“Nocna podróż po morzu” to podróż w te części nas samych, które zostały oddzielone, którym zaprzeczamy, których nie znamy, nie chcemy, które odrzuciliśmy i wygnaliśmy do rozmaitych podziemnych światów świadomości
Stephen Cope
Bessel van der Kolk „Strach ucieleśniony”

Potrzebujesz (…) kogoś, kto będzie strażnikiem twojej pełni
jw

Jeśli problemem PTSD jest dysocjacja, celem terapii powinna być asocjacja: włączenie odciętych elementów traumy w toczącą się narrację życia, tak, żeby mózg umiał rozpoznać, że >to było wtedy, a teraz jest teraz<

Gdy odpuszczam to, kim jestem,
Staję się tym, kim mogę być

Laozi
Lisa M. Shulman „Mózg w żałobie”

Bywam zawiedziona sobą. Bywam przepełniona dumą. Bywam wściekła. Bywam rozżalona. Bywam łagodna i troskliwa. Bywam oddana innym. Bywam egoistyczna. I skupiona na sobie. Bywam opiekuńcza. Ale bywam i zaopiekowana przez kogoś. Bywam rozentuzjazmowana. I pozbawiona nadziei. Bywam kucharką. Księgową. Bywam ekspertem. Bywam laikiem. Nie wiem. Wiem. Bywa, że mam dokładny plan. A bywa, że nie mam pojęcia, co dalej. Bywam kreatywna. Ale i kompletnie pozbawiona inwencji twórczej. Bywam pracowita. I leniwa. Bywam amatorką jazdy na rowerze. Bywa, że się boję. Bywa też, że przepełnia mnie odwaga (czasem dzieje się to jednocześnie). Bywam szybka, i wolna. Silna, i słaba. Bywa, że słyszę swoje emocje. Bywa, że słyszę potrzeby ciała. Ale bywa też, że słyszę wyłącznie własne myśli. A każda z tych opowieści może nieść przecież zupełnie różne znaczenia. Bywam na niektóre z tych opowieści głucha, a na inne wyczulona.

To wszystko o mnie. To i wiele, wiele więcej. (Czasem dobrze rozpoznaję i czuję tę własną złożoność. A czasem zupełnie ją gubię i uparcie wpatruję się w jeden element, jakby cała reszta nie istniała.)

A Ty, kim jesteś? I kim jeszcze? I kim jeszcze?

Nasza ludzka złożoność to coś zupełnie naturalnego: pełnimy różne role, mamy różne kompetencje i zasoby, mieścimy w sobie różne motywacje i pragnienia, doświadczamy wielu emocji (niekiedy ambiwalentnych), myśli (nieraz zaprzeczających sobie nawzajem), mamy różne potrzeby. Wewnętrzny wielogłos wydaje się czymś bardzo zwykłym. Słyszymy wiele części, na przykład tę rozsądną, tę emocjonalną, tę zaangażowaną, ale i tę która mówi „daj spokój, odpocznij”. Miewamy wewnętrznych pomocników i sabotażystów (którzy najczęściej są pomocnikami w przebraniu). Opiekunów i katów. Tę naszą złożoność akcentują różne podejścia terapeutyczne.

Najbliższe mi podejście narracyjne, zakłada, że w ciągu życia tworzymy o siebie różne opowieści i w ten sposób nasza tożsamość jest stale rekonstruowana. Ten proces właściwie się nie kończy. Opowieści mogą być pełne i bogate (gdy uwzględniamy wiele z tego, co wiemy o sobie), ale mogą być też ubogie (gdy włączamy w nie tylko niewielką część tego, co nam się przydarza i co o sobie wiemy). Pisałam o tym trochę w tym tekście.

System Wewnętrznej Rodziny z założenia wypatruje naszych wewnętrznych części: strażników, menedżerów i części straumatyzowanych. Tutaj przeczytasz więcej o tym podejściu.

