wychodzimy wzmocnieni, jeśli tylko pozwolimy sobie doświadczyć bólu i ośmielimy się poczuć nadzieję.

Przeczytajcie tę książkę, jeśli straciliście mamę. Niezależnie od tego, ile mieliście lat, gdy Wasza mama umarła. Przeczytajcie ją też, jeśli Wasza mama żyje. Przeczytajcie, jeśli same jesteście mamami. I ojcami/ojczymami. Przeczytajcie, jeśli jesteście rodziną adopcyjną/zastępczą, jeśli tworzycie rodzinny patchwork. Sprezentujcie ją dziecku, które straciło rodzica. Sprezentujcie sobie, niezależnie od okoliczności.

P.S. Jeśli trafiliście na ten post, gdyż chcecie wesprzeć dziecko-nastolatka, które doświadczyło śmierci rodzica, koniecznie zajrzyjcie do tych dwóch postów mojego autorstwa.

Clare Furniss [2016], Rok Szczura. Warszawa: Wydawnictwo Dwie Siostry.
Książkę kupisz tutaj.

  1. “Oby cię matka urodziła” Vedrany Rudan

Dlaczego nie pozbyć się nieżyjącego ojca, który
mnie tylko zbyt mocno kochał?
fragment książki

Dlaczego bóle “fantomowe” nazywają się “fantomowe” –
jeśli kobietę naprawdę boli, co “fantomowego” jest w bólu,
który rozszarpuje ci nerwy?
j.w.

Podobno relacja matki i córki to jedna z najtrudniejszych relacji, jakie istnieją. Zdarzyło mi się napisać o tym w tym artykule.

Ta relacja zapętla się jednak o wiele bardziej, gdy dorastamy w rodzinie przemocowej, używającej dzieci jak przedmioty. Jest jeszcze trudniej te relacje w dorosłym życiu rozsupłać, gdy mama jest stroną bierną, nie chroni dzieci [córek] przed nadużywającym ojcem, dziadkiem, babcią, nauczycielem/nauczycielką. Nie jest wcale przyjemnie czytać książki o tym właśnie. Myślę, że wiedzą, o czym piszę ci, którzy sięgnęli po książkę “Kato-tata” zrecenzowaną przez psycholożkę Kasię Rawską. Czasami ludzie pytają mnie, po co w ogóle zaprzątać sobie takimi trudnymi sprawami głowę? Tyle jest pogodnych lektur, w których można się przejrzeć. Ja jednak od zawsze wzrastam i przyglądam się sobie poprzez książki o cierpieniu. Z czasów licealnych pamiętam ogromny wpływ, jaki wywarła na mnie lektura “Na wschód od Edenu”, i jeszcze jednej – o wiele ważniejszej “Kobiety z wydm”. Gdzieś po drodze wstrząsająca “Oskarżona Wiera Gran” i całkiem niedawno, wcale niezamykające listy przeczytanych przeze mnie lektur pełnych ran – “Małe życie”. I tak: “Oby cię matka urodziła” dołącza do tej kolejki. To książka o bólu psychicznym i fizycznym. O bólu, którego się nie dostrzega – w sobie samych i w innych. O tym, że pewnych przepaści [w relacjach] zasypać się nie da. Nawet przy wsparciu, przy najlepszych intencjach, przy najdroższych instytucjach. Przeczytajcie, nie odwracajcie wzroku. Może właśnie po to, by później skierować go na jasne strony egzystencji.

Vedrana Rudan, Oby cię matka urodziła. Drzewo Babel

Książkę kupisz tutaj.