Terapia akceptacji i zaangażowania również robi miejsce naszej złożoności. Zbytnie zapatrzenie się w jakaś własną część (przekonanie, myśl, emocję) ACT nazywane jest nadmiernym sklejeniem z zawartością swoich doświadczeń (“ja jako kontent”, zamiast uwalniającego nas widzenia siebie “jako kontekst”). Wtedy potrzeba procesu odwrotnego – zobaczenia siebie w szerszym kontekście i przypomnienia sobie, że przecież to jedna z wielu części, a nie jedyna i definiująca.

Teoria poliwagalna, która co prawda nie jest nurtem terapeutycznym, ale jej użyteczność dla terapii jest nieoceniona. Teoria wyjaśnia różnorodność naszych reakcji w kontekście zagrożenia. Używając metafory części można powiedzieć, że mamy część szukającą bezpieczeństwa w relacjach z innymi ludźmi, część walczącą lub uciekającą, oraz taką, która sprawia, że ulegamy zamrożeniu i bezruchowi. Całkiem niedawno napisałam dłuuugi tekst o teorii poliwagalnej.

I jeszcze słowo o traumie. W kontekście traumy zdarza się, że z naszą naturalną złożonością dzieją się szczególne rzeczy. Doświadczenia traumatyczne, zbyt duże i przerażające, byśmy zdołali je przetworzyć i zintegrować, przeciążają nasz układ nerwowy. Wówczas nasza złożoność może pogrążyć się w chaosie i mocno nas obciążać (nawet jeśli traumatyczne zdarzenie miało miejsce dawno temu): przeszłość może wdzierać się do teraźniejszości, jeden bodziec może pociągać za sobą ciąg myśli, emocji, zachowań czy doznań, nad którymi trudno jest zapanować. Dlatego w terapii traumy potrzeba na nowo integrować, układać naszą złożoność, poznawać ją i, w pewnym sensie, uczyć się nad nią panować. Oznacza to, z jednej strony, łączenie różnych elementów doświadczeń. O tym jest np. model SIBAM zaproponowany przez Petera Levine’a. Zgodnie z modelem kompletne wspomnienie doświadczenia zawiera następujące elementy: doznanie, afekt, wyobrażenie, zachowanie i znaczenie. Pisałam o tym w tym tekście . A z drugiej strony, nie chodzi wyłącznie o kompletowanie wspomnień, lecz również umieszczanie tych trudnych doświadczeń w przeszłości. Wszystko po to by nie przesłaniały całej reszty, lecz były jednymi z wielu i pozwalały nam doświadczać teraźniejszości i rozwijać inne, piękne i dobre opowieści o sobie.

I jeszcze moja ukochana terapia systemowa, która, mam wrażenie, mieści i podsumowuje inne podejścia. Systemowcy (wierni zasadzie autopoietyczności) zakładają, że skoro jakaś część (przekonanie, schemat reagowania, emocja czy myśl) powstała, to znaczy, że jest lub była bardzo potrzebna (nawet jeśli teraz jest inaczej). Stephen Porges pewnie byłby podobnego zdania: stan, który aktualnie mocno nas ogranicza, prawdopodobnie kiedyś nas ocalił i miał ogromny sens.

Dlaczego to ważne, by dopuszczać do głosu własną złożoność i akceptować ją?

Nie końca ją lubimy, bo czasem: a. pociąga ona za sobą niepokój, niepewność, niejednoznaczność i b. oznacza przyjęcie również tych własnych części, wcale nie mamy ochoty przyjmować i uznawać za własne, bo się ich wstydzimy/boimy/nie lubimy… (np. tych, które przypominają nam o trudnych doświadczeniach).

Ale, jednocześnie, im więcej mamy w sobie zgody na złożoność (własną, ale i innych ludzi i świata):

– tym bardziej jesteśmy kreatywni i otwarci na nowe
– tym większą mamy szansę na rozkwit i stawanie się w pełni sobą
– tym lepszy mamy dostęp do wszystkich swoich zasobów
– tym lepiej adaptujemy się do zmieniającego się otoczenia i jesteśmy bardziej elastyczni
– tym łatwiej nam budować dobre relacje
– tym lepiej ma się nasze zdrowie psychiczne.

Akceptacja własnej złożoności sprzyja radzeniu sobie na przykład po stracie. Jack Bauer i George Bonanno w swoim badaniu odnaleźli „optymalny punkt tego, w jaki sposób odbieramy samych siebie”. Stwierdzili, że „najlepszą zapowiedzią zdrowia psychicznego jest wiara, że niemal we wszystkim jestem dobry, ale czasami jestem kiepski. Innymi słowy, niektóre negatywne samooceny świadczą o adaptacji, podczas gdy zbyt mało negatywnych samoocen (nie jetem zły) lub zbyt wiele (jestem bardzo zły) uniemożliwia prawidłową adaptację”.

Jest też odwrotnie: im mniej siebie w sobie mieścisz, tym jest trudniej. Co prawda oddzielanie (dysocjowanie) pewnych części to mechanizm sytuacyjnie adaptacyjny, chroniący przed kontaktem z tym, co zbyt duże i przeciążające. Lisa M. Shulman w swojej pięknej i mądrej książce „Mózg w żałobie” napisała o dysocjacji, że „tworzy ona wewnętrzny miernik czy filtr, który określa, kiedy jesteśmy gotowi na bolesne wspomnienia”. Jednak w dłuższej perspektywie, jeśli uporczywie nie chcemy kontaktu z tym, co bolesne, stopniowo odłączmy się od tego, co w nas żywe i trwamy jak gdyby w odrętwieniu.

Terapia jako poszukiwanie pełni

„Potrzebujesz (…) kogoś, kto będzie strażnikiem twojej pełni” – to słowa Bessela van der Kolka („Strach ucieleśniony”), które mocno wzięłam sobie do serca. Zgodnie z nimi dbam o to, by być terapeutką stojącą na straży Twojej pełni (mam nawet mnemotechniczny patent, który mi o tym przypomina, ale o nim za chwilę) po to, byś potem sam/a jej strzegł/a.

Kiedy opowiadasz mi o sobie, to, bez względu na to, jaka to historia, zawsze zadaję sobie pytanie: kim jeszcze jesteś? Jakie części Ciebie powinniśmy wspólnie odkryć, zobaczyć wyraźniej, nazwać? Jakich zasobów, emocji, trudności, opowieści o sobie nie widzisz? I jak to się stało, że te części wymknęły się Twojej uwadze?

Czasem jesteś tak zapatrzony/a w jedną ze swoich części (ACT-owcy powiedzieliby o widzeniu siebie poprzez zawartość swoich doświadczeń, narracyjni – o ubogiej opowieści), że gubisz całą resztę. Najbardziej przyciągające uwagę bywają własne trudne doświadczenia, deficyty czy opowieści o sobie jako o słabym, niekompetentnym, ale też diagnozy (psychiatryczne i nie tylko). W takich sytuacjach wyruszamy na poszukiwania (na razie) niewidzialnej reszty: zasobów, zdolności, umiejętności radzenia sobie, pasji, kompetencji. I nie zdarzyło się, że z tych poszukiwań wracaliśmy z pustymi rękami.

Bywa też tak, że to wyłącznie Twoje mocne strony, kompetencje, siła są tym, co chcesz w sobie widzieć. Wtedy rozmawiamy o Twoim wysiłku i zmęczeniu i poszukujemy takich wyjątków, w których pozwoliłeś/aś się sobą zaopiekować, poprosiłeś/aś o pomoc, czy zwyczajnie „nie wiedziałeś/aś” czy „nie umiałeś/aś”, a mimo to przetrwałeś/aś i może nawet rozkwitłeś/aś.

A bywa jeszcze tak, że usilnie starasz się nie dostrzegać w sobie tego, czego nie lubisz, co sprawia Ci ból, ale te części nie dają się już dłużej trzymać w ukryciu i usilnie starają się ujawnić (może tak być na przykład po doświadczeniach traumatycznych, ale nie tylko). Wówczas ostrożnie zbliżamy się do tych części, przyglądamy się im, ale też wycofujemy się z kontaktu z nimi, jeśli trzeba, i potem ponownie zbliżamy. Trochę jak w tańcu. Zawsze łagodnie i ostrożnie.

Jeśli spotkaliśmy się z gabinecie, być może Twoje wewnętrzne części uosabialiśmy (zwierzątka z Rossmana najlepszą terapeutyczną pomocą!) i podejmowaliśmy z nimi dialog, a może po prostu każdej z Twoich części proponowaliśmy krzesło, żeby się wygodnie rozsiadła i mogła przekazać Ci wszystko, co miała do przekazania.

Mam też na tę okoliczność dwie metafory. Pierwsza to metafora księżyca, który jest zawsze pełny, nawet gdy z naszej perspektywy widać jedynie maleńką jego część. Obrazek, który widzisz, nad tekstem jest tej metafory ilustracją. Mam go w swoim gabinecie (to właśnie ten patent ;)) i dzięki niemu mam pewność, że podczas codziennych terapeutycznych rozmów będę pamiętała, że jesteś o wiele bardziej złożony/a, różnorodny/a i bogaty/a, niż może się na pierwszy rzut oka Tobie lub mi wydawać i niż jest w stanie pomieścić jakakolwiek diagnoza czy teoria.

Druga, to metafora migawki. Podobnie jak aparat fotograficzny jest w stanie uchwycić i uwiecznić tylko jeden, jedyny moment, tak ja mogę się spotkać tylko z jedną odsłoną Ciebie w jednej chwili. Staram się pamiętać, że mogę poznać Cię tylko poprzez migawki, które najczęściej bardzo mocno się od siebie różnią, a i między nimi dzieje się ogromnie dużo.

Co możesz zrobić dziś?

A na koniec zadanie. Zadaj sobie pytanie z początku tekstu: „Kim jestem?” i postaraj się na nie odpowiedzieć jak najpełniej. Najlepiej zapisz odpowiedzi na kartce. Nie poprzestawaj na trzech czy pięciu pierwszych nasuwających się odpowiedziach, ale poszukaj ich dwadzieścia lub trzydzieści, albo i jeszcze więcej. W odpowiedziach zawrzyj pełnione przez siebie role, ale też swoje umiejętności, ulubione aktywności, pasje, sposoby radzenia sobie. Nawet jeśli masz z nimi kontakt czy doświadczasz ich tylko czasem. Zachowaj tę listę. Możesz ją też rozbudowywać. A jeśli kiedyś zdarzy się, że zapatrzysz się w jakąś część siebie/migawkę, wróć do listy i przypomnij sobie, że jesteś kimś o wiele bardziej złożonym!

Miej życzliwość dla siebie. Zlewanie się/wchodzenie w fuzję z poszczególnymi częściami siebie jest nieuniknione. Po prostu zauważ, gdy to się dzieje.

Ach, i jeszcze jedno! Pamiętaj o słowie „czasami”. Ogromnie doceniam jego odbarczającą moc. „Czasami” pozwala nie utknąć w jednej jedynej opowieści o sobie. Stwierdzenia „Nie radzę sobie”, „Jestem niecierpliwa”, „Jestem najmądrzejsza”, brzmią zupełnie inaczej, gdy na początku dodamy „czasami”.

Katarzyna Rawska

Książki:

„Zrozumieć ACT” Russ Harris
„Terapia narracyjna” Alice Morgan
„Jak uporać się z naszą traumą” Daniela F. Sieff
„Strach ucieleśniony” Bessel van der Kolk
„Mózg w żałobie” Lisa M. Shulman
„Czy chcesz o tym porozmawiać?” Lori Gottlieb
„Głos wnętrza” Peter A. Levine